Reklama

Reklama

Euro 2020. Belgia 1-2 Włochy. Rzut karny, symulacja i wielka dawka emocji!

W drugim piątkowym ćwierćfinale reprezentacja Belgii walczyła o awans z Włochami. Spotkanie rozgrywane na niemieckiej Allianz Arenie było bardzo ciekawe i emocjonujące. Nie ma co się dziwić, że niektórzy nazwali je przedwstępnym finałem. Jak z takim meczem poradził sobie słoweński arbiter Slavko Vinčić?

Na początku warto podkreślić fakt, że mecz nie był łatwy do prowadzenia. Obie drużyny często krytykowały decyzje sędziego i stosowały wobec niego mobbing. Końcówka meczu to był już swego rodzaju horror. Każdy gwizdek arbitra kończył się machaniem rękoma i protestami. Niestety, ale czasami tak jest i Slavko Vinčić nie mógł nic z tym poradzić. Trzeba po prostu przerwać i być skupionym do końca, aby podejmować prawidłowe decyzje.

W 14. minucie meczu bramkę na 1-0 zdobył Leonardo Bonucci. Sędziowie uznali gola, jednak po interwencji VAR nastąpiła zmiana decyzji, gdyż jednak był spalony. Powtórki ukazały, że w tej sytuacji dwukrotnie miały miejsce spalone, których nie zauważył sędzia asystent.

Reklama

Piętnaście minut później, Włosi ponownie zdobyli bramkę i tym razem została ona uznana.  Ciekawe w tej sytuacji było zachowanie Ciro Immobile. Dosłownie kilka sekund przed zdobyciem bramki włoski napastnik walczył w polu karnym o piłkę i w efekcie został lekko dotknięty (a może i nawet draśnięty) przez Jana Vertonghena. Immobile padł na murawę, jak rażony prądem i zwijał się z bólu. Co więcej trzymał się on za nogę w miejscu, w którym nie doszło do kontaktu z rywalem.

Po około 8 sekundach, bramkę na 1-0 zdobył Nicolo Barella. Cała drużyna pobiegła w narożnik boiska cieszyć się z objęcia prowadzenia i w tym momencie doszło do cudy. Ciro Immobile po prostu wstał z murawy i nie czując już bólu dołączył do reszty zespołu... Mimo nawet minimalnego kontaktu, włoski napastnik wyolbrzymił skutek, a zatem należy uznać to za symulację. Jest to bardzo trudne do wyłapania z boiska, a wręcz niemożliwe. Z pewnością, gdyby nie padła bramka to nie interweniowałby tutaj VAR, gdyż kontakt był naprawdę minimalny i nie zasługiwałby na rzut karny.

W doliczonym czasie gry pierwszej połowy sędzia Slavko Vinčić podyktował rzut karny dla Belgii za faul na Jeremy’m Doku. Decyzja ta nie spodobała się Włochom, którzy protestowali i wymachiwali rękoma. Sytuację sprawdzali arbitrzy VAR, którzy podtrzymali decyzję boiskową.

Reprezentant Belgii wbiegł w pole karne i będą już w narożniku "szesnastki" został pchnięty w plecy przez Giovanniego Di Lorenzo. Z pewnością obaj zawodnicy walczyli o pozycję, jednak to Jeremy Doku był z przodu i miał przewagę. Moim zdaniem decyzja o rzucie karnym jest prawidłowa, lecz uważam był to karny z gatunku "miekkich" i gdyby sędzia nie odgwizdał go, to VAR powstrzymałby się od interwencji.

Nie spodobało mi się w tej sytuacji, że Slavko Vinčić nie ukarał żadnego Włocha za protesty i machanie rękoma. Nawet gdy słuszność decyzji potwierdził VAR, to bramkarz Gianluigi Donnarumma nadal dyskutował z sędzią. Na takim poziomie arbitrzy nie powinni sobie na to pozwalać, a z pewnością niejeden od razu dałby żółtą kartkę i miałby spokój.

W 57. minucie doszło do kontrowersji, po której Włosi domagali się rzutu karnego. W polu karnym piłkę przyjmował Jorginho, lecz futbolówka nieco odskoczyła mu od nogi i w tym momencie doskoczył do niej Kevin De Bruyne. Włoski pomocnik dotknął lekko piłkę, a następnie zostawił swoją nogę, tak aby wpadł w nią rywal. Tak też właśnie się stało i Jorginho upadł na murawę.

Sędzia Slavko Vinčić pozostawał niewzruszony i nakazał kontynuować grę. Sytuacja jest naprawdę ciekawa, gdyż jednej strony widzimy, że De Bruyne wpada w rywala, a z drugiej zauważalny jest fakt, że Jorginho specjalnie zostawia nogę. Moim zdaniem jest to kontrowersja, w której z pewnością nie może interweniować VAR, gdyż nie jest to oczywisty błąd arbitra. Jeżeli sędzia zdecydowałby się na odgwizdanie "jedenastki" to byłby to miękki rzut karny. Moim zdaniem słoweński arbiter prawidłowo puścił grę i nie przyznał rzutu karnego, gdyż Włoch szukał na siłę kontaktu z rywalem.

Oceniając pracę arbitra w tym meczu, warto wspomnieć o doliczonych zaledwie pięciu minutach w końcówce meczu. W drugiej połowie mieliśmy bardzo dużo przerw, a włoscy zawodnicy zdecydowanie przedłużali wznowienie gry. Mimo to, arbiter zdecydował się przedłużyć spotkanie tylko o 5 minut, a powinien o minimum 7.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy