Reklama

Reklama

ME w piłce ręcznej Polska 2016

Reprezentacja szczypiornistów. Sylwetka Talanta Dujszebajewa: Utalentowany pan Talant

- Wystartuję w konkursie na trenera reprezentacji Polski - zapowiedział szkoleniowiec piłkarzy ręcznych Vive Tauronu Kielce Talant Dujszebajew. Taka wolta dzisiaj jest już możliwa, bo właśnie został zwolniony z funkcji selekcjonera reprezentacji Węgier.

Nie jest to niespodzianka, bo Węgrzy pod jego wodzą zawalili zakończone w niedzielę mistrzostwa Europy, zajmując w nich dopiero 12. miejsce. A pracujący od dwóch lat w Kielcach słynny szkoleniowiec jest naturalnym kandydatem nr 1 do objęcia kadry "Biało-czerwonych".

Dujszebajew to legenda i jako zawodnik, i jako trener. Na parkiecie zdobywał złoto olimpijskie (ze Wspólnotą Niepodległych Państw), dwukrotnie był brązowym medalistą igrzysk jako Hiszpan i dwukrotnie mistrzem świata (z Rosją i Hiszpanią). Dwa razy był wybierany najlepszym zawodnikiem globu, trzy razy wygrywał Ligę MIstrzów. Jako trener aż do czasu objęcia reprezentacji Węgier pracował tylko w dwóch klubach. W hiszpańskim Ciudad Real, przemianowanym później na Atletico Madryt, spędził aż siedem lat budując swoją pozycję jednego z najlepszych szkoleniowców na Starym Kontynencie. W styczniu 2014 roku zastąpił Bogdana Wentę na stanowisku trenera kieleckiej siódemki - Vive Tauron.

Reklama

Przychodził do Kielc jako człowiek-instytucja. Miał sukcesy, doświadczenie i był bardzo otwarty. Po trzech miesiącach mówił już po polsku, co nie powinno dziwić, skoro jako Kirgiz wychowywał się w kręgu kultury rosyjskiej i - jak sam przyznaje - nawet myśli po rosyjsku. Ale tym, że dokonał tego tak szybko, że właściwie od nauki polskiego rozpoczął pracę w Kielcach, budziło szacunek do Dujszebajewa jako do człowieka.

Nie inaczej było w drużynie. - Myślałem, że wiem o piłce ręcznej wszystko lub prawie wszystko - opowiadał po pierwszych tygodniach pracy z Dujszebajewem były kapitan reprezentacji Polski Grzegorz Tkaczyk. - Tymczasem treningi pokazały, że muszę się uczyć piłki ręcznej od początku.

W drużynie na szacunek zapracował równym traktowaniem wszystkich. Przejawiało się to między innymi tym, że każdy zawodnik grał po 15 minut w każdej połowie. Każdy dostawał swoją szansę, a najlepszym przykładem tego był Karol Bielecki. Pod koniec kadencji Bogdana Wenty wychowanek Wisły Sandomierz grał coraz mniej i coraz gorzej, były mecze, że nie wychodził w ogóle na parkiet. Ówczesny szkoleniowiec starał się przestawić styl drużyny na grę bardziej kombinacyjną i dużo szybszą, a dla dwumetrowego zawodnika, po prostu nie było w takiej układance miejsca. Po przyjściu Dujszebajewa "Kola" zaczął znów grać jak za dawnych lat, bombardował z drugiej linii, paradoksalnie zaczął więcej podawać do partnerów, nabrał pewności siebie i dziś to znów jeden z najlepszych zawodników w Europie, bardzo ważna postać, bez której trudno wyobrazić sobie i reprezentację, i kielecką siódemkę.

Taktycznie drużyna pod wodzą Dujszebajewa przestawiała się wolno, ale dziś gra bardzo zdyscyplinowanie. Wykorzystywani są wszyscy zawodnicy: skrzydłowi, kołowi, rozgrywający, zespół zdobywa gole w każdy z możliwych sposobów, drużyna jest wszechstronna. Przy tym nie zatraciła swojego wojowniczego charakteru, który zawsze cechował drużyny prowadzone przez Bogdana Wentę, a nawet go jeszcze podkręciła.

Z Vive Tauronem Dujszebajew zdobył na razie dwa tytuły mistrza Polski i trzecie miejsce w Lidze Mistrzów, został też wybrany "Trenerem Roku 2015" w Lidze Mistrzów. Ale mecze, które najbardziej oddają charakter jego pracy w Kielcach, były zupełnie inne. W poprzednim sezonie Champions League, mając zapewniony awans do kolejnej fazy z pierwszego miejsca w grupie, Vive pojechało do Kijowa na mecz z walczącym o wyjście Motorem Zaporoże. Kielczanie byli tak przetrzebieni kontuzjami, że pojechali w 8-osobowym składzie, a na początku meczu kontuzji doznał Julen Aginagalde. Po pierwszej połowie gospodarze prowadzili aż 10 golami, ale po przerwie siedmiu kielczan dokonało niemożliwego i wygrało spotkanie jedną bramką.

Drużyna pod wodzą Dujszebajewa pokazała klasę także w listopadzie tego roku wygrywając pierwszy raz w historii w Palau Blaugrana z Barceloną, a trener triumfował, bo zawsze podkreślał, że kibicem "Barcy" to on - delikatnie mówiąc - nie jest.

Charakter Dujszebajew pokazał też po innym meczu. W kwietniu 2014 roku, po spotkaniu z niemieckim Rhein Neckar Loewen, rzucił się do bicia trenera "Lwów" Gudmundura Gudmundssona (obecnie szkoleniowiec reprezentacji Danii), a na konferencji prasowej zarzucił Islandczykowi wykonywanie pod adresem jego i jego drużyny obscenicznych gestów, które z kolei bez zastanowienia zaprezentował publicznie na konferencji... Nawet jeśli ocena zachowania kieleckiego trenera musi być negatywna, to pokazał też, że absolutnie nikomu nie pozwoli na takie traktowanie swojej osoby i swojej drużyny. Za bijatykę z trenerem Wisły Płock Manolo Cadeńasem, podczas jednego z meczów finału play off PGNiG Superligi, już takich pochlebnych ocen nie zbierał, ale na szczęście obaj panowie już nie skaczą sobie do oczu...

Czytaj dalej!

Leszek Salva


W Kielcach Talant Dujszebajew wprowadza też do drużyny młodych wychowanków klubu, najpierw jednego, potem drugiego i trzeciego i dostają oni szanse gry. Do tego namówił władze klubu do sprowadzenia do galaktycznego Vive nie błyszczącego wcześniej w Azotach Puławy Mateusza Kusa. Niewielu zrozumiało i do dziś nie rozumie, jak tylko solidny obrońca z Puław, może się odnaleźć w takim dream teamie, a jednak z tygodnia na tydzień Mateusz Kus równa w górę do swoich kolegów z boiska.

Dujszebajew wydaje się kandydatem idealnym dla polskiej reprezentacji. Doświadczony, z sukcesami, zna polską ligę, zna polskich zawodników, pracuje na miejscu, więc problem z łączeniem obu funkcji nie byłby zbyt istotny, do tego jest otwarty, uśmiechnięty, nie stroni od mediów i kibiców, zna chyba z sześć języków. Pod bardzo wieloma względami porównywanie go do poprzednika jest, mówiąc oględnie, nie na miejscu.

Talanta Dujszebajewa, mimo jego wielkości, nie można jednak powoływać na stanowisko trenera reprezentacji Polski, zupełnie bezkrytycznie. Z pewnością trzeba się dowiedzieć, i to od obu stron, dlaczego jego przygoda z reprezentacją Węgier trwała tylko 16 miesięcy, a drużyna zakończyła polskie Euro na odległym 12. miejscu. Czy decydowała zmiana władz węgierskiego związku w trakcie jego pracy nad Balatonem, czy odmładzanie składu nie przebiegało zbyt szybko, itd., itp.

Wydaje się, że minusem tego wybitnego szkoleniowca może być to, że zespół pod jego wodzą potrzebuje dużo czasu, by prezentować wymagany przez niego samego poziom. W Kielcach Vive okupiło to odpadnięciem z Ligi Mistrzów już w pierwszym meczu fazy pucharowej z Rhein Neckar Loewen, wiosną 2014 roku. Wtedy widać było po zespole, że jest w trakcie przebudowy, a trener w trakcie jego poznawania i nie ustrzegł się błędów, które w przy jednobramkowej porażce w dwumeczu, zwyczajnie miały wpływ na wynik rywalizacji.

Tymczasem reprezentacja Polski na początku kwietnia gra turniej kwalifikacyjny do igrzysk, a jeśli awansuje to igrzyska są już w sierpniu. W dalszej perspektywie, czyli np. przygotowywania drużyny do mistrzostw świata w 2023 roku czy budowy zaplecza pierwszej reprezentacji , czasu wydaje się być wystarczająco dużo.

Na pewno także sam Talant Dujszebajew nie byłby lekiem na wszystkie problemy polskiej piłki ręcznej, czy polskiej reprezentacji. Robiąc go selekcjonerem trzeba jednocześnie powołać jego asystenta, który będzie nabierał trenerskiego doświadczenia pod okiem wybitnego fachowca, by przejąć po nim w odpowiednim momencie schedę i żeby w pracy z kadrą była zachowana ciągłość. Ponoć są głosy, że Dujszebajew w reprezentacji Polski ma współpracować z Piotrem Przybeckim. I trzeba przyznać, że to niegłupie rozwiązanie.

Pojawia się tylko jedno pytanie: jak wytłumaczyć innym, którzy zgłoszą się do konkursu, że jego zwycięzcę znaliśmy jeszcze przed jego ogłoszeniem?

Leszek Salva





Reklama

Reklama

Reklama