Reklama

Reklama

​Szybka lekcja włoskiego

Zachwytów nad grą reprezentacji Włoch nie ma końca - po czterech starciach z przeciwnikami z niższej półki, w ćwierćfinale podopieczni Roberto Manciniego odprawili Belgię, zespół numer jeden światowego rankingu. I zrobili to dominując rywala pod względem stylu gry, pewności siebie i skuteczności. Italia gra najpiękniejszy futbol na mistrzostwach Europy, ale to jeszcze wcale nie musi oznaczać ich ostatecznej wygranej. Tym bardziej, że pojawiają się pierwsze problemy.

Będą nimi zapewne pierwsze urazy i przemęczenie piłkarzy heroicznymi starciami z Austrią i Belgią. Leonardo Spinazzola na pewno nie zagra już do końca turnieju, a zerwany Achilles nakazuje przypuszczać, że zabraknie go także w sporej części sezonu w Romie. Na drobne kontuzje narzekają także Leonardo Bonucci i Giorgio Chiellini. Kompletnie wykończeni po ostatnim meczu byli Lorenzo Insigne i kilku innych piłkarzy. Z drugiej strony Hiszpania zagrała dogrywkę ze Szwajcarią, więc wcale nie musi mieć więcej benzyny w baku.

Rekordowe 32 spotkania

"Furia Roja" to jeden z historycznych rywali "Squadra Azzurra" - Włosi grali z nią 37 razy i mają dokładnie neutralny dorobek. Do 11 wygranych dołożyli 15 remisów i zanotowali także 11 porażek. Ostatni raz mierzyli się z nimi 2 września 2017 roku i przegrali w Madrycie 0-3. To był jednak początek końca ery Gian Piero Ventury, który nie dał rady wprowadzić rodaków do mistrzostw świata w Rosji.

Reklama

Od tamtej pory reprezentację przejął Roberto Mancini i odmienił ją jak za dotknięciem magicznej różdżki. Włosi pod jego wodzą nie tylko zanotowali ledwie dwie porażki, a od 32 spotkań są niepokonani, ale grają także coraz piękniej. Już przed Euro i w czasie trwania turnieju pisałem, że maszyna nabrała dobrego rytmu pracy, ale teraz działa naprawdę niesamowicie skutecznie. Z Belgią nie tylko zachwyciła dwoma golami, ale także - kiedy trzeba było - zamurowała bramkę dzięki heroicznej postawie Chielliniego oraz Gianluigiego Donnarummy.

Strefa Euro - zaprasza Paulina Czarnota-Bojarska i goście - Oglądaj!

Gdziekolwiek jesteś, słuchaj meczu na żywo! - Relacja live tylko u nas!

W piątkowy wieczór podobać mogli się także inni - Spinazzola, który jak zwykle dyktował niesamowity rytm na lewej flance, co rusz wymieniając się w ofensywie z wyjątkowo dobrze usposobionym, momentami genialnym Insigne. Nicolo Barella zagrał najlepszy mecz na turnieju, a Marco Verratti grał, jakby ktoś zakazał mu niecelnie podawać i przyjmować piłkę, więc podawał szybko i dokładnie.

Lubią grać z czerwonymi

Kłopoty na prawej stronie defensywy miał za to Giovanni Di Lorenzo, który musiał ścigać się z Jeremym Doku. Wreszcie słaby występ zaliczył Ciro Immobile. I to może być kolejny problem Italii. Cieszą gole pomocników, ale niska skuteczność środkowego napastnika, może wreszcie się zemścić. Z drugiej strony nie ma chyba bardziej krytykowanego snajpera na Euro niż Alvaro Morata, który w Hiszpanii uważany jest za najsłabsze ogniwo ekipy Luisa Enrique.

Siłą zespołu Manciniego miała być długa i wyrównana ławka, więc być może w półfinale przyjdzie czas na zmienników - Andreę Belottiego na przykład. Ale nie tylko. Italia bowiem gra jak zespół klubowy, wygląda jak drużyna trenowana w tygodniu, aby zagrać w weekend mecz ligowy. I choć wyjściowa jedenastka jest niemal zawsze podobna, to jednak z meczu na mecz, w zależności od wymagań Manciniego, można dokonywać zmian. Jak sztafeta między Domenico Berardim, a Federico Chiesą na prawej stronie ataku.

Teraz czas na Hiszpanię, która cierpi, momentami gra nieskutecznie i brzydko, ale jednak także wyeliminowała pięciu rywali. Co ciekawe Włosi lubią grać z... czerwonymi. Do tej pory w każdym starciu koszulki tego koloru przywdziewali rywale. A pierwszy komplet ekipy Enrique ma barwę... oczywiście czerwoną!

Marcin Lepa, Polsat Sport

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy