Reklama

Reklama

Kontrowersje sędziowskie w Ekstraklasie i nie tylko

Premier League. ​Chelsea - Arsenal. Dlaczego Kepa nie otrzymał żadnej kartki?

W środowym meczu 36. kolejki Premier League, Chelsea Londyn na własnym stadionie przegrała z Arsenalem 0-1. W spotkaniu doszło do niecodziennej sytuacji, gdy nieprzepisowo piłkę ręką zagrał bramkarz Kepa Arrizabalaga i tym samym pozbawił gości bramki. Wiele osób niesłusznie uważa, że sędzia popełnił błąd nie karząc golkipera żadną kartką.

Wspomniana sytuacja miała miejsce już w 15. minucie spotkania. Jorginho zagrał piłkę wsteczną do bramkarza, jednak nie spojrzał gdzie znajduje się Kepa i w efekcie futbolówka zmierzała do pustej bramki. Golkiper Chelsea ruszył na ratunek, rzucił się i udało mu się wybić piłkę ręką centymetry przed linią bramkową. Kepa wybił piłkę wprost pod nogi Pierre-Emerick Aubameyang. Napastnik Arsenalu od razu zagrał piłkę do swojego współpartnera, który skierował piłkę do pustej bramki.

Mimo, że finalnie gol dla Arsenalu został zdobyty to warto zastanowić się nad zachowaniem Kepy. Jak dobrze wiemy, bramkarz nie może dotykać piłki ręką, jeżeli  ta została rozmyślnie zagrana od współpartnera i nie było to wykonane przy użyciu głowy. Sędzia Andre Marriner we wczorajszym meczu dał korzyść i gol został zdobyty, jednak gdyby Arsenal nie trafił bramki to z pewnością arbiter podyktowałby rzut wolny pośredni.

Reklama

Sporo osób zastanawia się czy w takim przypadku Kepa nie powinien być ukarany żółtą, bądź czerwoną kartką. Odpowiedź na to pytanie znajdziemy w przepisach gry: Jeżeli wewnątrz własnego pola karnego bramkarz zagrywa piłkę ręką, gdy nie jest to dozwolone, zarządza się rzut wolny pośredni, jednak nie stosuje się żadnych sankcji dyscyplinarnych. Osobiście nie rozumiem sensu tego przepisu. 

Interwencja Kepy i jego nieprzepisowe dotknięcie piłki ręką pozbawia rywala bramki. Gdyby zrobił to zawodnik z pola to byśmy mieli rzut karny i czerwoną kartkę, a tak jedynie rzut wolny pośredni. Warto pamiętać, że rzut wolny byłby wykonywany z piątego metra, a nie z miejsca, gdzie Kepa dotknął piłkę.

Analizując to spotkanie warto przyjrzeć się sytuacji z 48. minuty, gdy w polu karnym Arsenalu upadł Kai Havertz, a jego współpartnerzy domagali się rzutu karnego. Angielski sędzia nie dopatrzył się jednak przewinienia, co potwierdzili także arbitrzy VAR. Moim zdaniem była to prawidłowa decyzja sędziów. Na powtórkach widać, że Havertz za daleko wypuścił sobie piłkę i z pewnością nie miał szans do niej dojść, a zatem postanowił zaryzykować i się przewrócić. Co więcej kontakt pomiędzy napastnikiem, a obrońcą zaistniał w momencie, gdy ten upadał już na murawę i z pewnością nie był on nieprzepisowy.

W 56. minucie ponownie na murawę w polu karnym upadł Kai Havertz i tym razem sędzia także nie odgwizdał rzutu karnego. Napastnik Chelsea próbował okiwać Pablo Mari, jednak zrobił to nieskutecznie. Wysunął sobie piłkę w zupełnie innym kierunku, a następnie wpadł w obrońcę Arsenalu. Moim zdaniem decyzja arbitrów była prawidłowa, gdyż przewinienia tutaj nie było.

W 61. minucie bramkę na 1-1 zdobył Christian Pulisic. Początkowo sędziowie uznali bramkę, jednak czujni okazali się VAR-owcy, którzy dopatrzyli się spalonego. Jak ukazały powtórki był on ewidentny i gol został odwołany.

Dowiedz się więcej na temat: chelsea fc | Kepa Arrizabalaga | arsenal fc

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje