Reklama

Reklama

Kontrowersje sędziowskie w Ekstraklasie i nie tylko

Tottenham za burtą! Trzy razy VAR na niekorzyść Spurs

W rewanżowym półfinale Pucharu Ligi Angielskiej VAR trzykrotnie musiał poprawiać decyzje arbitrów. Chelsea Londyn po pokonaniu Tottenhamu Hotspur 1-0 i dwubramkowej zaliczce z pierwszego meczu awansowało do finału, w którym zmierzy się z kimś z pary Arsenal/Liverpool.

W środowym spotkaniu VAR aż trzykrotnie zmieniał decyzje na niekorzyść Tottenhamu. Najpierw dwukrotnie anulowane zostały rzuty karne, a później odwołana została bramka. Czy interwencje VAR były wskazane? Czy gospodarze mogą czuć się pokrzywdzeni?

W 40. minucie przy wyniku 1-0 dla Chelsea stadion Tottenhamu eksplodował z radości, po tym gdy sędzia Andre Marrine podyktował rzut karny za faul na Pierre-Emile Hojbjergu. Zawodnicy Chelsea natychmiast ruszyli z protestami w kierunku arbitra, gdyż ich zdaniem faul miał miejsce przed polem karnym. Po około dwuminutowej analizie VAR zdecydowano się na zmianę decyzji i ostatecznie podyktowany został rzut wolny sprzed pola karnego.

Reklama

Analizując powtórki widzimy, że faul jest ewidentny, gdyż obrońca Antonio Rudiger pomylił się ze swoim wślizgiem i zamiast trafić w piłkę, "skasował" Hojbjerga. Sytuacja była dynamiczna i bez wątpienia widzimy, że zawodnik Spurs upadł w polu karnym. Pamiętajmy jednak, że przy ocenie takich zdarzeń liczy się miejsce faulu, a nie miejsce upadku. Na powtórkach dokładnie widać, że faul miał miejsce przed "szesnastką", a zatem interwencja VAR i zmiana decyzji na rzut wolny była wskazana i prawidłowa.


Karny, czy symulacja?

W 56. minucie ponownie przeżyliśmy wybuch radości wśród fanów Tottenhamu, gdyż arbiter po raz drugi w tym spotkaniu podyktował rzut karny dla gospodarzy. Sędzia uznał, że Lucas Moura był faulowany przez Kepę, z czym nie zgadzał się golkiper "The Blues", który był przekonany, że czysto wybił piłkę spod nóg przeciwnika.

Do akcji wkroczyli sędziowie VAR, którzy po sprawnej analizie zdecydowali się na wezwanie Andre Marrine do wideoweryfikacji. Po ponownej ocenie zajścia, arbiter odwołał "jedenastkę" i przyznał rzut sędziowski dla zespołu gości.

Finalna decyzja arbitrów była prawidłowa, gdyż na powtórkach dokładnie widać, że w momencie w którym Kepa zagrał piłkę, Lucas znajdował się około metra od niego i rzucił się na ziemię, inicjując kontakt. Z pewnością nie możemy mówić o symulacji, a jedynie o czystym odbiorze bramkarza.

Błąd przy ocenie spalonego?

Pięć minut później po błędzie obrony Lucas przejął piłkę i zagrał ją do kapitana Tottenhamu. Harry Kane znalazł się na czystej pozycji i mając przed sobą tylko obrońcę, trafił do bramki i doprowadził do wyrównania.

Sytuację sprawdzali sędziowie VAR, którzy musieli przeanalizować czy chwilę wcześniej nie doszło do przewinienia i czy przypadkiem strzelec gola nie był na spalonym. Po wyrysowaniu linii spalonego uznano, że Kane był na spalonym i w związku z tym bramka została anulowana.

Zaprezentowana stopklatka wzbudziła kontrowersje u niektórych kibiców. Najbliżej bramki stał obrońca Cheslea, a następnie Harry Kane. Tuż za nim znajdował się drugi defensor i bramkarz Kepa. Zgodnie z przepisami gry, przy spalonym pod uwagę bierzemy przedostatniego zawodnika drużyny broniącej i to od niego rysujemy linię. W związku z tym może zdarzyć się sytuacja, gdy linia zostanie wyrysowana od bramkarza, gdy bliżej bramki znajdzie się jego współpartner. Decyzja o nieuznaniu bramki jest prawidłowa, gdyż Kane był na minimalnym spalonym.

Łukasz Rogowski

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje