Reklama

Reklama

Tie-break w finale. Włochy mistrzem Europy siatkarzy

Pięć setów siatkarskiej bitwy i tytuł dla Włochów. Zawodnicy z Półwyspu Apenińskiego walczyli ze Słoweńcami przez ponad dwie i pół godziny, ale w końcu dopięli swego, wygrywając 3-2. To siódmy tytuł mistrzów Europy dla reprezentacji Włoch.

To jedno z najbardziej niespodziewanych rozstrzygnięć w ostatnich latach. Włoska kadra, w której po igrzyskach olimpijskich rozpoczęła się przebudowa pod batutą nowego trenera, okazała się lepsza od doświadczonych Słoweńców. Drużyna oparta na młodych zawodnikach wygrała wszystkie mecze na tegorocznych ME i powtórzyła wynik włoskich siatkarek, które kilkanaście dni temu również sięgnęły po złoto.

Słoweńcy rozpoczęli spotkanie najlepiej, jak mogli - od powstrzymania blokiem Alessandro Michieletto. 19-letni przyjmujący to największa gwiazda włoskiej drużyny na tym turnieju, nie mogli sobie z nim poradzić m.in. Serbowie i Niemcy. W niedzielę od początku prezentował się słabiej, a w kolejnej akcji punkt zagrywką zdobył Gregor Ropret. Słoweńcy wypracowali sobie dwupunktową przewagę, którą utrzymali przez kilka minut. Rozgrywający - przez większość ME rezerwowy - w półfinale przeciwko Polakom wszedł z ławki i odmienił losy meczu. W nagrodę trener Alberto Giuliani w starciu o złoto postawił na niego od pierwszej akcji.

Reklama

Im dalej w pierwszy set, tym przewaga Słoweńców rosła. Michieletto miał tak duże problemy, że trener Ferdinando De Giorgi wprowadził za niego na kilka akcji Francesco Recine. Słoweńcy świetnie spisywali się w polu zagrywki, do tego dokładali blok i spokojny atak. I kiedy już wypracowali sobie przewagę aż siedmiu punktów, wpadli w spiralę błędów. Z ośmiu kolejnych akcji wygrali tylko jedną, prowadzili już tylko 23-22. Uciekli jednak spod topora, wygrywając dwie ostatnie akcje.

Finał ME siatkarzy. Sinusoida formy Słoweńców

Słoweńcy mogli liczyć na głośny doping publiczności, wśród której znalazła się spora grupa ich kibiców. Fanów włoskiej drużyny było mniej, ale to siatkarze z Italii wypracowali sobie trzy punkty przewagi już na początku drugiej partii. Słoweńcom udało się odrobić straty dzięki blokowi Alena Pajenka, przeżywającego na ME renesans formy, a także skuteczności Tine Urnauta. Z czasem Słoweńcy nawet objęli prowadzenie, ale Włosi coraz lepiej serwowali. Gdy wygrywali 16-13, o czas poprosił Giuliani. Oprócz tego zmienił rozgrywającego, wprowadzając Dejana Vincicia.

35-letni siatkarz popełnił jednak dwa błędy przy rozegraniu i szybko wrócił na ławkę. Mimo to Słowenia zniwelowała straty do punktu. Komfort gry Włochów poprawił jednak po chwili as serwisowy Simone Giannellego. W końcówce przypomniał o sobie jeszcze świetnie działający na tym turnieju włoski blok - drużyna De Giorgiego wygrała 25-20.

W tym sezonie obie drużyny spotkały się już dwukrotnie. Najpierw, w Lidze Narodów, 3-0 wygrali Słoweńcy. Już w czasie tegorocznych ME, w fazie grupowej, w trzech setach lepsi byli Włosi. W drugiej partii finału Słoweńcy zupełnie stracili głowę - zapaść była widoczna zwłaszcza w ataku i słabnącej skuteczności.

Nieco spokojniej było wśród nich na początku trzeciej partii, którą rozpoczęli od prowadzenia 3-1. Włosi szybko wyrównali, ale Słoweńcy wyraźnie odżyli. Niemal bezbłędnie grali ich środkowi - po asie serwisowym Jana Kozamernika jego zespół prowadził 11-8. Przewagę powiększył skutecznym atakiem Toncek Stern i De Giorgi wezwał do siebie siatkarzy. Raczej niechętny zmianom włoski trener zdecydował się na nowego libero, wprowadzając Alessandro Piccinellego. Liderem zespołu był Daniele Lavia i Włosi doprowadzili do remisu 20-20. Kolejne trzy akcje wygrali jednak Słoweńcy, Pajenk zatrzymał pojedynczym blokiem Simone Anzaniego - skończyło się wygraną 25-20.

Przebudzenie Alessandro Michieletto. Włosi mistrzami Europy

Słoweńcy złoto mieli już niemal na wyciągnięcie ręki, zaczęli kolejną partię od kilku dobrych akcji. Trener Włochów wymienił kolejnego zawodnika - nowym atakującym został Yuri Romano. Dzięki niemu drużyna odzyskała skuteczność na prawym skrzydle, bo 24-letni zawodnik skończył pięć pierwszych ataków. Spotkanie się wyrównało, Włosi w końcu objęli prowadzenie 14-13 po autowym ataku Sterna. Trzy kolejne akcje to punkty zagrywką zdobyte przez Lavię. Nie poradził sobie z nimi Cebulj i po chwili powędrował na ławkę. Gdy wrócił, pomógł zmniejszyć straty do zaledwie punktu. Serię Słoweńców przerwał blok rywali, po chwili wpadli w siatkę. Włosi wygrali 25- 20.

Początek tie-breaka to mocne uderzenie Słoweńców i trzy wygrane przez nich akcje. Włosi wciąż mieli jednak na parkiecie Romano. Najpierw zdobył punkt zagrywką, potem atakiem, i doprowadził do remisu. Blokiem przypomniał o sobie Michieletto i to ekipa De Giorgiego prowadziła 6-5. Młody przyjmujący rozruszał się jednak na dobre. Zaczął szaleć w polu zagrywki i popisał się dwoma asami, po których tylko rozkładał ręce. Włosi prowadzili 11-7.

Na nic zdały się ataki Pajenka, na nic przerwy na żądanie Giulianiego. Cebulj zaserwował w aut i prowadzący półfinał Wojciech Maroszek odgwizdał koniec meczu. Sukces z Katowic to siódmy w historii tytuł mistrzów Europy dla Włochów. Na złoto czekali od 2005 roku. Łącznie mają na koncie 14 medali zdobytych na tej imprezie. Słoweńcy po raz trzeci w ciągu sześciu lat kończą ze srebrnym krążkiem.

Słowenia - Włochy 2-3 (25-22, 20-25, 25-20, 20-25, 11-15)

Słowenia: Stern, Kozamernik, Urnaut, Ropret, Pajenk, Cebulj - Kovacić (libero) oraz Stalekar, Możić, Sket, Vincić, Klobucar

Włochy: Pinali, Galassi, Michieletto, Giannelli, Anzani, Lavia - Balasi (libero) oraz Recine, Piccinelli (libero), Romano, Ricci

Damian Gołąb

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy