Reklama

Reklama

Kwestionariusz

Wojciech Stawowy: Probierz nie jest wielkim trenerem

Prezes Filipiak to bardzo silna osobowość. Czasami na tyle silna, że jest mu trudno przyjąć jakąś polemikę. A nawet nie tyle polemikę, co dialog. Lubił mieć wpływ na funkcjonowanie drużyny i na to, w jakim składzie będzie grała. W tym miejscu z reguły rodził się między nami dosyć duży spór - opowiada w rozmowie z Interią Wojciech Stawowy, były trener Cracovii, dzisiaj opiekun Łódzkiego Klubu Sportowego.

Niewielu szkoleniowców kojarzy się z Krakowem tak mocno jak on. Swego czasu był tam niemal celebrytą. Dzisiaj na zapleczu Ekstraklasy próbuje odbudować swoją zawodową pozycję i zapewnia, że... na trenerski Olimp dopiero się wdrapuje.

Reklama

Łukasz Żurek, Interia: Łódź i Kraków - po tych miastach przez chwilę pospacerujemy. Od którego zaczniemy?

Wojciech Stawowy: - Mieszkam teraz w Łodzi, więc możemy zacząć od niej.

To znaczy, że jest pan dobrze przygotowany na pytanie o kryzys ŁKS-u.

- Nie jestem przygotowany na takie pytanie. Nie uważam, żeby ŁKS miał kryzys.

Cztery mecze bez wygranej, jeden punkt i 10 straconych goli w trzech ostatnich kolejkach. Nie wygląda to jak szturm na Ekstraklasę...    

- Jeżeli popatrzymy na statystyki, to oczywiście można gdzieś tam wysnuć wniosek, że to kryzys. Ale to ja jestem w tej drużynie i mogę powiedzieć, że ten statystyczny argument jest od razu nieaktualny. Ostatnio nie jesteśmy w stanie kompletować punktów, ale to wynika z tego, że niektórzy zawodnicy mają słabszy okres. To powoduje błędy indywidualne, co napędza niestety sytuacje dla rywala. W konsekwencji mamy utratę goli i punktów. Moja rola w tym, żeby poprawić dyspozycję zawodników i przywrócić ich grę na właściwe tory. O kryzysie moglibyśmy mówić, gdyby to dotyczyło całego zespołu. A to kwestia 2-3 ogniw.

Rozumiem, że zaleca pan spokój. Strefa turbulencji, nic poważniejszego...

- Dokładnie. Tak bym to właśnie określił. Wiadomo, że turbulencje zazwyczaj nie doprowadzają do sytuacji przykrych w skutkach. Podobnie będzie tym razem.

O presję awansu nie pytam, bo ona zaczęła narastać jeszcze na finiszu poprzedniego sezonu, kiedy trzeba było zagrać kilka spotkań już po degradacji. Od samego początku zawęża to panu komfort codziennej pracy?

- Absolutnie nie. Mam świadomość oczekiwań i zdawałem sobie z tego sprawę, przychodząc do ŁKS-u. Robiliśmy wszystko, żeby się utrzymać w Ekstraklasie. Nie udało się i wyszedł z tego taki przyspieszony okres przygotowawczy. Już wtedy wszyscy wiedzieli, że będziemy walczyć o powrót. To cel numer jeden.

Więcej aktualności sportowych znajdziesz na sport.interia.pl Kliknij!

Dowiedz się więcej na temat: Wojciech Stawowy | ŁKS | Cracovia | Fortuna I liga | PKO Ekstraklasa