Reklama

Reklama

Święte słowa Kazimierza Górskiego. W naszym futbolu króluje zakaz gry w piłkę

Na bloku, w którym mieszkał Kazimierz Górski przy Madalińskiego w Warszawie, wisiała tabliczka informująca o zakazie gry w piłkę nożną. Wyglądało to na ironię losu.

Mój ostatni wywiad z Górskim przeprowadziłem przez mundialem w Niemczech w 2006 roku. Był już mocno schorowany, ale mówił chętnie. Czekał na mistrzostwa rozgrywane w tym samym miejscu, w którym 32 lata wcześniej zaprezentował światu futbol po polsku.

Reklama

Optymistą nie był, nie bardzo podobała mu się gra zespołu Pawła Janasa, choć z selekcjonerem czuł więź, jak z każdym człowiekiem prostodusznym, uczciwym i prawdomównym.

Drużyna Górskiego grała najpiękniej

To bez wątpienia wyróżniało ich obu w środowisku trudnym: zawistnym, nastawionym na rywalizację, skłóconym i egoistycznym. Futbol jako wielki biznes przyciąga ludzi różnej maści, raczej krętaczy niż osoby brzydzące się fałszem jak Górski z Janasem.

Tu analogie się jednak kończą. W 1974 roku drużyna Górskiego grała najpiękniejszy futbol na świecie. 32 lata później Janas zabrał do Niemiec piłkarzy przeciętnych, podszytych strachem, niepewnych swojej klasy. Nie chodzi mi o to, by się nad kimś pastwić: "mecz można wygrać, przegrać, albo zremisować", ale nie można nie grać o zwycięstwo.

Górski mundialu w 2006 roku nie doczekał. Zmarł w maju. Jako człowiek, który przeżył wojnę traktował futbol poważnie, ale wciąż się nim bawił. Jak najważniejszą z rzeczy nieważnych. Z natury nie znosił przemocy i zamordyzmu w relacjach z innymi, to mu się kojarzyło jak najgorzej. Był dla piłkarzy jak ojciec.

Wyglądał na człowieka, który po prostu nie umie być kim innym niż sobą: prostodusznym, jowialnym, sympatycznym, serdecznym. Inni ludzie ze środowiska bali się tego, w myśl zasady: "czemuś dobry, boś głupi, czemuś głupi, boś dobry".

W przypadku Górskiego trudno odróżnić fakty od legend. Nie wiem na ile to była zasługa trenera, że jego piłkarze wyglądali na ludzi, którzy dobrze bawią się piłką na boisku. U kolejnych pokoleń naszych graczy ta radość była coraz mniejsza. Jakby okrągły, nieposłuszny, skórzany przedmiot został stworzony, by ich dręczyć. Obnażać braki techniki, polotu, wyobraźni. Kibic przed telewizorem i na stadionie męczył się razem z nimi całymi dekadami. 

Zło zaczyna się wcześnie. Pewien trener młodzieży z Hiszpanii po pobycie w Polsce opowiadał, że nasi spece od szkolenia dzieci za wcześnie chcieliby wygrywać mecze. Nie pozwalają dzieciakom pobawić się piłką, kiwki są zakazane, liczą się wyniki. A czego Jaś się nie nauczył, tego Jan nie umie. W naszym futbolu króluje zakaz gry w piłkę.

Piękna gra to język międzynarodowy

Jako dzieciak zakochałem się w grze kadry Górskiego. Pewnym problemem była dla mnie nawet drużyna Antoniego Piechniczka. W 1982 roku w Hiszpanii powtórzyła osiągnięcie sprzed ośmiu lat - zdobyła medal mundialu, ale wrażenia artystyczne były inne.

Ktoś mi wypomni, że piłka to nie jazda figurowa na lodzie. A jednak Duńczycy wzdychają do drużyny narodowej z 1986 roku. Przegrali mundial w Meksyku z kretesem, grali jednak fenomenalnie. Brazylię z 1982 roku nazywamy najpiękniejszą drużyną, która mistrzostwa świata nie zdobyła. Rzecz jasna sukces jest w piłce najwyższym sędzią, ale istnieją też kryteria estetyczne.

Być może za mało było w polskiej piłce marzycieli takich jak Górski. Inżynier Jacek Gmoch, asystent Pana Kazimierza, a potem jego następca na stanowisku selekcjonera uważał, że tę grę da się opisać faktami i liczbami. Sugerował, że w 1974 roku jego wiedza była ważniejsza niż intuicja Górskiego. Cztery lata później przekonał się, że nie jest to takie proste. Trzeba czegoś więcej, jakiejś szczególnej skromności i wrażliwości, której mu zabrakło. Andrzej Strejlau, drugi asystent Górskiego, który we własnym mniemaniu wie o piłce wszystko, przepadał z kadrą trzy razy w eliminacjach wielkich imprez (1990-94).

Tak reagował na "zakaz gry w piłkę"


Zapewne inni selekcjonerzy mieli gorszych piłkarzy. Konkurencja była większa, bo rywalizowano o coraz większe pieniądze. Legendą obrósł Górski - żaden tam supermen, czy cwaniak. Raczej człowiek normalny, impregnowany na hejt i pochlebstwa, którego charakteru nie wypaczył ani sukces, ani porażka.

Śmiał się, gdy pytaliśmy go o zakaz gry w piłkę nożną wiszący niedaleko klatki w jego bloku. "Ja już grał nie będę" - żartował, pokazując kule. Nawet chory o piłce mógł rozprawiać godzinami. Kiedyś zacytował jakieś swoje zdanie z komentarzem: "powiedziałem wtedy święte słowa". To o "świętych słowach" było "dopiskiem" od dziennikarzy, który Pan Kazimierz przyswoił.

Półtora roku po śmierci Górskiego, złodzieje ukradli piłkę z brązu z jego pomnika. Zwrócili przestraszeni, bo rekcja opinii publicznej była tak gwałtowna. Miliony ludzi poruszył fakt, że ktoś zbezcześcił grób takiego człowieka, pozbawił piłki, z pomocą której zahipnotyzował kiedyś cały kraj.

Sześć lat po śmierci trenera na bloku przy Madalińskiego zawisła tablica z napisem: "W tym domu mieszkał w latach 1973-2006. Legendarny trener, twórca niepowtarzalnej epoki w dziejach piłkarstwa polskiego. SKROMNY CZŁOWIEK, LWOWIAK".

A więc gra w piłkę nie jest w tym kraju zakazana?

Dariusz Wołowski