Reklama

Reklama

Fabian Drzyzga: Przegraliśmy na zapałki

- Co tu można powiedzieć. Nic mądrego chyba nie wymyślę. Przegraliśmy nie dlatego, że nas Słoweńcy zlali, czy dlatego, że nie mieliśmy nic do powiedzenia. Przegraliśmy na zapałki, taki był cały ten mecz - powiedział rozgrywający reprezentacji Polski Fabian Drzyzga po meczu półfinałowym mistrzostw Europy ze Słowenią. "Biało-Czerwoni" przegrali 1:3 i w niedzielę zagrają o brąz.

Słowenia będzie chyba śnić się po nocach polskim siatkarzom. W katowickim Spodku potwierdziło się, że ten zespół ewidentnie nam nie leży. Przynajmniej w czempionacie Starego Kontynentu. W turnieju tej rangi pokonali "Biało-Czerwonych" w 2015, 2017, 2019 roku i teraz.

Sobotni pojedynek miał dramatyczny przebieg i był pełen zwrotów akcji. Kibice, którzy szczelnie wypełnili Spodek, przeżyli horror w czwartym secie. Najpierw szansę na doprowadzenie do tie-breaka mieli Polacy. Nie wykorzystali tego. Potem mistrzowie świata bronili zaciekle kolejnych meczboli. Dwa razy uratował "Biało-Czerwonych" challenge, ale ostatnie słowo należało jednak do rywali.  

- Przegraliśmy ten mecz dwoma akcjami. Dwoma akcjami w dwóch setach. Proszę nie odbierać tego negatywnie czy jako złośliwości, ale przegraliśmy z nimi te cztery piłki w meczu. One mogły zdecydować, czy będzie 2:0 lub nawet 3:1 dla nas. I tyle - stwierdził Drzyzga.

Słowenia po raz drugi z rzędu zagra o złoto mistrzostw Europy. Dwa lata temu przegrała w finale z Serbią.

Reklama

- Uważam, że poziom europejskiej siatkówki jest bardzo wyrównany. Słowenia to nie jest kopciuszek, czy drużyna której nie powinno być w finale mistrzostw Europy po raz drugi z rzędu. Jeśli ktoś tak uważa, to znaczy że interesuje się siatkówką bardzo krótko. To są zawodnicy, którzy grają kupę lat razem, grają na wysokim poziomie w klubach i reprezentacji. Ja nie traktuję ich jako kopciuszka, to są bardzo dobrzy zawodnicy - zaznaczył rozgrywający Orłów.

- My bierzemy ten turniej z marszu, Słowenia przygotowywała się specjalnie do niego. Nie tłumaczę się, że dlatego przegraliśmy, ale dzieliły nas tylko cztery piłki. Może jeden inny atak, inna wystawa czy przyjęcie. Przegraliśmy w sposób, który czasem ciężko jest wytłumaczyć - dodał.

Najnowsze informacje z ME w siatkówce mężczyzn - Sprawdź!

Pomeczowe statystyki wskazują, że pojedynek był wyrównany i żaden z zespołów nie miał znaczącej przewagi w siatkarskich elementach. Atak: Polska - 53 procent, Słowenia - 52; blok 10-7 dla Polski, zagrywka 10-7 dla Słowenii.  

Na pocieszenie Polacy zagrają w niedzielę o brąz. Początek spotkania o 17.30. Trzy godziny później rozpocznie się wielki finał. - Zostało nam teraz wyjść i dać z wątroby. Nic innego nam nie zostało, jeden mecz do końca sezonu. On był inny niż wszystkie, byliśmy najpierw zamknięci w bańce, a później graliśmy igrzyska, a po nich od razu mistrzostwa Europy. Sezon był długi, głowa pewnie będzie po nim zmęczona, ale na pewno lepiej zakończyć rywalizację z delikatnym uśmiechem na twarzy i medalem, niż na czwartym miejscu - podkreślił Drzyzga.

- Zagramy ten mecz z marszu, trzeba wyjść na parkiet i zapieprzać. Podnieść ten medal. Nie wyobrażam sobie, że przy takiej publiczności możemy ten turniej skończyć na czwartym miejscu. Ten sezon nie jest najwybitniejszy, ale drugi medal w tym sezonie - nieważne jakiej rangi - to byłoby coś cennego. Uważam, że dla polskiej siatkówki każdy medal to sukces. Poza tym zawsze lepiej jest wygrać, niż przegrać. Spoglądamy na trybuny i kibiców, są z nami od Krakowa, byli też w Gdańsku. Chcemy dać im więcej radości i przyjemności z tego, że przychodzą na mecze. Dostaliśmy wielkie wsparcie, chcemy podziękować za to kibicom. Mam nadzieję, że to się nam uda - zakończył Drzyzga.

Siatkarskie emocje na wyciągnięcie ręki - zobacz!



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje