Reklama

Reklama

​Euro 2020. Paulo Sousa jak Leo Beenhakker i Adam Nawałka

Leo Beenhakker i Adam Nawałka - to jedyni przed Paulo Sousą selekcjonerzy piłkarskiej reprezentacji Polski, którzy po ważnym turnieju w XXI wieku pozostali na tym stanowisku. Holender kontynuował pracę po nieudanym Euro 2008, a Nawałka - po osiągnięciu ćwierćfinału na Euro 2016.

Pierwszym trenerem polskich piłkarzy, który prowadził biało-czerwonych w tym stuleciu w ważnym turnieju był Jerzy Engel. Eliminacje mistrzostw świata 2002 w Korei Południowej i Japonii zakończyły się sukcesem. Do Azji kadra udawała się z wielkimi nadziejami, czego nie ukrywał sam selekcjoner.

Porażki 0:2 z Koreą Południową i 0:4 z Portugalią sprawiły, że już po dwóch spotkaniach podopieczni Engela stracili szansę wyjścia z grupy. Na pocieszenie, w meczu o "honor" i w mocno zmienionym składzie, pokonali USA 3:1, a po powrocie do Polski ówczesny selekcjoner przestał pełnić tę funkcję.

Reklama

"Rozwiązaliśmy kontrakt z trenerem Engelem ze skutkiem od 1 lipca" - poinformował 21 czerwca 2002 roku Michał Listkiewicz, będący wtedy prezesem PZPN.

Strefa Euro - zaprasza Paulina Czarnota-Bojarska i goście - Oglądaj!

Engela zastąpił ówczesny wiceprezes, a obecnie szef federacji Zbigniew Boniek, ale wytrwał na stanowisku trenera kadry niespełna pół roku.

Pod koniec 2002 roku funkcję selekcjonera powierzono Pawłowi Janasowi. Na Euro 2004 w Portugalii drużynie narodowej nie udało się awansować, ale zakwalifikowała się na mistrzostwa świata 2006 w Niemczech.

Mundial za zachodnią granicą okazał się jednak wielkim rozczarowaniem. Biało-czerwoni przegrali dwa pierwsze mecze (0:2 z Ekwadorem, 0:1 z Niemcami) i jako pierwsi stracili szansę awansu do 1/8 finału. Na koniec pokonali Kostarykę 2:1 i wrócili do domów.

"Bardzo wysoko oceniamy pracę trenera Janasa" - powiedział prezes Listkiewicz na konferencji prasowej 11 lipca 2006 roku, po posiedzeniu zarządu PZPN, informując o zakończeniu współpracy z dotychczasowym selekcjonerem i podpisaniu kontraktu z nowym, Leo Beenhakkerem.

Holender w świetnym stylu, mimo trudnej grupy (m.in. z Portugalią, Serbią i Belgią), awansował na mistrzostwa Europy 2008 w Austrii i Szwajcarii.

Turniej znów okazał się jednak rozczarowaniem dla polskich kibiców. Podopieczni Beenhakkera przegrali z Niemcami 0:2, zremisowali z Austrią 1:1 i na koniec ulegli grającej w mocno rezerwowym składzie Chorwacji 0:1.

Po mistrzostwach doświadczony szkoleniowiec pozostał na stanowisku, jako pierwszy w kadrze Polski po wielkim turnieju w XXI wieku.

Jesienią 2008 roku doszło jednak do zmiany na stanowisku prezesa PZPN - następcą Listkiewicza został Grzegorz Lato. W miarę upływu czasu relacje nowych władz federacji z selekcjonerem były coraz bardziej napięte. Ostatecznie, pod koniec nieudanych eliminacji MŚ 2010, Holender przestał pełnić swoją funkcję.

Prezes Lato tuż po przegranym 0:3 meczu ze Słowenią w Mariborze poinformował, że był to ostatni mecz Holendra w roli trenera biało-czerwonych.

W pozostałych dwóch spotkaniach kadrę prowadził Stefan Majewski.

Później nastała era Franciszka Smudy. Na Euro 2012 Polacy nie musieli się kwalifikować, ponieważ jako współgospodarze turnieju mieli zapewniony udział. Występ znów okazał się nieudany, biało-czerwoni zdobyli w grupie dwa punkty - zremisowali po 1:1 z Grecją i Rosją w Warszawie oraz ulegli 0:1 Czechom we Wrocławiu.

"Rozmawiałem przed chwilą z trenerem Smudą. Jego kontrakt kończy się 31 sierpnia. Doszliśmy wspólnie do wniosku, że wypłacam mu wszystkie pensje i należności obowiązujące do wygaśnięcia umowy. I już teraz rozpoczynamy procedury, zmierzające do wyboru nowego trenera kadry. Po przegranym meczu z Czechami zaczęły spływać do nas różne propozycje z Europy, a nawet z Brazylii. Ale bierzemy pod uwagę wielu trenerów, także polskich" - przyznał 19 czerwca 2012 roku prezes Lato.

Niespełna miesiąc później następcą Smudy został Waldemar Fornalik.

Znany z bardzo solidnej pracy w klubach szkoleniowiec nie zdołał awansować na mistrzostwa świata 2014 i kolejny prezes PZPN, właśnie Zbigniew Boniek, rozstał się z Fornalikiem, powierzając obowiązki selekcjonera Adamowi Nawałce.

Mimo pierwszych niepowodzeń w meczach towarzyskich Nawałka zbudował silną reprezentację, która awansowała na Euro 2016 we Francji. Tam dotarła do ćwierćfinału, przegrywając w rzutach karnych z późniejszym triumfatorem - Portugalią.

Nic więc dziwnego, że Nawałka pozostał na stanowisku. Później doprowadził kadrę do awansu na mistrzostwa świata 2018 w Rosji, ale ten turniej okazał się piłkarską klapą.

Po porażkach 1:2 z Senegalem i 0:3 z Kolumbią biało-czerwoni stracili szansę awansu. Na koniec fazy grupowej pokonali wprawdzie Japonię 1:0, ale mecz przeszedł do historii głównie z powodu ostatnich minut, gdy Japończycy - których taka porażka premiowała do fazy pucharowej - podawali piłkę między sobą.

Po powrocie do Polski prezes Boniek i trener Nawałka spotkali się, aby omówić dalsze plany. Ostatecznie uznano, że ich drogi się rozejdą, o czym ówczesny selekcjoner poinformował na konferencji prasowej 3 lipca 2018 roku.

"Każdy dzień pracy z reprezentacją był piękną przygodą i wielkim przeżyciem. Jednak pewien etap się zakończył, pewna formuła się wyczerpała i z pełną odpowiedzialnością podjąłem decyzję o pożegnaniu z reprezentacją" - powiedział Nawałka.

Nowym selekcjonerem został Jerzy Brzęczek. Awansował bez kłopotów z teoretycznie niezbyt mocnej grupy na Euro 2020, ale turniej z powodu pandemii został opóźniony o rok.

Jesienią 2020 roku Brzęczek utrzymał kadrę w najwyższej dywizji Ligi Narodów, lecz wyjazdowe porażki z Holandią 0:1 i Włochami 0:2, na dodatek w kiepskim stylu, sprawiły, że na kadrę i selekcjonera spadła fala krytyki.

Mimo tego niespodzianką była decyzja prezesa Bońka o zmianie selekcjonera, a zwłaszcza czas jej podjęcia - styczeń 2021, czyli na pięć miesięcy przed opóźnionym turniejem ME.

"Za kadencji Brzęczka, poza problemem sportowym, było kilka innych problemów i w tej sytuacji obowiązkiem prezesa PZPN było nie bać się podjęcia decyzji. Nie mówię, czy ta decyzja była dobra czy zła, bo życie zweryfikowało i nie odnieśliśmy sukcesu, ale gdybym jeszcze raz znalazł się w takiej sytuacji, podjąłbym taką samą" - przyznał teraz Boniek.

Miejsce Brzęczka zajął w styczniu Portugalczyk Paulo Sousa. Z kadry płynęły optymistyczne wiadomości, mówiące m.in. o tym, że nowy trener ma świetny kontakt z podopiecznymi. Wyniki okazały się jednak, przynajmniej dotychczas, znacznie gorsze.

W środę Polacy odpadli z mistrzostw Europy. W trzech spotkaniach wywalczyli jeden punkt, zajęli ostatnie miejsce w grupie. Na inaugurację ulegli niespodziewanie Słowacji 1:2, następnie zremisowali z Hiszpanią 1:1 i przegrali ze Szwecją 2:3.

Mimo braku awansu do 1/8 finału, co było celem minimum, Boniek nie zamierza zwolnić Portugalczyka.

"Sousa ma kontrakt z PZPN, który zawiera różne klauzule i nie było takiej, że jeśli nie wyjdziemy z grupy, to się rozstaniemy. Paulo to bardzo dobry i doświadczony trener, który wie, czego ta drużyna potrzebuje. Pod jego wodzą graliśmy inaczej niż dotychczas byliśmy przyzwyczajeni. Trzeba dalej robić i ulepszać to, co robimy, wyciągać wnioski i iść do przodu. Sportowo zawiedliśmy i taka jest prawda. Ale trzeba być optymistycznie nastawionym, szukać pozytywów, bo wtedy będzie można obrać właściwy kierunek" - ocenił.

Łączny bilans Sousy w roli selekcjonera to jedna wygrana - z Andorą w kwalifikacjach mistrzostw świata - w ośmiu występach. Poza tym cztery remisy i trzy porażki.

Jego kontrakt obowiązuje do końca eliminacji mistrzostw świata, czyli jeszcze niespełna pół roku. Zanim kwalifikacje dobiegną końca, zmieni się prezes PZPN - wybory nowego zaplanowano na 18 sierpnia.



Dowiedz się więcej na temat: Paulo Sousa | leo beenhakker | Adam Nawałka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje