Reklama

Reklama

Lekkoatletyczne MŚ 2019

Lekkoatletyczne MŚ. Trenerka Joanny Fiodorow zagrała va banque na wagę srebra

Kim trzeba być, żeby przed najważniejszą imprezą w sezonie zdecydować się na ruch, obarczony tak wielkim ryzykiem? A jednak było warto, teraz wspólnie mogą otwierać szampana, choć Malwina Sobierajska-Wojtulewicz, bo o tej trenerce mowa, żartuje, że klimat w Katarze nie będzie sprzyjał wzniesieniu toastu schłodzonym trunkiem.

Tytuł wicemistrzyni świata w rzucie młotem Joanny Fiodorow, zawodniczki po wielu przejściach, która jeszcze w 2016 roku była o krok, aby zakończyć karierę, wprawił w niesłychane zadowolenie jej trenerkę. W tym przypadku nie ma mowy o zwykłej relacji zawodniczka - szkoleniowiec. Obie panie są sobie niezwykle bliskie, stworzyły znakomity duet, a Fiodorow - choć z byłą młociarką dzieli ją różnica zaledwie czterech lat, bezwzględnie zaufała swojej opiekunce.

Reklama

Do tego stopnia, że przez cały tydzień poprzedzający start w mistrzostwach świata realizowała, na pierwszy rzut oka, zupełnie szalony plan Sobierajskiej-Wojtulewicz. Kompletnie niesprawdzony, którego nigdy wcześniej nawet nie przetestowały.

- Przyznam, że zastosowałam z Aśką eksperyment i przyznaję, że to był ruch hazardowy. Asia przez cały tydzień przed zawodami rzucała tylko raz, w sumie oddała tylko dziewięć rzutów - wyjawiła opiekunka naszej świeżo upieczonej srebrnej medalistki mistrzostw świata.

Jaki cel przyświecał temu nowemu zaleceniu treningowemu? - Chciałam, żeby poczuła głód rzucania. Przebywaliśmy razem na treningach z Wojtkiem Nowicki, ona bardzo chciała rzucać, ale mówiłam jej, że nic z tego. Wiedziałam, że jest mocna, ale w końcu musieliśmy coś zmienić. Jednak wydawało mi się, że potrzebny był głód rzucania, który w konkursie był potrzebny. Na poniedziałkowym treningu oddawała piękne, techniczne rzuty. Nie chciałam, żeby do konkursu coś się zepsuło - szeroko uśmiechała się sympatyczna pani trener.

Swój zabieg nazwała wprost, używając kolokwialnego zwrotu. - Tak, to był trochę spontan, zaryzykowaliśmy, ale jest efekt. Spełniło się moje marzenie, jako trenera. Aśka zrobiła taką robotę na tej imprezie, a do tego jeszcze poprawiła rekord. Dla mnie jest numerem jeden - powiedziała Sobierajska-Wojtulewicz.

Dewiza "wóz albo przewóz" sprawiła, że Fiodorow po konkursie mogła radować się z upragnionego medalu, ale nie zapomniała o swojej mentorce. Jednak, jak to ma w zwyczaju, wcale nie kolorowała rzeczywistości i nawet nie próbowała przekonywać, że w codziennej monotonii pracy panują tylko sielskie relacje. - Mamy wybuchowe charaktery, więc czasami między nami dochodzi do zgrzytów. Chwilami wybuchamy, ale za chwilę się przytulamy i wszystko wraca do normy. Razem z Malwiną znamy się jak łyse konie, choć tak naprawdę ona zna mnie lepiej. Zawsze mogę na nią liczyć, jest moim wsparciem. Tutaj z eksperymentem w pełni zaufałam trenerce, a że plan treningowy się sprawdza, więc czego chcieć więcej? - podsumowała Fiodorow.

Artur Gac, Dauha