Reklama

Reklama

Polski trener pracujący w Anglii: Na Wyspach strasznie nam zazdroszczą

- Na Wyspach dalej nikt nie może uwierzyć w to, że ich reprezentacja przegrała z Islandią i odpadła z Euro już w 1/8 finału - mówi w rozmowie z Interią Emil Kot, trener grup młodzieżowych West Hamu United. Dziś w ćwierćfinale Polska zagra z Portugalią.

INTERIA: Mieszkasz na co dzień w Londynie. Jak Anglicy zareagowali na fakt, że już ich nie ma na Euro?

Emil Kot (trener grup młodzieżowych West Hamu United): - Wszyscy są zdziwieni, że Anglicy odpadli tak szybko, zwłaszcza że stało się to po meczu z Islandią. Zresztą na Wyspach jest bardzo duży kryzys zaufania do reprezentacji i związku piłkarskiego. Od dłuższego czasu słychać marudzenie na to, co dzieje się w tamtejszym futbolu. Przypomina to trochę sytuację u nas sprzed paru lat, kiedy na stadionach dominowały przyśpiewki o PZPN-ie. Teraz w Anglii mamy kumulację tego, co narastało przez ostatnie miesiące.

Reklama

Czyli nikt nie wierzył w to, że maleńka Islandia może ograć wielkich Anglików?

- Piłka jest nieprzewidywalna, ale dla Anglików to naprawdę katastrofa. W Londynie nikt nie może w to uwierzyć, że w ćwierćfinale jest Walia, a nie ma Anglików.

Zwłaszcza że Anglicy mieli za sobą świetne eliminacje. W grupie wygrali wszystkie mecze.

- Tam zawsze są duże oczekiwania, ale trzeba przyznać, że atmosfera siadła tam przed turniejem, kiedy Roy Hodgson rozesłał powołania. Wtedy na dobre rozpoczęła się wojna z prasą. Chodziło m.in. o Jacka Wilshere’a, który bardzo mało grał w minionym sezonie w Arsenalu, a znalazł się w kadrze. Z kolei zabrakło miejsca dla świetnie radzącego sobie Danny’ego Drinkwatera. Czasem mówi się o polskim piekiełku, to co dzieje się na Wyspach nazwałbym angielskim bagienkiem.

Euro 2016 to kolejny turniej, który Anglikom zawala bramkarz. Teraz nie popisał się Joe Hart, wcześniej wpadki zaliczali David Seaman czy David James. Skąd to się bierze?

- Śmialiśmy się niedawno z moim przełożonym w West Hamie, że coś jest nie tak z tymi angielskimi bramkarzami. Stwierdził on nawet, że Polacy mogliby obdzielić golkiperami też reprezentację Anglii, nawet gdyby w naszych barwach grali Szczęsny, Fabiański i Boruc. Przecież na Euro nie pojechał Tytonia i jeszcze kilku zawodników, którzy niedługo wskoczą na wyższy poziom.

Czyli zazdroszczą polskiej szkoły bramkarzy

- To chyba u nas naturalne. Wiadomo, że bramkarz musi mieć w sobie coś z wariata. A u nas wariatów nie brakuje.

Jesteś bardzo blisko szkolenia młodzieży w Anglii. Może reprezentacja radzi sobie słabo na kolejnej wielkiej imprezie, bo po prostu piłkarzom brakuje talentu?

- Zupełnie tak nie jest. Młodych, świetnych zawodników jest całe mnóstwo. Wszystko gubi się na etapie pomiędzy 18 a 21 rokiem życia. Piłkarze nie są w stanie płynnie przejść z juniorów do seniorów. Ale na pewno talentu nie brakuje. Tutaj selekcja zaczyna się już u siedmiolatków. W zespołach trenują naprawdę wybitnie utalentowane jednostki. Dlaczego tak się dzieje, że po 12 latach taki chłopak ląduje w biurze, a nie reprezentacji, zastanawia się w Anglii całe piłkarskie środowisko.

- Już u siedmiolatków można wypatrzeć tak wybitne jednostki, że aż sam dziwię, czemu Anglicy nie zdominowali jeszcze futbolu w Europie.

Kogo w Anglii najbardziej obwinia się za porażkę na Euro?

- Najgorzej ma zdecydowanie Hodgson, który już podał się do dymisji. Swoje zbiera też Joe Hart za puszczonego gola na 1-2 w meczu z Islandią. Piłkarze nie mają tutaj łatwo.

Rozmawiał Krzysztof Oliwa

Partnerem relacji jest Murapol, ogólnopolski deweloper mieszkaniowy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama