Reklama

Reklama

ME w piłce ręcznej Polska 2016

Bartosz Jurecki - pechowiec pod całodobową kontrolą

Pomógł z Serbią, świetnie spisał się z Macedonią, ale wielki triumf z Francją oglądał już z trybun. Bartosz Jurecki to na razie największy pechowiec reprezentacji Polski. - Spokojnie. Liczę, że jeszcze pomogę chłopakom - podkreśla w rozmowie z Interią.

Z Macedonią miał nerwy ze stali. Wykorzystał wszystkie cztery rzuty karne, a rywale spudłowali dwa i m.in. dzięki temu Polacy wygrali jedną bramką. Po każdym trafieniu starszy z braci Jurecki zagrzewał nie tylko  kolegów, ale też kilkanaście tysięcy ludzi w hali. Gdy rozłoży ręce i ryknie, wygląda jak gladiator.

Reklama

Świetny mecz skończył się jednak fatalnie - tuż przed końcem odnowiła mu się kontuzja łydki. I to po raz kolejny.

- Niby to banalna kontuzja... Biegłem kiedyś podczas treningu Chrobrego Głogów, poczułem ukłucie i zaczęło się. Odnowiło się raz, potem drugi. Trochę to wszystko pechowe, ale liczę, że najgorsze już za mną - opowiada Jurecki.

Spotkanie z Francją musiał jednak oglądać z trybun. Pewnie nie raz zasygnalizował rzut, krzyczał na kolegów lub podpowiadał jak rozegrać piłkę, ale więcej zrobić nie był w stanie. Pomóc mógł tylko dopingiem i tak zrobił.

- Na trybunach nerwy są większe. Inna sprawa, że publiczność w Krakowie jest fenomenalna. Z Francją stworzyli piekło. To było coś wspaniałego - wszyscy krzyczeli, skakali, gwizdali. Nieśli nas od pierwszej do ostatniej minuty. Bardzo im za to dziękuję i o to samo proszę w sobotę z Norwegami [godz. 20.30]. My niesiemy kibiców, oni nas i oby tak do finału - uśmiecha się B. Jurecki.

Po meczu z Francją reprezentacja Polski dostała wolne popołudnie. Niektórzy zawodnicy poszli na kawę, inni spotykali się z rodzinami, a część w ogóle zdecydowała się zaszyć w pokojach.

Jurecki na samotność nie ma co liczyć, bo - jak sam mówi - jest monitorowany przez lekarzy przez 24 godziny na dobę. Sztab medyczny opiekuje się jego łydką, jakby to było dobro narodowe.

- Jest szansa, że jeszcze zagram na ME. Wygląda to coraz lepiej. Jestem dużym optymistą, ale potrzebuję czasu - zaznacza Jurecki i dodaje: 

- Wiem, że chłopaki już czują głód piłki, ale po Francji trzeba zejść na ziemię i solidnie przygotować się na Norwegów. Presja rośnie, oczekiwania kibiców i sponsorów tak samo, ale spokojnie - nie taki mecze się grało. Przecież już nie raz mieliśmy zamknięte drzwi do awansu, a potrafiliśmy je otworzyć. Damy radę i przejdziemy Norwegów. Jesteśmy w komfortowej sytuacji, ale nie wolno nikogo lekceważyć. Do wszystkich musimy pochodzić z pokorą i szacunkiem.

Piotr Jawor

Bartosz Jurecki dla Interii ocenia rywali i szanse na finał ME