Reklama

Reklama

Mistrzostwa Europy siatkarzy 2017 w Polsce

Dawid Konarski: Cel się nie zmienia. Każdy z nas mierzy wysoko

- Final Six możemy sobie już tylko oglądać w telewizji - powiedział atakujący reprezentacji Polski siatkarzy Dawid Konarski. Przed swoim ostatnim meczem fazy interkontynentalnej Ligi Światowej, "Biało-czerwoni" mieli wszystko w swoich rękach. Nie udało się. Poraża z USA 1:3 okazała się bolesna.

Własna hala, doping kibiców - to nie wystarczyło na reprezentację USA, która nie rozegrała wielkiego spotkania. Podobnie jak nasz zespół, Amerykanie popełnili sporo błędów. Brązowi medaliści igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro zagrali na równym poziomie. A Polacy? - Z takim falowaniem, jakie miało miejsce z naszej strony, to ciężko na tym poziomie wygrywać - zaznaczył Konarski, który miał pretensje do siebie.

- Osobiście tego spotkania nie zaliczę do udanych. W dwóch pierwszych setach, to grałem bardziej z USA niż z naszą reprezentacją. Później było trochę lepiej, ale okazało się to za mało na rywali - stwierdził 27-letni atakujący. Konarski zdobył w spotkaniu z Amerykanami 12 punktów. Atakował ze skutecznością 35 procent. Zresztą nie tylko on miał w tym dniu kłopoty w tym elemencie. Jedynie kapitan Michał Kubiak osiągnął przyzwoitą skuteczność - skończył co drugi atak (13 na 26 prób). Procentowo taki sam wynik miał Aleksander Śliwka, ale grał krótko.  

- Atak to był jeden z kluczowych elementów. Zagrywka też nie funkcjonowała dobrze. Siatkówka nie tylko polega na tym, żeby atakować za pierwszym razem i zdobywać punkty. Jeżeli przeciwnik dobrze gra blokiem, to możemy odpowiedzieć tym samym, a różnie nam to wychodziło. Taktycznie wiedzieliśmy, gdzie będą atakowali, że będą często grać środkiem, a i tak byli skuteczni - zaznaczył Konarski. Według statystyk, Amerykanie atakowali na podobnym poziomie, co nasi zawodnicy. Duża różnica natomiast była w bloku - 13 punktów po stronie USA, a u nas tylko 5. Wiele razy Polacy zahaczali o ręce blokujących Amerykanów i ci mieli ułatwione zadanie w defensywie. Niepokojąca jest za to inna statystyka - błędów własnych. W trzech przegranych przez nasz zespół setach sprezentowaliśmy rywalom aż 31 pkt (10 w I secie, 11 w II, 10 w III).

"Biało-czerwonych" zabraknie w brazylijskiej Kurytybie, a co za tym idzie konfrontacji z mocnymi przeciwnikami w walce o stawkę. Tego nie zastąpią nawet najlepsi sparingpartnerzy. - Złość powinna zawsze być u każdego sportowca po porażce. Awansu do Final Six na pewno żałujemy, bo to był nasz cel na dzisiaj - stwierdził Konarski.

Liga Światowa, czego nikt nie ukrywał, była etapem przygotowań do najważniejszej imprezy sezonu, czyli mistrzostw Europy, które na przełomie sierpnia i września odbędą się w Polsce. Czy dwa miesiące wystarczą? - Muszą wystarczyć. Teraz mamy chwilę odpoczynku po Lidze Światowej. Później przygotowania ruszą pełną parą. Rozegraliśmy dziewięć spotkań, z których można wyciągnąć dużo wniosków, przeanalizować, wprowadzić to w trening i zagrać na mistrzostwach Europy dużo lepiej. W Lidze Światowej zdarzały nam się mecze bardzo dobre, jak z Brazylią, Włochami, Iranem, ale też bardzo słabe - podkreślił atakujący "Biało-czerwonych".

Cel na mistrzostwa Europy pozostaje ten sam - podium. - Jesteśmy gospodarzami, każdy z nas mierzy wysoko. Nikt głowy nie spuści, bo przegraliśmy parę spotkań. Głęboko w to wierzę, że przepracujemy dobrze ten okres i będziemy fizycznie oraz mentalnie odpowiednio przygotowani - zakończył Konarski.

Reklama

Robert Kopeć z Łodzi


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy