Reklama

Reklama

Kontrowersje sędziowskie w Ekstraklasie i nie tylko

Raków Częstochowa – Lech Poznań. Dwa rzuty karne, VAR i masowa konfrontacja

W hicie siódmej kolejki PKO Ekstraklasy Raków Częstochowa mierzył się na własnym stadionie z Lechem Poznań. Spotkanie nie należało do najciekawszych, jednak w drugiej połowie zaczęło się dziać, a Lech odrobił straty i doprowadził do wyniku 2-2 , jakim zakończyło się to spotkanie. Szymon Marciniak podyktował dwa rzuty karne, a przy drugiej bramce Rakowa niezbędna okazała się pomoc VAR-u.

Pierwszy rzut karny został podyktowany w 13. minucie. Myślę, że nikogo nie powinna dziwić decyzja Szymona Marciniaka, gdyż było to ewidentne przewinienie. W pole karne Lecha wpadł Fran Tudor, który próbował kiwnąć rywali. W pogoń za nim ruszył Barry Douglas, który próbując zagrać piłkę, podciął swojego rywala i spowodował jego upadek. Arbiter bez chwili zawahania wskazał na wapno i Raków Częstochowa otrzymał rzut karny. Do "jedenastki" podszedł Marcin Cebula i pewnym strzałem otworzył wynik spotkania.

W 48. minucie bramkę na 2-0 zdobył Sebastian Musiolik. Radość gospodarzy nie trwała długo, gdyż chorągiewkę w górę podniósł sędzia asystent, a Szymon Marciniak odgwizdał spalonego. Z pomocą przyszli sędziowie VAR (Tomasz Kwiatkowski i Marek Arys), którzy dość sprawnie sprawdzili tę sytuację i wyrysowali linię spalonego. Jak się okazało strzelec gola jednak nie był na spalonym, a zatem nastąpiła korekta decyzji i ostatecznie bramka została uznana.

Reklama

Około 68. minuty doszło do sporego spięcia na boisku po faulu Pedro Tiby. Zawodnicy zaczęli się przepychać między sobą, a sędziowie z boku obserwowali zdarzenie, a następnie wyciągnęli konsekwencje. Żółtą kartkę za nierozważny faul otrzymał Pedro Tiba, a Mikael Ishak i Tomas Petrasek otrzymali napomnienia za niesportowe zachowania. Wydaje się, że sędzia Szymon Marciniak prawidłowo zarządził tą sytuacją.

W przypadku masowych konfrontacji zaleca się, aby za przepychanki ukarać taką samą liczbę zawodników. W związku z tym żółtą kartkę musiał obejrzeć zarówno jeden zawodnik Rakowa, a także jeden gracz Lecha. Zazwyczaj sędziowie wyłapują najbardziej aktywnych graczy i ich karzą. Nie jestem pewien czy Petrasek zasłużył na kartkę, bo raczej uspokajał zawodników, a nie atakował innych.

W 71. minucie po raz kolejny Szymon Marciniak odgwizdał rzut karny. Tym razem zajście miało miejsce w polu karnym Rakowa, a "jedenastka" została przyznana Lechowi. Po złym rozegraniu obrony, piłkę przejął Jakub Kamiński, który wypuścił ją sobie w "szesnastce". W tym momencie swoją nogę zostawił biegnący obok Tomas Petrasek i w ten sposób przewrócił zawodnika "Kolejorza". Arbiter z Płocka bez chwili zawahania podyktował rzut karny.

W tym momencie zrobiło się gorąco na ławce Lecha Poznań i w efekcie jedna osoba ze sztabu szkoleniowego zobaczyła żółtą kartkę. Prawdopodobnie sztab szkoleniowy "Kolejorza" domagał się drugiej żółtej kartki dla Petraska za faul popełniony na Kamińskim. Tutaj kartki być nie powinno ponieważ obrońca Rakowa próbował zagrać piłkę, jednak okazał się być spóźniony i w efekcie podstawił nogę rywalowi. Z punktu widzenia przepisów gry jest to przerwanie akcji korzystnej. Z racji tego, że miało to miejsce w polu karnym, a faulujący próbował zagrać piłkę, to kartkę taką należy odpuścić. Do wykonania "jedenastki" podszedł Mikael Ishak i zdobył bramkę na 2-2.

W 85. minucie potencjalną czerwoną kartkę w wyniku dwóch żółtych mógł otrzymać Mikael Ishak, który przypadkowo uderzył łokciem w twarz Frana Tudora. Sędziowie nie dopatrzyli się jednak przewinienia i "puścili" dalej grę. Patrząc na powtórki wydaje się, że zawodnik Rakowa sam nadział się na łokieć rywala, który wyskakiwał do główki. Nie jestem pewien czy jest to oczywista żółta kartka., choć na koniec powinniśmy oceniać skutek, a nie zamiar. Z pewnością w takich sytuacjach nie może interweniować VAR, gdyż nie byłaby to bezpośrednia czerwona kartka.



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje