Reklama

Reklama

ME w piłce ręcznej Polska 2016

ME w piłce ręcznej. Niespodzianki w grupie B! Cały kwartet ma po 2 punkty

Sporo emocji dostarczyły dzisiejsze spotkania w katowickim Spodku. Oba mecze zakończyły się porażkami faworytów. Najpierw Białoruś ograła Islandię 39-38, a w drugim spotkaniu świetnie grający Norwegowie odprawili z kwitkiem, jednego z głównych kandydatów do złotego medalu w Mistrzostwach Europy Chorwatów. Skandynawowie po świetnej grze zwyciężyli 34-31.

Chorwaci mecz z Norwegami zaczęli w dobrym stylu i w 11 minucie prowadzili już 7-3. Znacznie lepiej niż w pierwszym piątkowym spotkaniu grali ich liderzy: bramkarz Mirko Alilović i gwiazda zespołu Domagoj Duvnjak, który wreszcie regularnie trafiał do siatki. Przez większość pierwszej połowy zespół z Bałkanów utrzymywał dwu, trzybramkową przewagę. Ambitnie grająca siódemka ze Skandynawii w końcówce pierwszej połowy odrobiła jednak straty, a po kolejnych trafieniach Espena Lie Hansena czy Haralda Reinkinda, zdołała nawet wyrównać (13-13 w 24 minucie). Ostatecznie na przerwę chorwacki zespół schodził z jednobramkowym prowadzeniem. 

Reklama

Co ciekawe całą pierwszą część na ławce przesiedział jeden z najlepszych zawodników Chorwacji Ivan Cupić. Trener Żeljko Babić ani razu nie wpuścił na boisko skrzydłowego Vive Tauron Kielce. O tyle to dziwne, że przecież w pierwszym meczu z Białorusią dwa dni temu Cupić należał do najlepszych i najskuteczniejszych w swoim zespole, rzucając 5 bramek. 

- Ivan ma problem z naszym trenerem. Nie powołał go na jeden z ostatnich turniejów, a poza tym Babić ma swój sposób prowadzenia zespołu. Raz daje pograć jednym, raz drugim. Często zmienia zawodników. Taką ma koncepcję prowadzenia naszej kadry - tłumaczy jeden z chorwackich dziennikarzy obecnych w Spodku.       

Na boisku 29-letni skrzydłowy pojawił się dopiero w drugiej części. Ta dość niespodziewanie zaczęła się od dominacji Norwegów. Świetnie zaczął bronić Ole Erevik, a skuteczności wykazywał się Hansen czy Kristian Bjornsen. W 37 minucie na tablicy widniał już rezultat 20-18 dla Skandynawów. Chorwaci grali nerwowo, nie pomagały im też kolejne dwuminutowe wykluczenia. Były momenty, że na boisku przebywało tylko pięciu ich graczy. W trudnych momentach grę na siebie brali rutyniarze, tacy jak Duvnjak i drużyna trenera Babicia odrobiła straty, żeby w 44 minucie znowu wyjść na prowadzenie 23-22. Potem na boisku trwała zażarta walka i bramka za bramkę. Zespół z Chorwacji nie był w stanie wypracować sobie przewagi większej, niż jedno trafienie. Mało tego, po świetnej kontrze i celnym rzucie Bjornsena w 51 minucie było 28-27 dla Norwegów. Podobnie jak w pierwszym dzisiejszym spotkaniu w grupie B, pomiędzy Islandczykami, a Białorusią, znowu zanosiło się a niespodziankę. Ekipa z Bałkanów nie potrafiła złapać swojego rytmu. Mało nie brakowało, a Norwegowie w końcówce prowadziliby już trzema bramkami. Tak się jednak nie stało, bo stracili piłkę, a faworycie bezwzględnie to wykorzystali. W kluczowym momencie trafiali skrzydłowi Vive Tauron Kielce: Manuel Strelek i Cupić.   

Dobrze grający w obronie Norwegowie nie podłamali się i w samej końcówce, po dwóch trafieniach Christiana O'Sullivana i Sandera Sagosena, prowadzili już trzema bramkami (32-30, 58 minuta)! Tą przewagę udało im się utrzymać do końca i odnieść cenną wygraną 34-31. 

W pierwszym dzisiejszym meczu w grupie B też doszło do dużej niespodzianki. Faworyzowani Islandczycy przegrali 38-39 z Białorusią, która w eliminacjach do tegorocznego Euro zdołała wygrać tylko z Litwą i awansować do turnieju w Polsce z ledwie 6 punktami.  

Wydawało się, że siódemka z Wyspy Gejzerów ma wszystko pod kontrolą. Do przerwy zespół trenera Arona Kristjanssona prowadził 18-17, żeby na początku drugiej połowy powiększyć przewagę do czterech bramek (24-20). Potem jednak Islandczycy zupełnie się pogubili. Nie potrafili powstrzymać kapitana Białorusinów Borysa Puchowskiego i doświadczonego Siergieja Rutenki. Ten pierwszy rzucił 11 bramek i został wybrany najlepszym zawodnikiem spotkania. 34-letni Rutenka zanotował z kolei 8 celnych rzutów. Ostatecznie Białorusini odrobili straty i wyszli na prowadzenie, które utrzymali do końca. Dalej liczą się w stawce zespołów, które mogą grać dalej. W wtorek czeka ich w Spodku mecz z Norwegią.- Popełniliśmy zbyt wiele błędów i nie graliśmy mądrze. Nie tak to miało wyglądać - komentował po meczu trener Kristjansson. 

W tej sytuacji, po dwóch seriach gier w grupie B, cały kwartet ma na swoim koncie po 2 punkty. O wszystkim będą więc decydowały wtorkowe spotkania.  

Z Katowic Michał Zichlarz 

Grupa B

Białoruś - Islandia 39-38 (17-18) 

Chorwacja - Norwegia 31-34 (17-16)