Reklama

Reklama

Polska - Rosja. Hubert Kostka: Zaskakuje mnie, że nie wykorzystaliśmy szansy na zgranie

- Dawniej selekcjoner reprezentacji przed wielką imprezą miał łatwiej o tyle, że jego drużyna mogła rozegrać więcej meczów i mógł dzięki temu zgrywać zespół. Teraz przed Euro są ledwie dwa mecze towarzyskie, dlatego dziwi mnie, że przeciw Rosji zagrał zespół, który na pewno w tym składzie nie wyjdzie na mecz podczas mistrzostw - mówi trener Hubert Kostka.

Reprezentacja Polski zremisowała we wtorek z Rosją we Wrocławiu 1-1. Oglądający spotkanie Hubert Kostka ma mieszane uczucia.

Paweł Czado: Podobał się panu mecz z Rosją?

Hubert Kostka: - Dostrzegam pozytywy i negatywy. Pozytywem jest fakt, że mecz odbył się z udziałem publiczności. Z kibicami gra się rzeczywiście inaczej, odbiór meczu jest całkowicie inny. Natomiast widząc skład, zdziwiłem się. Czy to był pierwszy zespół, czy może raczej trzeci? Dawniej selekcjoner reprezentacji przed wielką imprezą miał łatwiej o tyle, że jego drużyna mogła rzeczywiście rozegrać więcej meczów niż dziś, mógł dzięki temu zgrywać zespół, wystawiać różne składy. Teraz przed Euro są jednak ledwie dwa mecze towarzyskie. Nie szkoda tracić więc okazji na zgrywanie składu? 

Reklama

- Oczywiście to Paulo Sousa jest selekcjonerem, odpowiada za wszystko, ma więc pełne prawo wystawiać skład, jaki mu pasuje. Dziwi mnie jednak, że przeciw Rosji zagrał zespół, który na pewno w tym zestawieniu nie wyjdzie podczas mistrzostw. Rozumiem chęć sprawdzenia dublerów, ale przynajmniej przez jedną połowę mogła we Wrocławiu zagrać drużyna będąca personalnie bliżej tej, która zapewne zagra na Euro. Bo ilu z piłkarzy, który wyszli na boisko przeciw Rosji, wyjdzie w podstawowym składzie na Słowację?

Pokazał się Jakub Świerczok.

- Zgodzę się. To zawodnik, który rzeczywiście potrafi grać w piłkę i potwierdził to w tym meczu. Można na nim polegać.  To dobra wiadomość, nie trzeba będzie aż tak drżeć na wiadomość, że kontuzjowany jest Milik. Drugim piłkarzem, który bardzo mi się podobał, jest Przemysław Frankowski. Dużo biega, potrafi przyjąć, dograć - czego chcieć więcej?


Mnie podobała się gra Mateusza Klicha. Czy da się pogodzić wspólną grę na boisku jego i Piotra Zielińskiego?

- Wie pan, kiedy słyszę, że ktoś z kimś nie może zagrać, to chce mi się śmiać. To profesjonaliści, którzy powinni potrafić podporządkować się założeniom a kwestią trenera jest poustawiać to tak, żeby zagrało. Muszę przyznać, że mnie Klich też bardzo się podobał, dużo widzi, potrafi zaskakująco podać, jego zagranie przy bramce dla Polaków to klasa. Z kolei kiedy słyszę o Piotrze Zielińskim, to trochę zaczynam się denerwować. Ciągle słyszę, że jest "zdolny" i że reprezentacja będzie miała z niego pożytek. Ale kiedy to będzie? Jak rozegra dwusetny mecz w kadrze? Moim zdaniem ten zawodnik daje z siebie podczas meczów reprezentacji za mało.

Ktoś się nie sprawdził?

- Dziwi mnie obecność Kownackiego. Prezentował się słabo, ale to wcale nie jest niespodzianka. Oglądam regularnie mecze 2. Bundesligi i tam wcale nie prezentuje się lepiej. To zawodnik o przeciętnych umiejętnościach. 

Nasza defensywa?

- Przede wszystkim jej skład podczas Euro będzie wyglądał inaczej. Jeśli podstawowym bramkarzem będzie Szczęsny, to szkoda, że nie zagrał już z Rosją. Bramkarz potrzebuje czasu, żeby dobrze rozumieć się z obrońcami. To nie tylko kwestia bronienia piłek, ale i kierowania obroną. Podobał mi się za to prawy obrońca Tomasz Kędziora.

Czy można winić Fabiańskiego, że puścił bramkę po strzale w krótki róg?

- Moim zdaniem nie. Strzał był z bardzo bliska. Oczywiście nie wyglądało dobrze, że puścił piłkę między nogami, ale to moment. Ułamek sekundy i jest po wszystkim. Moim zdaniem strata bramki to wina raczej Puchacza, który nie przypilnował rywala. Jest ambitny, dużo biega, ale musi też umieć odebrać piłkę w ważnym momencie. To zawodnik, który moim zdaniem nie zrobi już postępów w grze obronnej, już na to za późno. 

- Trochę żałuję też, że Paulo Sousa stawia na system 3-5-2. Tak przecież grało się już kiedyś, nie widzę w tym nic nadzwyczajnego. Ale powtarzam: selekcjoner ma pełne prawo grać jak chce, bo to on będzie rozliczany. Niech gra choćby jednym obrońcą - byleby odniósł sukces.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy