Reklama

Reklama

Kontrowersje sędziowskie w Ekstraklasie i nie tylko

Finał Klubowych MŚ. Bramka dla Bayernu Monachium nie powinna być uznana

W czwartek rozegrany został finał Klubowych Mistrzostw Świata, gdzie naprzeciwko siebie stanęły drużyny Bayernu Monachium i meksykańskiego Tigres UANL. Bawarczycy wygrali ten mecz zaledwie 1-0, co z pewnością jest niemałą niespodzianką, gdyż większość skazywała "Tygrysy" na srogą porażkę. Niestety, ale jedyna bramka Bayernu została zdobyta nieprawidłowo, czego nie dopatrzyli się arbitrzy spotkania.

Owa sytuacja miała miejsce w 59. minucie. Piłka została zagrana w pole karne, gdzie ruszył do niej Robert Lewandowski i oddał strzał głową. Bardzo blisko Polaka znajdował się bramkarz, od którego odbiła się piłka, a następnie trafiła w rękę Lewandowskiego. Odbita tak futbolówka spadła pod nogi Benjamina Pavarda, który pewnym strzałem zdobył bramkę. 

Reklama

Radość Bayernu nie trwała zbyt długo, ponieważ arbiter odgwizdał spalonego. Następnie rozpoczęła się analiza VAR, która wykazała, że Lewandowski nie był na spalonym. Sędzia po obejrzeniu powtórki na monitorze, zdecydował się na zmianę decyzji i uznanie gola. Niestety, arbitrzy prawdopodobnie za bardzo skupili się na ocenie tego, czy Lewandowski był na spalonym i przeoczyli fakt, że piłka odbiła się od ręki Polaka. Zgodnie z przepisami gry, jeżeli po kontakcie piłki z ręką atakującego zawodnika powstanie szansa na zdobycie bramki, to należy uznać to za przewinienie. Nie ma wówczas znaczenia ułożenie ręki czy jakiekolwiek inny aspekt.

Analizując ten mecz, warto odnieść się także do sytuacji z 18. minuty spotkania, gdzie pięknym strzałem zza pola karnego bramkę zdobył Joshua Kimmich. Sędziowie początkowo uznali gola, jednak po interwencji VAR, zmienili oni swoją decyzję i anulowali bramkę. Decyzja ta była jak najbardziej prawidłowa, gdyż Robert Lewandowski w momencie strzału znajdował się na pozycji spalonej. Był on w odległości około sześciu metrów od bramkarza. Mimo że Polak nie zakrywał pola widzenia golkiperowi, to wykonał on ewidentne działania, które wpłynęły na zachowanie bramkarza. Polski napastnik przede wszystkim poruszał się w kierunku piłki, a na koniec wykonał dynamiczny ruch, którym przepuścił piłkę. Sytuacja ta z punktu widzenia przepisów gry jest oczywista i klarowna.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź!