Reklama

Reklama

Kontrowersje sędziowskie w Ekstraklasie i nie tylko

Warta Poznań 0-2 Zagłębie Lubin. Kontrowersyjny rzut karny. Czy zawodnik symulował?

W sobotnim meczu dziewiątej kolejki PKO Ekstraklasy Warta Poznań zmierzyła się z Zagłębiem Lubin. Spotkanie zakończyłem się dwubramkowym zwycięstwem gości, którzy wskoczyli na trzecie miejsce w ligowej tabeli, natomiast Warta znalazła się w strefie spadkowej. Mecz był w miarę spokojny, choć spore kontrowersje wywołał rzut karny przyznany dla gospodarzy.

W 39. minucie spotkania sędzia Bartosz Frankowski odgwizdał rzut karny dla Warty Poznań. W poprzek boiska z piłką przy nodze znalazł się Jayson Papeau. Na jego torze biegu w drodze do bramki pojawił się Tomas Zajic, więc wysunął sobie futbolówkę i próbował obiec rywala. Spóźniony zawodnik Zagłębia Lubin wystawił nogę w bok, nie zagrał piłki i sfaulował biegnącego pomocnika Warty Poznań.

Decyzja o "jedenastce" nie spodobała się gościom, którzy mieli jeszcze nadzieję, że pomoże im VAR. Arbitrzy Sebastian Jarzębak i Tomasz Listkiewicz, którzy  znajdowali się w wozie VAR nie zdecydowali się na interwencję i decyzja o rzucie karnym została podtrzymana. Do egzekucji "jedenastki" podszedł Mateusz Kupczak, lecz jego strzał pewnie obronił bramkarz Zagłębia.

Reklama

Czy Warcie należał się rzut karny?

Oglądając tę sytuację pierwszy raz wydawać się może, że Jayson Papeau symuluje i rzuca się zanim  zaistniał kontakt. Dodatkowo w dziwny sposób wystawia on swoje kolano, tak aby trafiło w rywala, a jego upadek wygląda dość nienaturalnie i tym bardziej może przekonywać, że faulu i karnego nie było. Jednak nadal to nie zmienia faktu, że zawodnik Warty wypuszcza sobie piłkę i chce do niej biec, lecz na drodze znajduje się wystawione kolano Zajica. Moim zdaniem jest to karny z gatunku "miękkich", których raczej większość nie chciałaby widzieć na piłkarskich boiska. Z pewnością ten kontakt kolan zawodników zdecydował o tym, że VAR odstąpił od interwencji i podtrzymał decyzję, gdyż nie była to jednoznaczna sytuacja

Podobnie zresztą było na EURO, gdy byliśmy świadkami kilku bardzo "miękkich" karnych, a mimo to VAR podtrzymywał decyzję, gdyż widoczne były mikro kontakty pomiędzy graczami. Często jest tak, że gdy sędziowie VAR zobaczą minimalny kontakt to nie zmieniają decyzji, gdyż w uznaniu wytycznych byłaby to kontrowersja zamieniona w kontrowersję. Czy ma to sens?

Omawiając kontrowersję z tego meczu warto odnieść się także do bramki na  2-0 dla Zagłębia Lubin, gdzie chwile przed jej zdobyciem mógł być odgwizdany potencjalny faul na graczu Warty. Filip Starzyński wyprowadzał kontratak i zagrał piłkę do linii bocznej. Ruszył do niej, a razem z nim defensor Jan Grzesik. Zawodnik Warty Poznań chciał zastawić swojego rywala, lecz zrobił to na tyle nieudolnie, że Starzyński bez problemów przejął piłkę, a Grzesik wylądował na murawie.

Po tym zajściu pomocnik Zagłębia pobiegł z piłką i w okolicach pola karnego zagrał ją do Patryka Szysza, który bardzo ładnym strzałem umieścił futbolówkę w siatce. Zgodnie z protokołem VAR, sędziowie teoretycznie mieli prawo przeanalizować starcie dwóch zawodników w środka pola i wrócić do ewentualnego faulu, gdyż to właśnie wtedy rozpoczęła się ofensywna akcja gości.  Arbitrzy prawidłowo jednak ocenili to zajście i nie dopatrzyli się faulu, jednak gdyby uznano, że Filip Starzyński zachował się nieprzepisowo to wówczas po interwencji VAR powinien być odwołany gol, a gra wznowiona rzutem wolnym. 



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje