Reklama

Reklama

Euro 2020. Pusty stadion w Baku przedmiotem szydery. Czy pan to przemyślał, panie Platini?

"Duńczyk strzelił gola, biegnie w stronę kibiców, przeskakuje jedną reklamę, drugą, mija trenującą oszczepniczkę, wsiada w windę, przesiada się na prom, czeka na tramwaj, przejeżdża trzy przystanki i już prawie jest przy fetujących fanatykach. Stadion w Baku. Miłość" - szydzą dziennikarze i kibice z pomysłu organizacji Euro 2020 w Baku. Pomysłu, którego UEFA zażarcie broni.

Zacytowany wpis zamieścił red. Jakub Olkiewicz, ale podobnych prześmiewczych i krytycznych wpisów było dużo więcej. "Panie Platini, pan naprawdę sądził, że ćwierćfinał mistrzostw Europy w Baku to jest dobry pomysł? Na stadionie, gdzie trybuny są oddalone od boiska o 600 metrów?" - pisze Krzysztof Marciniak z Canal+.

"Pusty stadion w Baku to jest eventowe odkrycie roku." - dodaje Michał Majewski. A Andrzej Twarowski zauważa, że mecze w Baku trwają o godzinę dłużej niż na innych stadionach. Tutaj do meczu Danii z Czechami dodany został jeszcze komentarz Dariusza Szpakowskiego i Andrzeja Juskowiaka, który nie był zbyt dynamiczny.

Reklama

Wszystkie rozegrane dotąd w Baku mecze miały kiepską frekwencję i fatalną atmosferę, nawet gdy w grupie grywała tu Turcja - a przecież to sąsiad Azerbejdżanu. Oba kraje zamieszkuje w zasadzie ten sam naród. Azerbejdżan zresztą próbował starać się niegdyś o organizację Euro wraz z Turcją, ale nic z tego nie wyszło. O Euro 2024 Turcy ubiegali się już sami - przegrali walkę o prawo organizacji mistrzostw z Niemcami.

Azerbejdżan był więc jednym z głównych orędowników organizacji Mistrzostw Europy w wielu krajach, aby dzięki temu załapać się także na nią. Wniósł jednak na turniej pusty, niemy i wiejący chłodem, choć rozpalony słońcem stadion, na którym piłkarze padają z wysiłku i gorąca, a widownia nie pomaga. Na organizację dziwnego Euro załapało się tez kilka innych, mniejszych krajów np. Dania czy Węgry, ale ich stadiony w Kopenhadze i Budapeszcie tętniły życiem. Ten w Baku - nie.

UEFA chciała Euro 2020 w Baku. Po co?

Do tego doszły protesty Amnesty International oraz duńskiej federacji piłkarskiej w sprawie łamania praw człowieka i podstawowych wolności ludzi w Azerbejdżanie. To wszystko razem każe się zastanowić, czym kierowała się UEFA, decydując się na włączenie Baku do turnieju. Odpowiedzią są zapewne pieniądze, aczkolwiek dawny szef UEFA Michel Platini argumentuje inaczej:

- Nie zapominajmy, że jako prezes UEFA nie jestem tylko prezesem Francji, Anglii, Niemiec, które zazwyczaj organizują Euro albo mistrzostwa świata. UEFA liczy 55 federacji i musiałem zajmować się rozwojem piłki nożnej na całym kontynencie. Z okazji 60-lecia mistrzostw Europy ważne było nawiązać współpracę z takimi krajami jak: Azerbejdżan, Węgry, Dania, Rumunia, Szkocja, które nie organizowały do tej pory fazy finałowej. Dla takich państw to okazja, by odnowić narodowe stadiony, których używają przez cały rok, a nie znowu budować nowe obiekty, które zapełniają się tylko na Euro. Euro 2020 to nie są inwestycje, które kosztują dużo, a nie są tego warte. Nową jest też koncepcja finałów i półfinałów rozgrywanych w jednym miejscu - na Wembley, w świątyni futbolu - tłumaczy były szef UEFA.

CZYTAJ TAKŻE: Michel Platini broni swej feralnej koncepcji

Azerbejdżan liczył na grę swojej reprezentacji, która na Euro 2020 mogła dostać z barażu Grupy D Ligi Narodów. Były tam ogrania jedynie nisko notowane ekipy, ale Azerowie pokpili sprawę. Nie wyszli nawet z grupy, którą wygrało Kosowo, a ostatecznie na Euro z tego rozdania pojechała Macedonia. Baku organizowało więc cudze mecze niemal bez widowni.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy