Reklama

Reklama

Mistrzostwa świata 2014

Euforia w Kolumbii, są też ofiary śmiertelne

Po awansie reprezentacji do 1/8 finału mistrzostw świata w Kolumbii zapanowała euforia, jakby piłkarze już zapewnili sobie medal. Radość i świętowanie ma też jednak drugą, brzydszą twarz.

Reprezentacja prowadzona przez Argentyńczyka Jose Pekermana wygrała wszystkie trzy mecze w grupie i o ćwierćfinał zagra w sobotę z Urugwajem. Kibice i media żyją wielkim świętem piłkarskim.

Reklama

"Kolumbijski karnawał w Brazylii" - napisał dziennik "El Tiempo".

Od początku mundialu każdego dnia w dużych i mniejszych miastach można zobaczyć ludzi ubranych w narodowe barwy. "Uliczna sprzedaż koszulek i innych gadżetów to aktualnie najlepszy biznes w Kolumbii" - żartuje Mauricio, właściciel hotelu z Cali.

Alejandro, nauczyciel języka angielskiego z Zipaquira, 80-tysięcznego miasta pod Bogotą, dodaje: "Reprezentacja jest wizytówką narodu. Sukces to okazja, by przełamać stereotyp naszego kraju, który kojarzy się z rewolucyjną armią ludową (FARC) i kokainą. Chcemy pokazać światu prawdziwą Kolumbię".

Piłkarska fiesta zagościła na ulicach na dobre. Po każdym meczu wychodzą na nie tłumy kibiców, a po wtorkowym zwycięstwie nad Japonią (4-1) wybuchła narodowa euforia. W Cali aż siedem głównych dróg zostało zablokowanych przez cieszących się z sukcesu ludzi, którzy tłumnie ruszyli do centrum.

Już przed meczem policja i władze miasta apelowały o spokojne celebrowanie sukcesu. Od początku mundialu w Kolumbii wskutek bijatyk i potrącenia przez motory zmarło 14 osób, z czego 11 w Bogocie.

Głównym powodem awantur było oblewanie pianą i wodą z mąką, co stało się już tradycją po meczach Kolumbii. Dodatkowo w Bogocie starli się klubowi chuligani. Dlatego m.in. w stolicy i Cali, ale też wielu mniejszych miastach, władze wprowadziły zakaz sprzedaży alkoholu oraz ograniczenia w ruchu motocykli. Centra miast masowo patrolują policjanci.

Mimo to w trakcie meczu z Japonią na ulicach Cali ludzie tańczyli salsę, sypali confetti i oblewali się pianą. Do późnej nocy słychać było wuwuzele. Rozmowy dotyczyły wyłącznie szans na historyczny awans do ćwierćfinału.

"Urugwaj jest w naszym zasięgu" - napisał dziennik "El Pais".

Cali jest też dumne z Faryda Mondragona, bramkarza miejscowego Deportivo. 43-letni zawodnik pojawił się na boisku na ostatnie cztery minuty spotkania z Japonią i został tym samym najstarszym piłkarzem w historii MŚ. W drużynie narodowej zadebiutował w... 1993 roku, czyli trzy lata po największym sukcesie kolumbijskiego futbolu.

W 1990 roku we Włoszech reprezentacja tego kraju dotarła do 1/8 finału, ale przegrała z Kamerunem. Potem wychowała tzw. złote pokolenie piłkarzy, ale nie zanotowali oni wielkich osiągnięć na arenie światowej, choć w 2001 roku wygrali Copa America, czyli mistrzostwa kontynentalne. Teraz większy sukces mogą osiągnąć młodsi o dwie dekady następcy.

Z Cali - Szymon Opryszek

Dowiedz się więcej na temat: reprezentacja Kolumbii | Mundial 2014