Reklama

Reklama

Zbigniew Boniek o powołaniach na Euro 2016, aferze z racami i degradacji Podbeskidzia

- Podpisujemy się pod powołaniami Adama i w pełni go wspieramy. Spora część przygotowań będzie w Arłamowie, w Bieszczadach, bo jesteśmy polską drużyną i chcemy się przygotowywać w Polsce - powiedział Interii prezes PZPN-u Zbigniew Boniek po tym, jak Adam Nawałka ogłosił w czwartek o godz. 18 szeroką kadrę na Euro 2016.

Interia: Trener Adam Nawałka ogłosił szeroką kadrę na Euro 2016. Największym nieobecnym w niej jest bohater meczu z Niemcami Sebastian Mila. Nie zaskoczyło to pana?

Zbigniew Boniek, prezes PZPN-u: - Najważniejsze, że Mila nie jest zaskoczony, bo rozmawiał z trenerem. Mnie też jest przykro, że go nie ma w szerokiej kadrze. Gdyby był w formie, to pierwszy, którego bym powołał na Euro, gdybym był selekcjonerem, byłby Sebastian Mila. Inteligentny chłopak, który pomaga w budowie atmosfery. Niestety, Sebastian nie dał argumentów boiskowych.

Reklama

- Ja w powołania nie ingerowałem, mam pełne zaufanie do Adama. Uważam, że na każdej pozycji jest absolutnie zabezpieczony i nie zapomnijmy, że pięciu zawodników z 28 wróci do domu.

Szwedzi wzięli do kadry od razu 23, a my 28. Liczymy na to, że element niepewności spowoduje większą rywalizację o miejsce w ostatecznej kadrze?

- Trener wszystkim powiedział: "Panowie, jest walka o miejsce w składzie i każdy ma osiem dni na przekonanie mnie do siebie". To są decyzja selekcjonera, my się pod nimi podpisujemy i jesteśmy po to, aby zabezpieczyć mu pole.

Ostatnio pokazaliście dziennikarzom bazę piłkarzy - Arłamów, wspaniały ośrodek, zwiedzający cmokali z zachwytu. Okazuje się, że nie musimy wyjeżdżać do Austrii czy Niemiec na takie zgrupowania?

- Gdy zostałem prezesem PZPN-u, to powiedziałem, że mamy inną koncepcję, że chcemy zawieźć reprezentację na Euro do Francji, to się udało, bo awansowaliśmy. Zapowiedziałem też, że będziemy się przygotowywać w Polsce,  bo to niemożliwe, by w kraju o powierzchni większej niż Włochy, nie znaleźć miejsca, które by się świetnie nadawało dla reprezentacji. I takim jest Arłamów. To proste: jesteśmy polską drużyną i chcemy się przygotowywać w Polsce!


Doszedł już pan do siebie po aferze z racami, jakimi fani Lecha zakłócili finał Pucharu Polski?

- Race to jest najmniejszy problem. W ostatnich dwóch latach w Polsce rozegrano około 1900 meczów na szczeblu centralnym, czyli Ekstraklasa, 1. i 2. liga. I na te prawie dwa tysiące meczów było tylko około 60 epizodów zakłócenia porządku, niemal wszystkie związane z racami.

- Chory przepis mamy z tymi racami. One są zabronione prawnie, za ich używanie na imprezach masowych grozi kara więzienia, więc my jako PZPN nie możemy żadnych ruchów zrobić. Trzeba zmienić Ustawę o Bezpieczeństwie Imprez Masowych, o co od lat apeluję, wtedy będziemy mogli dawać wysokie kary za zakłócanie porządku racami. Bez zmiany ustawy dywagacje na temat rac to strata czasu.

- Do przerwania Pucharu Polski doprowadziła frustracja kibiców Lecha, niezadowolonych z tego, jak gra ich drużyna.

- Piłka za moich czasów radziła sobie bez rac. Mam zdjęcia z Pucharu Polski, było fantastycznie, świetne oprawy i nikt nie potrzebował rac. Ale dzisiaj kibice potrzebują się odróżnić właśnie racami, na dodatek mają element owocu zakazanego, występują przeciw temu zakazowi. Gdybyśmy napisali mądrzejszą ustawę, to dla wszystkich byłoby lepiej.

Nie szkoda panu Podbeskidzia, które było w Grupie Mistrzowskiej, później Lechia wycofała skargę do Trybunału Konstytucyjnego, przez co "Górale" znaleźli się w Grupie Spadkowej. Owszem, mogli ją wygrać, ale po tej roszadzie nie odzyskali pewności siebie i spadli do 1. ligi. Jak się zabezpieczyć na przyszłość przed takimi rozgrywkami odejmowanie, dodawanie i jeszcze raz odejmowanie punktów?

Kliknij i czytaj dalej!

- Zabezpieczyliśmy się już: Trybunał Arbitrażowy, czy jakakolwiek instancja odwoławcza muszą zająć stanowisko najpóźniej do końca lutego, by był czas na rozwiązanie problemu. My nie jesteśmy za karaniem nikogo, natomiast sankcje regulaminowe muszą być. 38 krajów na świecie ma licencje, z czego 33 odbierają punkty za uchybienia licencyjne. Natomiast problem nie leży w PZPN-ie. My po werdykcie Trybunału Arbitrażowego powiedzieliśmy, że nie należy od razu zmieniać tabeli. Gdyby na 24 godziny nie zmieniono tabeli, to nie byłoby żadnej afery, nikt nie rozbudziłby nadziei Podbeskidziu na Grupę Mistrzowską. To nie myśmy zmienili tabelę, tylko Ekstraklasa SA, która nas nie posłuchała, a w poniedziałek problem zam zniknął.

Kto nakłonił Lechię do wycofania skargi?

- Lechia się zastanowiła i sama skargę wycofała, bo wiedziała, że ten proceder jest bardzo niebezpieczny i może się przeciwko niej obrócić. 

Rozmawiał: Michał Białoński



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje