Reklama

Reklama

Kontrowersje sędziowskie w Ekstraklasie i nie tylko

Ekstraklasa. Czy rzut karny dla Piasta powinien być powtórzony?

W niedzielnym meczu 1. kolejki PKO Ekstraklasy Piast Gliwice na własnym stadionie przegrał z Rakowem Częstochowa 2-3. Spotkanie zdecydowanie było "napakowane" emocjami i, co by nie mówić, zwrotami akcji. Spore dyskusje wzbudziła sytuacja z 70. minuty meczu, gdy rzut karny obronił Vladan Kovacevic, a wiele osób domagało się jego powtórzenia. Sędzia Szymon Marciniak nakazał kontynuować grę, czy prawidłowo?

Arbiter podyktował rzut karny za faul Wiktora Długosza na Jakubie Holubeku. Zawodnik Rakowa całkowicie przypadkowo zahaczył biegnącego rywala, przez co spowodował jego upadek. Decyzja sędziego była jak najbardziej prawidłowa i nie podlega dyskusji. Do wykonania "jedenastki" podszedł Patryk Lipski, którego strzał bez problemów obronił bramkarz Rakowa Częstochowa. Następnie rozpoczęła się kontra, po której  goście zdobyli bramkę na 2-2.

Jak ukazały powtórki  w momencie wykonywania rzutu karnego, aż siedmiu zawodników Rakowa wbiegło w pole karne. Zgodnie z przepisami gry, jeżeli zawodnicy drużyny broniącej zbyt wcześnie (zanim piłka zostanie kopnięta) wbiegną w pole karne, a gol nie zostanie zdobyty, to taką "jedenastkę" należy powtórzyć. Co ciekawe w tej sytuacji nie zareagowali także sędziowie VAR i wiele osób zadaje sobie pytanie - dlaczego?

Reklama

Z tego, co jest mi wiadome, to istnieje niepisana wytyczna, aby w takich sytuacjach nie powtarzać rzutu karnego. Zawodnicy, którzy wbiegli w pole karne, nie wywarli wpływu na strzelca, a bramkarz bezpośrednio po strzale złapał piłkę. Gdyby którykolwiek z zawodników Rakowa zagrał piłkę, to wówczas osiągnęliby oni korzyść ze złamania przepisu i "jedenastka" zostałaby powtórzona. Z pewnością w tej sytuacji wbiegając w pole karne nie wpłynęli na rozstrzygnięcie rzutu karnego.

Czy ten przepis ma sens?

Moim zdaniem przepis ten nie ma najmniejszego sensu i jest nielogiczny. Zawodnicy Rakowa, którzy wbiegli w pole karne, nie mieli żadnego wpływu na strzelca, który ich nawet nie widział. Bramkarz bezpośrednio po strzale złapał piłkę, a zatem moim zdaniem najbardziej sprawiedliwym rozwiązaniem jest puszczenie dalej gry, a zatem wytyczna, o której pisałem wyżej jest jak najbardziej na plus. Co innego, gdyby piłka znalazła się pod nogami obrońców. Wówczas osiągaliby oni korzyść z tego, że szybciej wbiegli w "szesnastkę".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje