Reklama

Reklama

Tabela gr. E "Polskiej" :
  • 1. Szwecja (4 pkt.)
  • 2. Słowacja (3 pkt.)
  • 3. Hiszpania (2 pkt.)
  • 4. Polska (1 pkt.)

​Euro 2020. Jerzy Dudek dla Interii: Nie jedźmy po złoto!

- Na miejscu Paulo Sousy uważałbym z deklaracjami, że Polska jedzie na Euro 2020 po zwycięstwo. Zaraz przypomina mi się mundial w Korei i słynne słowa Jerzego Engela "jedziemy po złoto". Sam jestem jednak optymistą, jeśli chodzi o wynik drużyny w nadchodzących mistrzostwach Europy - mówi Interii Jerzy Dudek.

Dariusz Wołowski, Interia: 14 czerwca w Sankt Petersburgu meczem ze Słowacją Polska zacznie Euro 2020.

Jerzy Dudek (były bramkarz reprezentacji Polski): - Czyli teoretycznie najsłabszy rywal na początek. Słowacy myślą zapewne dokładnie tak samo. Wydaje mi się jednak, że dla Polski to dobry układ meczów. Zwycięstwo ze Słowakami powinno być kluczem do awansu. Cieszę się, że nie zaczynamy od starcia w Sewilli z Hiszpanią, bo potem drużyna Paulo Sousy mogłaby grać już do końca na musiku.

Hiszpanie są murowanym faworytem grupy E, ale to drużyna dość chimeryczna i enigmatyczna. Potrafiła pobić Niemców 6-0 w Lidze Narodów, żeby zremisować u siebie 1-1 z Grecją w kwalifikacjach mundialu w Katarze.

Reklama

- Złote pokolenie, które rządziło światową piłką w latach 2008-2012 odeszło. Hiszpanie próbują się odbudować. Zwykle jest to proces trudny i wymaga czasu. Ale nawet dla nowej La Roja wygranie grupy E to obowiązek. Obowiązkiem będzie też zwycięstwo nad Polską w Sewilli. Dopiero w 1/8 finału, gdy Hiszpanie trafią na innych faworytów turnieju, mogą mieć pod górkę. Kłopotów w fazie grupowej nie przewidują zapewne, dla nich to byłby koniec świata.

Czyli 19 czerwca Polska pojedzie do Sewilli w roli skazańca?

- Nie musi tak być. Zwycięstwo nad Słowacją dałoby drużynie Sousy duży komfort. 19 czerwca wiele będzie zależało od Hiszpanów. Jeśli będą mieli swój dzień, może nie być na nich siły. Ale nie muszą go mieć, a wtedy Polacy mogą coś ugrać. Faworyt będzie oczywisty, ale tylko na papierze. Jaki scenariusz napiszą obie ekipy na zielonej murawie? Byłaby to niespodzianka, gdyby drużyna Sousy przywiozła punkt z Sewilli, ale dlaczego przed meczem zakładać, że to niemożliwe?

Na koniec powrót do Sankt Petersburga 23 czerwca. Szwecja to dla Polski zawsze bardzo twardy orzech do zgryzienia. Nawet jeśli miała nieco gorsze pokolenie piłkarzy, to siłą, organizacją gry i dyscypliną stawiała wysokie wymagania również europejskiej czołówce.

- Być może do awansu z grupy Polakom wystarczy remis ze Szwedami? Mam taką nadzieję. To bardzo twardy rywal, ale nie jest poza zasięgiem.

Stracili Zlatana Ibrahimovicia, który najpierw wrócił do kadry, a potem uległ kontuzji.

- Uśmiechaliśmy się pod nosem, gdy Milan sprowadzał z ligi amerykańskiej 38-letniego Szweda. Zwłaszcza że klub z San Siro miał wtedy w kadrze Krzysztofa Piątka. Tymczasem "Ibra" z takim samym uśmiechem gładko wygrał rywalizację z Polakiem. A potem pokazał, że wciąż jest znakomitym napastnikiem. To silna osobowość, charyzmatyczna postać, mająca ogromny wpływ na szatnię. Udowodnił, że nie należy zaglądać w metrykę, ale na boisko, jeśli chce się oceniać piłkarza. Dla Szwecji byłby wzmocnieniem. Przywódcą, na boisku i poza nim.

Załóżmy, że Polacy wyjdą z grupy na Euro 2020. I co potem?

- Potem będzie 1/8 finału (śmiech). Jeśli trafimy na wielkiego rywala, to zaczną się strome schody. Warunkiem podstawowym jest, żeby kluczowi gracze Sousy byli bliscy apogeum możliwości. Tak jak było w kadrze Adama Nawałki pięć lat temu. To był jedyny raz od 1986 roku, gdy reprezentacja Polski wyszła z grupy na wielkim turnieju. Czekaliśmy 30 lat. I dopiero Nawałka umiał przygotować drużynę do mistrzostw.

Żaden selekcjoner nie ma jednak patentu na to, bo już na mundialu w Rosji w 2018 roku ten sam Nawałka nie osiągnął celu.

- Trzy lata temu zbyt wielu polskich piłkarzy miało trudny okres. Kamila Glika wyeliminowała kontuzja, Grzegorz Krychowiak próbował dojść do siebie po transferze do PSG, gdzie się nie przebił. Łukasz Piszczek i Jakub Błaszczykowski też grali gorzej niż dwa lata wcześniej. Słowem: kręgosłup drużyny został przetrącony.

Paulo Sousa go odbuduje?

- Taką mam nadzieję. Zadebiutował w marcu i pomylił się przy ustalaniu składu na mecz z Węgrami w kwalifikacjach mundialu w Katarze. Ale zmiany robił dobre, znaczy, że czyta grę. Przed Euro będzie miał piłkarzy przez trzy tygodnie. Pozna ich i wydobędzie, co najlepsze. Tak to widzę. Jestem optymistą. Myślę, że Milik, Krychowiak pokonali trudności i znów są gotowi na poważne wyzwania z reprezentacją. Dojrzał w Premier League Jan Bednarek, Piotr Zieliński staje się w Napoli naprawdę ważną postacią. Może wreszcie Sousa będzie tym selekcjonerem, który talent Zielińskiego wykorzysta dla drużyny narodowej? Bartosz Bereszyński dobrze radzi sobie w Serie A. Sousa zwątpił w Kamila Glika przed meczem z Węgrami, to mu od razu Glik udowodnił, że bez niego polska defensywa się rozpada. Mamy bramkarzy światowej klasy. I to dwóch. W sumie niezły potencjał, choć oczywiście nie taki jaki mają faworyci Euro. Z nimi wygralibyśmy raz na dziesięć meczów i trzeba liczyć, że ten raz zdarzy się właśnie na mistrzostwach.

Faworyci, czyli kto?

- Standard: Włosi, Hiszpanie, Niemcy, Francuzi, Portugalczycy, Belgowie, którzy mają teraz złote pokolenie, no i może Anglia. Podczas prezentacji kadry na Euro 2020 Paulo Sousa wymienił siedem drużyn aspirujących do złota. Gdyby Polska była ósmą w hierarchii, to znaczy, że teoretycznie mogłaby awansować do ćwierćfinału. Czyli powtórzyć wynik sprzed pięciu lat.

Wszystko ponad to jest nierealne?

- Potem to już każdy mecz jest osobną historią. O tyle realną, o ile sprawdzi się moja teza, że Sousa wyciśnie maksa z tej grupy. To warunek konieczny. Ale niewystarczający. Bo rywale są bardzo mocni. Chorwacja jest wicemistrzem świata i wciąż ma świetnych graczy. Portugalia będzie broniła tytułu i Sousa widzi ją wśród faworytów. Wiele na takim turnieju jak Euro zależy od układu drabinki i dyspozycji piłkarzy po morderczym sezonie ligowym.

Podczas prezentacji kadry na Euro 2020 Sousa powiedział coś o zwycięstwie w turnieju. Chyba że go źle zrozumiałem.

- Kiedy słyszę, że Polska jedzie po złoto na mistrzostwa, od razu odżywa wspomnienie naszego pokolenia. Jerzy Engel powiedział, że jedziemy po tytuł na mundial do Korei w 2002 roku. I raczej nam tym nie pomógł, ale zaszkodził. Presja była zbyt duża. Trzeba być optymistą, wierzyć w swoje siły. To warunek podstawowy, ale nie ma nic wspólnego ze stawianiem sobie celów z kosmosu. Sousa powinien zachowywać rozsądek. Wyjście z grupy jest celem minimum, a potem się zobaczy. Tak to widzę, choć jak mówię: przeczucia mam pozytywne.

Rozmawiał Dariusz Wołowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy