Reklama

Reklama

"Polacy znokautowali Peruwiańczyków!" - to tytuł z katowickiego "Sportu" z 23 czerwca 1982 roku

Dokładnie 39 lat temu reprezentacja Polski była w takim samym położeniu, jak teraz. Przed ostatnim meczem w grupie byliśmy na wylocie z mistrzostw świata, rozgrywanych w 1982 roku na hiszpańskich boiskach. Wszystko udało się jednak odwrócić, a na koniec był jeden z największych triumfów w historii polskiej piłki. Oby i na Euro było teraz podobnie!

Mundial w 1982 roku nie zaczął się dla reprezentacji prowadzonej wtedy przez Antoniego Piechniczka najlepiej. Remis z Włochami w pierwszym meczu był jeszcze do zaakceptowania, ale kolejny bezbramkowy rezultat z Kopciuszkiem i debiutantem na mistrzostwach Kamerunem, przyjęto jak porażkę ze Słowacją przed tygodniem.

Rozwiązany worek z bramkami

Słowa krytyki kierowano pod adresem trenera, piłkarzy, a przede wszystkim jej lidera Zbigniewa Bońka, któremu nie szczędzono w prasie razów. W tej sytuacji mecz rozgrywany we wtorek po południu 22 czerwca 1982 roku na Estadio Riazor w La Corunii, był dla biało-czerwonych starciem o wszystko. Kolejne starty punktów eliminowały nas z turnieju. Zresztą na czwartek na 24 czerwca cała polska ekipa miała już w liniach lotniczych "Iberia" zabukowane bilety na powrót do domu... Nawet kierownictwo kadry nie wierzyło w nasze "Orły".

Reklama

Przed meczem z La Corunii trener Piechniczek dokonał ważnej zmiany w drużynie. Do gry od pierwszej minuty desygnowany został Janusz Kupcewicz, co było przysłowiowym strzałem w dziesiątkę. Do przerwy starcia z rywalem z Ameryki Południowej, choć Polacy mieli przewagę, to nie szło tak, jak wszyscy by oczekiwali. Nieuznany gol Bońka - z powodu spalonego Smolarka, potem słupek po kolejnym strzale naszego lidera i spojenie słupka z poprzeczką po uderzeniu Buncola. Na przerwę oba zespoły schodziły z zerowym kontem po stronie zysków.

"Kto przypuszczał w skrytości ducha, że odporność nerwowa podopiecznych trenera Piechniczka dozna wyraźnego szwanku ten się mylił. Polacy w II połowie byli tak samo zajadli i nieustępliwi jak w I części spotkania. W 48 minucie znakomity cross Kupcewicza wyprowadził rozgrywającego 99 mecz w reprezentacji Latę na czystą pozycję, ale strzał p. Grzegorza, aczkolwiek celny, był trochę za słaby. W 49 minucie co wrażliwsi zamknęli oczy, bo oto z 5 metrów strzelał La Rosa, mając przed sobą tylko Młynarczyka. Ale strażnik polskiej bramki ponownie na tych MŚ zademonstrował wspaniałe umiejętności, parując piłkę. Peru gotowało się do ostatecznego rozstrzygnięcia. Trener Tim rzucił do boju świeżych zawodników, od razu dwóch - Barbadillę i Uribe. Ale w 55 minucie rywale zostali powaleni piorunującą kontrą. Smolarek otrzymał na lewym skrzydle podanie od Kupcewicza i mając na karku trzech Peruwiańczyków strzelił nieuchronnie. 1-0, pierwsza bramka Polaków na XII MŚ!" - pisał w meczowej relacji katowicki "Sport".

Potem już poszło. Między 55, a 77 minutą strzeliliśmy w sumie 5 goli! Ich autorami byli wspomniany Smolarek - specjalista od zdobywania pierwszych, bardzo ważnych bramek w super ważnych meczach, a także Lato, krytykowany wcześniej, a rozgrywający kapitalne spotkanie Boniek, a także Buncol oraz Ciołek po efektownym uderzeniu lewą nogą. Zwyciężyliśmy 5-1, zajęliśmy pierwsze miejsce w grupie A MŚ 1982, a zaraz potem "stuknęliśmy" Belgów 3-0 po hat-tricku Bońka. Ostatecznie skończyliśmy potem na 3 miejscu na świecie.

Życzyć sobie trzeba, żeby podobną drogą poszła teraz reprezentacja kierowana przez Paulo Sousę. Ona też, jak 39 lat temu stoi przed ścianą i ostatni mecz w grupie, żeby awansować, musi wygrać. Oby było jak we wtorek 22 czerwca 1982 roku w La Corunii i oby w Petersburgu jutro udało się ograć wymagających Szwedów.      

Michał Zichlarz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje