Reklama

Reklama

Euro 2020. Loew optymistycznie: Wygramy z Portugalią

W ekipie reprezentacji Niemiec panuje bojowy nastrój po porażce z Francją 0:1 w pierwszym meczu grupowym piłkarskich mistrzostw Europy. "Z Portugalią wygramy" - zapowiedział odważnie selekcjoner Joachim Loew. Jego podopieczni z obrońcą tytułu zagrają w sobotę.

Wyspać się, wypocząć i stanąć do walki - tak mają wyglądać najbliższe dni w obozie w Herzogenaurach, gdzie przebywają niemieccy piłkarze. I faktycznie w środę niewiele było zajęć dla samych zawodników. Z kolei sztab zamknął się w czterech ścianach i rozpoczął misję "Portugalia".

Natomiast niemiecka prasa już teraz zaczęła porównywać porażkę 0:1 z Francją, z tą, którą ekipa poniosła w 2018 roku w mistrzostwach świata w Rosji z Meksykiem. Wówczas turniej nie skończył się szczęśliwie. Trener Loew doskonale wie, że teraz historia nie może się powtórzyć, mimo że on sam już wie, iż Euro 2021 to jego ostatnia impreza w tej roli. Później zastąpi go na stanowisku Hansi Flick.

Reklama

Z Rosji Niemcy wyjechali po fazie grupowej. Wygrali tylko jeden mecz i zajęli ostatnie miejsce w tabeli grupy F. Teraz zaczęli podobnie - od porażki 0:1, ale finał ma wyglądać całkowicie inaczej.

"Będziemy gotowi. Staniemy do walki z Portugalią i wygramy" - zapewnił w środę Loew, który nie chciał wchodzić z dziennikarzami w żadne spekulacje. Dodał także: "Cieszę się, że kolejny mecz rozegramy szybko, bo już w sobotę".

Podobną postawę przyjęli piłkarze. "Może i mamy zero punktów, ale mamy przed sobą perspektywę zdobycia sześciu. I właśnie na tym musimy się teraz skupić. Nie ma sensu wracanie do spotkania z Francją. Ważne, że nie mamy sobie nic do zarzucenia, bo zagraliśmy z pełnym zaangażowaniem" - podkreślił Toni Kroos.

Inaczej widzi to niemiecka prasa, która zarzuca drużynie brak inwencji i bierność w ataku oraz zero pomysłów na stałe fragmenty gry. "Francja jest dobrze funkcjonującą maszyną. Tam wszyscy są ze sobą zgrani, znają swoje miejsce na boisku. A my? Loew starał się w ciągu dwóch tygodni zbudować drużynę opartą na Matsie Hummelsie i Thomasie Muellerze, czyli na zawodnikach, z których przecież niedawno sam zrezygnował. Może i na pierwszy rzut oka wszystko wyglądało dobrze, ale jak widać, nie wystarczyło" - można przeczytać w mediach.

Joshua Kimmich przyznał, że faktycznie może i kreowali okazje, ale brakowało im pomysłu, jak je zakończyć. "Ten jeden jedyny krok. Tak mało i tak dużo zarazem" - skomentował i dodał: "Pamiętajmy jednak, że Francja to mistrzowie świata w obronie".

A dziennikarze pytają: "Czy to tylko pech, że akurat gol samobójczy Hummelsa zadecydował o zwycięstwie Francji?". 32-letni obrońca Borussii Dortmund opuszczał stadion w Monachium ze spuszczoną głową i nie chciał rozmawiać. Dopiero w środku nocy napisał w mediach społecznościowych: "Porażka bardzo nas boli, a w szczególności mnie. To moja bramka samobójcza zadecydowała o przegranej".

Niemieckie media jednak z dużą ostrożnością wspominają: "Portugalia ma coś, czego nam brakuje: Cristiano Ronaldo. Ma 36 lat, a strzelił dwie bramki Węgrom". Chwalą jednak też Loewa: "Na porażkę zareagował spokojnie. Bez paniki i z duża wiarą w końcowy sukces w tym turnieju. Wydaje się, że wielkiej rewolucji w drużynie nie będzie".

A sam szkoleniowiec powiedział: "Przegraliśmy mecz, ale jeszcze nic wielkiego się nie stało. Mamy przed sobą dwa mecze i wszystko jest w naszych rękach". (PAP)

mar/ cegl/

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama