Reklama

Reklama

​Mecz Hiszpania - Polska na Euro 2020. Jerzy Dudek dla Interii: Trzeba cierpieć cierpliwie

- Robert Lewandowski nie będzie wygrywał meczów reprezentacji Polski w pojedynkę, szczególnie takich jak ten z Hiszpanami. Im szybciej zdamy sobie z tego sprawę, tym lepiej dla nas. W sobotę w Sewilli mamy jedną szansę na sto. Ta szansa to jest drużyna - mówi Interii były bramkarz reprezentacji Polski Jerzy Dudek.

Dariusz Wołowski: Polski mecz o wszystko na Euro 2020 wypada w Sewilli. Przeciw Hiszpanii. Brzmi jak wyrok?

Jerzy Dudek: - To, co mieliśmy sknocić na tym turnieju, już sknociliśmy. Pora zrobić coś pozytywnego. Wiadomo, kto w sobotę będzie zdecydowanym faworytem i ten ktoś zagra u siebie. Zostaniemy zmuszeni do zagrania wariantu "obrona Częstochowy" lub językiem bokserskim do walki zza podwójnej gardy. Będziemy cierpieć, biegać bez piłki, może w upale, to będzie test charakteru dla graczy Paulo Sousy. Miało być przyjemnie po ograniu Słowaków, ale nie będzie. Sami sobie jesteśmy winni. Wolimy żyć marzeniami, nadziejami, tymczasem rzeczywistość jest brutalna. Mogliśmy w pierwszym meczu Euro 2020 wypracować margines błędu, ale to skopaliśmy. No i trzeba stawić czoła faktom.

Reklama

Szwedzi wygrywają w sobotę ze Słowakami, Polacy przegrywają z Hiszpanią i Euro 2020 dla nas się kończy. Zostaje mecz o honor.

- Nie chcę rozważać żadnych wariantów, wybiegać myślą w przyszłość. Nawet jeśli Szwedzi pokonają w sobotę Słowaków, piłkarze Paulo Sousy nie mogą myśleć, że grają o przetrwanie, bo to tylko spotęguje presję i tak już wielką. Rzeczywistość jest taka, że drużyna Sousy musi w sobotę przetrwać bez straty gola pierwsze pięć minut meczu z Hiszpanią. Potem zabrać się za przetrwanie kolejnych pięciu. W znoju, pocie czoła, pokornym bieganiu za piłką. Tak jak zrobili Szwedzi, którzy rozumieli, że każda upływająca sekunda gry z zerem po stronie strat będzie frustrować graczy La Roja. Zaczną się szmery na trybunach, zniecierpliwienie, potem gwizdy. My chwilami będziemy bronić się w jedenastu dwadzieścia metrów od bramki. Nie z myślą, że wygramy, czy zremisujemy, ale z myślą, by każde zagranie piłki przyniosło drużynie korzyść.

Zobacz nasz codzienny program o Euro - Sprawdź!

Luis Enrique mówił przed Euro 2020, że wszyscy rywale z grupy E zagrają z Hiszpanami tak samo: czyli defensywnie, bazując na kontrach. Paulo Sousa przygotuje na mecz jakąś inną taktykę?

- Bądźmy poważni: Paulo Sousa może sobie przygotowywać taktyki, ale łatwo przewidzieć, że Hiszpanie zabiorą nam piłkę. Będziemy musieli być solidarni, zjednoczeni. Mieć więcej skromności i charakteru, tak jak Słowacy w meczu z Polską. W sobotę La Roja podyktuje warunki, a nasi piłkarze będą musieli się dostosować. Mamy graczy na tyle inteligentnych, żeby potrafili to zaakceptować i starać się obrócić na swoją korzyść. Ja się nie obawiam o grę bez piłki. Wiem, że drużyna poturbowana po porażce ze Słowakami rzuci do walki w sobotę wszystkie siły. Nawet te, których nie ma - 120 procent: z serca, wątroby i czego tam jeszcze wymagamy. Boję się, co Polacy zrobią w tych krótkich fragmentach, gdy piłkę będą mieli. Oby nie tracili jej głupio 20 m od bramki Wojtka Szczęsnego, bo wtedy będziemy zagrożeniem sami dla siebie.

Szczęsny został ostro skrytykowany po meczu ze Słowacją. Zasłużenie czy nie, prawda jest taka, że bohaterem nie został.

- Nie mam obaw o mecz z Hiszpanią. Wojtek będzie cały czas pod parą. Rozgrzany walką, interwencjami. Oby nasza defensywa dała mu jakieś opcje. Na mistrzowskich turniejach tak już jest, że gdy mali walczą z wielkimi to ich bramkarz musi być bohaterem. Jak bramkarz szwedzki w Sewilli, albo węgierski do 84. minuty meczu z Portugalią. Bez tego mali nie mają w ogóle o czym marzyć.

Relacja audio z każdego meczu Euro tylko u nas - Słuchaj na żywo!

Robert Lewandowski też nie błysnął przeciw Słowakom. 

- Robertowi szkodzą porównania do Cristiano Ronaldo i Leo Messiego. Tamci potrafili wygrywać mecze w pojedynkę, Lewandowski nie jest w stanie. To wysokiej klasy egzekutor, ale nie jest królem dryblingu. Potrzebuje drużyny. Im szybciej zdamy sobie z tego sprawę, tym lepiej dla nas. Wolimy bujać w obłokach, czy spojrzeć prawdzie w oczy? W sobotę w Sewilli mamy jedną szansę na sto. Ta szansa to jest drużyna. To nie będzie mecz, który rozstrzygnie dla Polski jeden człowiek. Jeśli mamy zdobyć punkt lub punkty musimy odwalić kawał perfekcyjnej roboty zespołowej. Robert? Ma w tym pomóc, dać 100 procent. Może tego nie lubić, ale będzie musiał biegać za piłką jak inni. Będzie miał jedną okazję na gola i musi ją wykorzystać. Może limit pecha wyczerpaliśmy w starciu ze Słowacją? Choć Hiszpanie mogą liczyć na to samo. Trudno powiedzieć, żeby mieli nadmiar szczęścia w pojedynku ze Szwecją.

Na czym polega problem Lewandowskiego w reprezentacji?

- Że oczekujemy od niego wszystkiego: nawet tego, w czym nie jest doskonały. Kolejni trenerzy kadry głowią się, jak mu dogodzić. Czyli odwracają problem. Najpierw jest dobro drużyny, a potem dobro Roberta. Myślmy: co Lewandowski może dać kadrze, a nie kadra Lewandowskiemu. U nas wszystko stoi na głowie, a na koniec, po meczu takim jak ze Słowakami, słyszymy kolejne absurdalne opinie, że Robert jest problemem reprezentacji. Nie jest problemem, jest atutem, ale nie może być jedynym. Piłka to sport zespołowy, praca każdego z jedenastu graczy składa się na wynik. Lewandowski może wygrywać lub przegrywać w pojedynkę tylko w naszej wyobraźni. Na boisku nie jest w stanie.

A może za dużo wymagamy od całej drużyny? Powtarzamy, że takiego zdolnego pokolenia nie było u nas od lat.

- Między wiarą w siebie i pompowaniem balonu jest różnica. Wiarę w siebie widać na boisku, balon pompuje się poza nim. Odpowiadają za to media, kibice, ale też sami piłkarze. Takimi deklaracjami jak ta Wojtka Szczęsnego, że zgrupowanie Sousy było najlepszym w historii drużyny narodowej. 
 
W sobotę marzymy o remisie, gramy o zwycięstwo?

- Nie marzymy, ale walczymy. O co? A choćby o odzyskanie uznania w oczach kibiców. Przeszkadzamy Hiszpanom, próbujemy kontrolować to co można. Dajemy z siebie wszystko. Jesteśmy zjednoczeni w cierpieniu i cierpimy ile trzeba. Cierpliwie znosimy wszystko przez 90 minut. A po ostatnim gwizdku sędziego sprawdzamy, co z tego wyszło. Bo jakie my mamy atuty?

Kibice hiszpańscy są wyjątkowo niecierpliwi. W sparingu z Portugalią i meczu ze Szwecją na Euro 2020 wygwizdali napastnika Alvaro Moratę.

- Publiczność hiszpańska nie czeka na to, żeby ich drużyna miała posiadanie piłki na poziomie 70 procent. Żeby dominowała, prowadziła grę, ostrzeliwała bramkę rywala. Wszystko to ma zagwarantowane. Nawet w starciu z Francuzami La Roja miałaby dłużej piłkę, tak jak dłużej trzymali ją Niemcy we wtorkowym pojedynku z mistrzami świata. Tyle że na pierwszy rzut oka widać było, iż to Francuzi kontrolują spotkanie. Polacy sobotni mecz kontrolować mogą w tym sensie, żeby jak najdłużej przetrwać bez straty gola. W pewnym momencie Hiszpania zaczyna grać nudno. Niecierpliwi się, gdy nie może zdobyć bramki. Wymienia 800 podań nie dłuższych niż na 15 m, a ich kibiców to nuży. Obyśmy dotrwali do tego momentu spotkania w Sewilli. Można założyć, że Hiszpanie rzucą się na Polaków, by pierwszą bramkę zdobyć jak najszybciej. Każda upływająca minuta bez gola będzie ich frustrowała. Ich kibiców także. A wtedy nie będą pomagali drużynie tak jak na początku.

Strach pomyśleć, co będzie jeśli Morata się jednak przełamie. W końcu to napastnik Juventusu, który zdobył w minionym sezonie 20 bramek.

- Nie wiem, czy Morata w ogóle zagra z Polską. Luis Enrique wystawił go na Szwedów, bo jest wysoki i silny. Zdolny do walki wręcz z chłopami ze Skandynawii. Przeciw Polsce może zagrać środkowy napastnik bardziej zwrotny i finezyjny jak Gerard Moreno.

Scenariusz na sobotę?

- Hiszpanie będą grali swoje małe gierki, a piłkarze Sousy będą im w tym przeszkadzali. Oby jak najdłużej. Potrzebna jest kontra od czasu do czasu, żeby postraszyć Hiszpanów. Polacy muszą mieć jak najwięcej koncentracji i jak najmniej błędów popełnić. Niech to będzie kopia meczu Hiszpania - Szwecja albo Finlandia - Dania. Duńczycy przeważali, a Finowie oddali jeden strzał. Wygrali 1-0.

Czy nie uważa pan za błąd, że w styczniu prezes Zbigniew Boniek zwolnił Jerzego Brzęczka i zatrudnił Paulo Sousę? Drużyna Brzęczka nie miała szans w meczach z zespołami z topu: Holandią, Włochami, Portugalią, ale z Bośnią i Hercegowiną czy Austrią jednak wygrywała. Słowacja jest z tej samej półki.

- To tylko gdybanie, nie czas na to. Moglibyśmy na ten temat książkę napisać. Ja nie mówię, że Sousa nie jest dobrym trenerem, ale Brzęczek był przewidywalny. Jego drużyna miała wady i zalety, zespół Sousy w ogóle nie wiadomo, jaki jest. Mamy wrażenie, że nasi piłkarze męczą się z jego pomysłami. Dużymi fragmentami Polacy zdominowali Słowaków, ale popełniali też kuriozalne błędy, jakby nie do końca rozumieli ten wielki eksperyment. Albo nie mieli wyćwiczonych automatyzmów. Może Sousa potrzebował więcej czasu? Ale tego czasu nie miał. Już w marcu wydawało mi się, że z Brzęczkiem zespół wywalczyłby punkt lub dwa więcej w kwalifikacjach mundialu w Katarze. Styl gry drużyny poprzedniego selekcjonera mnie nie zachwycał, ale obecnego jest wielką niewiadomą. Na mecz z Hiszpanami też pewnie Sousa nas zaskoczy jakimś nowym eksperymentem. Nie wiem tylko czy się cieszyć, czy bać?

Rozmawiał Dariusz Wołowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje