Reklama

Reklama

Oto co znaczy drużyna

Żyjemy w świecie kultury obrazkowej. Nawet jeśli kogoś oburza takie stawianie sprawy, warto pamiętać, że wszystko, co dotyka nas najmocniej, wszystkie wspomnienia, radości, smutki czy przeżycia zostają w nas w formie obrazów. Mniej lub bardziej zarysowanych, ale jednak na tyle wyrazistych, by nawet po latach do nich powracać. Dlatego Euro 2020 mnie także pozostanie w pamięci za sprawą kilku kadrów, które zrobiły na mnie - z różnych przyczyn - spore wrażenie - pisze w swoim cyklu "Chylę czoła" Paulina Chylewska z Polsatu Sport.

Nikogo chyba nie zdziwi fakt, że to pierwsze wspomnienie pochodzić będzie z meczu Dania - Finlandia. Kilku rosłych piłkarzy Danii, stojących w swoistym murze, okalającym reanimowanego przyjaciela, Christiana Eriksena. Zdają sobie sprawę z powagi sytuacji. Odwracają wzrok, a właściwie wbijają go w murawę, odliczając sekundy i minuty. Modlą się lub zaklinają rzeczywistość, nie dopuszczając do siebie żadnych złych myśli czy emocji. Niektórzy ocierają łzy...

Ten obraz mówił naprawdę więcej niż tysiąc słów. O przyjaźni, oddaniu, wspólnocie i tym niezwykłym poczuciu, że właściwe uporządkowanie wartości w życiu pozwala w takich momentach zachować się po prostu przyzwoicie. Wszystko dobrze się kończy, a dalszy ciąg historii, który w znakomitym stylu dopisują koledzy Eriksena, staje się piłkarskim fenomenem. Na tyle mocnym i niebanalnym, że w półfinałowym spotkaniu z Anglią pół Europy kibicuje właśnie Duńczykom.

Reklama

Polscy kibice, dopóki mogli, kibicowali oczywiście reprezentacji pod wodzą Paulo Sousy. To była wyjątkowo wymagająca próba dla wszystkich tych, którzy - bez względu na racjonalne przesłanki - zawsze wierzą, trzymają kciuki i zdzierają gardła, by pomóc ukochanej drużynie narodowej. Ale jeden obraz tego właśnie zespołu, a właściwie jednego z jej piłkarzy zapamiętam na długo.

Szatnia przed meczem Hiszpania - Polska. Piłkarze tradycyjnie stojący w kręgu. Ostatnia odprawa trenera, motywacyjne słowa kapitana i... głos zabiera Kamil Glik. Emocje, pasja, kilka mało cenzuralnych, ale w tym momencie niezwykle potrzebnych słów. Determinacja i wola walki, którą nie tak znów często oglądamy. Niezwykła scena, skutkująca niezwykłym wynikiem. Być może jestem odosobniona w swoim osądzie, ale mam głębokie przekonanie, że ta mowa oraz wcześniejsze spotkanie piłkarzy we własnym gronie, pozwoliły im zagrać bardzo przyzwoity mecz z półfinalistą turnieju. Jedno jest pewne - tzw. mental w dzisiejszym sporcie ma równie duże znaczenie jak siła, umiejętności i przygotowanie fizyczne. Bez dwóch zdań.

Ta mentalna siła, która wynika z sukcesów, tytanicznej pracy niemal od podstaw i świetnej atmosfery w zespole, to siła reprezentacji Włoch. Czas więc na obraz numer trzy. Rzuty karne w półfinałowym meczu Włochy - Hiszpania. Do sędziego podchodzą kapitanowie obu zespołów: Giorgio Chiellini i Jordi Alba (Busquets zszedł w dogrywce). Pierwszy rozluźniony, wręcz zrelaksowany, dowcipkuje, uśmiecha się, poklepuje rywala po plecach, zdając się przekonywać: "nie martw się, to tylko karne". Nie widać nerwów, presji, stresu. Jest uśmiech, wręcz rozbrajający. Jakby był pewien, że to Italia wyjdzie zwycięsko z tej konfrontacji.

Sukcesu ekipy z Półwyspu Apenińskiego należy upatrywać w strategii "Krasnali" z Sampdorii. Roberto Mancini kompletując sztab trenerski zaufał tym, z którymi zdobywał Scudetto. Gianluca Vialli, Attilio Lombardo, Fausto Salsano, Alberico Evani i Giulio Nuciari nie tylko grali razem, osiągając prawie niemożliwe, ale spędzali też razem czas poza boiskiem. Selekcjoner reprezentacji Włoch zdołał odtworzyć ducha zespołu z Genui w obozie Azzurri. Mistrzowie Europy 2020 nigdy nie traktują siebie zbyt poważnie. Zawsze są gotowi śpiewać razem, żartować i śmiać się z siebie nawzajem. Lubią się! Ba, nie potrafią bez siebie wytrzymać. Bonucci i Chielini już w środę po mistrzostwach razem, z rodzinami, wyjechali na wakacje.

To wszystko nie przeszkadza im jednak, wręcz pomaga, zachwycać na boisku. I osiągać najwyższe cele! Drugi raz w historii wywalczyli mistrzostwo Europy. Po przegranych finałach w 2012 roku z Hiszpanią i 2000 roku z Francją, w końcu mogli cieszyć się ze zwycięstwa!!! Zachwycali w tym turnieju od meczu otwarcia z Turcją. Pokazali, co znaczy drużyna! Pokazali jak budować zespół po trudnych doświadczeniach! Pokazali, jak cieszyć się ze zwycięstwa! Grande Italia! Grande Mancini! Grande Squadra Azzurra!

Paulina Chylewska, Polsat Sport

Dowiedz się więcej na temat: Paulina Chylewska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje