Reklama

Reklama

​Mecz Polska - Słowacja na Euro 2020. Sprawdzamy Sousę

To ma być wielka chwila Paulo Sousy, który wywrócił grę piłkarskiej reprezentacji Polski do góry nogami. Nadszedł dzień, gdy trzeba powiedzieć "sprawdzam" portugalskiemu selekcjonerowi. Czy jego polska misja wpłynie na losy Roberta Lewandowskiego i całego pokolenia piłkarzy wciąż głodnych sukcesu w reprezentacji? Dziś mecz Polska - Słowacja w Sankt Petersburgu na starcie Euro 2020. Transmisja od godziny 18 w TVP.

Młody, elegancko ubrany Rosjanin zaczepił nas pod hotelem "Astoria" pytając po angielsku czy poza prezesem Zbigniewem Bońkiem do Sankt Petersburga przyleciał jakiś inny były gwiazdor reprezentacji Polski. - Lubański? Lato? Żmuda? Smolarek? - wyliczał z miną znawcy. Był jednak zdumiony, gdy powiedzieliśmy mu, że medalista mundialu w Hiszpanii Włodzimierz Smolarek zmarł w marcu 2012 roku.

Euro 2020. Co się działo w twierdzy Gdańsk?

Reżim sanitarny uniemożliwił zaproszenie do Sant Petersburga byłych wybitnych piłkarzy, którzy tworzyli historię drużyny narodowej. W niedzielę w zabytkowym hotelu "Astoria" zameldował się zespół Paulo Sousy. Powitany śpiewami przez grupę polskich fanów, co głęboko wzruszyło Grzegorza Krychowiaka. - Są kibice, wśród nich mój brat. Będzie wsparcie z trybun, co doda nam siły - powiedział na przedmeczowej konferencji.

Reklama

Słowacy są już w Rosji od ponad tygodnia. Mają tu obóz przygotowawczy. Polacy zrezygnowała z treningu w Sankt Petersburgu, by do ostatniej chwili ćwiczyć w swojej twierdzy w Gdańsku. Tam mieli gwarancję, że nikt ich nie podejrzy. Tajemnic w kadrze jest jeszcze więcej. Pytanie: czy to dobrze?

Paulo Sousa eksperymentował do ostatniej chwili. Toteż jego drużyna jest jedną, wielką tajemnicą. Misja Portugalczyka zakładała lepsze wykorzystanie potencjału Roberta Lewandowskiego. Najlepszy piłkarz świata 2020 roku ma imponującą karierę klubową, czuje jednak głębokie niespełnienie w drużynie narodowej. Namiastkę tego co kiedyś Boniek, Smolarek, czy Żmuda przeżył na Euro 2016 we Francji, gdzie Polacy dotarli do ćwierćfinału. Dwa lata później drużyna Adama Nawałki miała wykonać kolejny krok do przodu na rosyjskim mundialu. Wykonała dwa w tył.

Lewandowski, a także Krychowiak, Kamil Glik, Wojciech Szczęsny, Piotr Zieliński i inni wiedzą więc jak smakuje porażka. Wokół kadry dominuje wtedy atmosfera niemocy, beznadziei, frustracji. Frustracji tak głębokiej, że w styczniu tego roku niespodziewanie dla wszystkich Boniek odwołał ze stanowiska selekcjonera Jerzego Brzęczka. Sousa pospieszył na ratunek niczym tajemniczy Don Pedro z kreskówki. Wywrócił dotychczasowy sposób gry drużyny do góry nogami. W pięciu meczach pod jego kierunkiem drużyna straciła jednak aż osiem goli. Przypomina plac budowy, na którym dzieją się rzeczy niezrozumiałe dla obserwatorów z zewnątrz. Pozostaje nadzieja, że Sousa wie co robi.

Jego eksperymenty mają doprowadzić do tego, by drużyna grała odważniej: z trójką środkowych obrońców ustawioną wysoko. Lewandowski ma dostać szansę przeżycia tego, co kiedyś Boniek. Indywidualnie pobił wszystkie rekordy: 119 meczów, 66 goli w kadrze. Zaledwie dwa z nich zdobył na wielkich turniejach. W spotkaniach zremisowanych. Na otwarcie Euro 2012 przeciw Grecji (1-1) jego bramka niewiele Polakom dała. Zakończyli mistrzostwa na ostatniej pozycji w grupie. Druga, w starciu z Portugalią na Euro 2016 doprowadziła do loterii karnych w walce o półfinał. Loterii zakończonej happy endem dla Cristiano Ronaldo i późniejszych mistrzów Europy.

Euro 2020. Kluczowy mecz Polski

Mimo wszystko francuskie Euro to najsłodsze wspomnienie Lewandowskiego w drużynie narodowej. Od lat kolejni selekcjonerzy głowili się jak wykorzystać potencjał swojego kapitana. Bywało kuriozalnie: odwracano problem do góry nogami pytając ile kadra może zrobić dla Lewandowskiego? Dziś przekonamy się ile Lewandowski jest w stanie zrobić dla kadry. Dobro zespołu jest celem nadrzędnym.

Niech nikogo nie zmyli ranking Słowaków (15 miejsc niżej od Polski w zestawieniu FIFA). To zespół poukładany, przewidywalny: bez wielkich nazwisk, ale świadomy swoich atutów. Sousa mówił, że boi się kontrataków i stałych fragmentów gry w wykonaniu rywali. Jednocześnie chce dominować w ataku pozycyjnym, z czym polskie drużyny zawsze miały problem. Jak uda się przeszczepianie portugalskiej mentalności w realia naszej piłki? Czy to w ogóle możliwe? Dziś jest czas by powiedzieć sakramentalne "sprawdzam".

Na niedzielnej konferencji Sousa wyglądał na człowieka wzruszonego. Dotąd pracował w klubach, z reprezentacją na wielki turniej zjechał po raz pierwszy. Zapewnia, że panuje nad swoimi eksperymentami. Chmury wielkiej niewiadomej nie rozpędzą słowa, ale czyny jego piłkarzy.

Dziś Polska gra mecz kluczowy, bo 19 czerwca w Sewilli skala wyzwania w starciu z Hiszpanami będzie zdecydowanie większa. Na koniec fazy grupowej czekają Szwedzi: z ostatnich siedmiu meczów z nimi Polacy przegrali sześć i jeden zremisowali.

Gdzie szukać punktów, jeśli nie ze Słowacją? Remis byłby wynikiem złym, porażka sportową katastrofą. Rywal ma mniej do stracenia, więcej do wygrania. Porażka Lewandowskiego - bo tak odebrałaby ją futbolowa Europa - postawi piłkarzy Sousy pod ścianą. Tego Polacy chcą uniknąć za wszelką cenę.

Pięć lat temu we Francji wygrali 1-0 pierwszy mecz z Irlandią Płn murującą bramkę przez 90 minut. Drużyna Adama Nawałki grała cierpliwie, gola zdobył Arkadiusz Milik. Z Euro 2020 wyeliminowała go kontuzja. Lewandowski będzie bardziej samotny w ataku, czy też dostanie odpowiednie wsparcie od kolegów?

Dla Sousy to jest najważniejszy egzamin w karierze trenerskiej. Co przyniesie polskiej piłce ten wielki, portugalski eksperyment?

Dariusz Wołowski, Sankt Petersburg

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje