Reklama

Reklama

Historyczne trafienie Edera. O wygranej przesądził gol piłkarza urodzonego w Afryce

Portugalski napastnik Eder jest pierwszym zawodnikiem urodzonym w Afryce, którego trafienie przesądziło o tytule mistrza Europy. Urodzony w Gwinei-Bissau piłkarz jest kolejnym z plejady czarnoskórych graczy, którzy na przestrzeni kilkudziesięciu lat stanowili o sile jedenastki z Półwyspu Iberyjskiego.

28-letni Ederzito Antonio Macedo Lopes czyli po prostu Eder, nie pograł na tegorocznym Euro wiele. Trener Fernando Santos rzadko korzystał z jego usług. Napastnik pojawił się w trzech mistrzowskich spotkaniach, łącznie przebywając na murawie ledwie 54 minuty. Gdyby nie kontuzja Cristiana Ronalda, to pewnie nie zagrałby też w niedzielnym finale z Francuzami, a tak pojawił się na boisku w 79. minucie zastępując zmęczonego Renata Sanchesa. 

Reklama

Mimo to Eder wpisał się do historii europejskiej piłki. W 109. minucie kropnął z ponad 20 metrów i przesądził o losach rywalizacji. Teraz w jednym rzędzie będzie stawiany z takimi graczami, jak Antonin Panenka, Horst Hrubesch, Oliver Bierhoff czy Fernando Torres, których trafienia przesądzały o zdobyciu mistrzostwa Europy.   

Czarna Perła z Mozambiku

Eder urodził się w Bissau, stolicy malutkiego, bo liczącego ledwie 36 tys. km kw. państewka Gwinea-Bissau, położonego nad brzegami Oceanu Atlantyckiego w Afryce Zachodniej. To była kolonia portugalska, która niepodległość ogłosiła dopiero w połowie lat 70.  XX wieku.

Eder jako kilkulatek wyemigrował do Europy, gdzie zaczął grać w piłkę. W Primiera Liga zadebiutował jako 20-latek w barwach Academica de Coimbra. Cztery lata temu przeniósł się do Sportingu Braga, a latem zeszłego roku, za pięć mln funtów, przeszedł do Swansea City. W klubie z Premier League, z którym podpisał trzyletni kontrakt, nie szło mu jednak najlepiej, więc zimą został wypożyczony do francuskiego Lille OSC. Teraz został bohaterem Euro. 

Nie jest jedynym czarnoskórym graczem, którego gole w przeszłości dawały wielkie sukcesy reprezentacji Portugalii. W latach 60. o silne Benfiki Lizbona i narodowego zespołu decydowali urodzeni w Mozambiku Mario Coluna i słynny Eusebio, król strzelców mistrzostw świata na boiskach w Anglii w 1966 roku. 

- To Coluna przetarł Eusebio szlak do Europy. Do Benfiki trafił już w połowie lat 50. i przez piętnaście lat gry w klubie z Lizbony decydował o obliczu zespołu. Dziesięć razy był mistrzem Portugalii, a dwa razy zdobył Puchar Europy. Ze świetnej strony pokazał się też w barwach reprezentacji Portugalii na mistrzostwach świata w Anglii. Był zresztą kapitanem zespołu, który zajął wtedy trzecie miejsce - opowiadał mi podczas pobytu w Mozambiku Custodio Mugabe, dziennikarz gazety "Noticias" z Maputo. 

Eusebio na mundialu w Anglii zdobył dziewięć bramek. Błysnął przede wszystkim w ćwierćfinałowym spotkaniu z KRLD, kiedy to tak, jak nasz Ernest Wilimowski podczas meczu z Brazylią na MŚ w 1938 roku, strzelił aż cztery gole w jednym meczu. Koreańczycy z Północy po 24 minutach prowadzili już 3-0, żeby ostatecznie przegrać 3-5, głównie przez trafienia niezawodnego Eusebią. Przez lata ten zawodnik czarował techniką, szybkością oraz precyzją strzałów. Piłkarscy statystycy wyliczyli, że "Czarna Perła z Mozambiku", bo tak o nim mówiono, w swojej karierze zdobył 727 bramek w 715 meczach. Urodzony w Lorenco Marques (obecnie Maputo) piłkarz był jednym z najlepszych napastników w historii światowego futbolu. 

Dwa gole w półfinale z Francją

Z kolei na Euro 1984 błysnął inny z czarnoskórych graczy reprezentacji Portugalii, która była wtedy jedną z rewelacji turnieju. W grupie ekipa z Półwyspu Iberyjskiego okazała się lepsza od Niemców z Zachodu, ówczesnych wicemistrzów świata, którzy sensacyjnie na tym etapie zakończyli turniej. Kosztowało to Juppa Derwalla posadę selekcjonera. W półfinale Portugalczycy, w meczu z rozpędzoną wtedy i wygrywającą spotkanie za spotkaniem Francją, po dwóch trafieniach urodzonego w Bengueli w Angoli Rui Jordao, prowadzili już 2-1. Zanosiło się na to, że zespół ze wspaniałą drugą linią: Platini, Giresse, Tigana, Fernandez, pożegna się z turniejem. W ostatnich minutach dogrywki "Trójkolorowym" udało się jednak wyrównać, a w 119. minucie decydującego gola na 3-2 zdobył niezawodny Michel Platini. Napastnik Sportingu Lizbona został jednak jednym z bohaterów pierwszego francuskiego Euro. 

Teraz Portugalczycy się odegrali, a decydującą bramkę zdobył urodzony w Gwinei-Bissau Eder. Trzeba dodać, że w ostatnim czasie, ten liczący 1,5 mln mieszkańców kraj przeżywa duże futbolowe sukcesy. W czerwcu "Djurutus", czyli zespół Likaonów, bo taki przydomek ma zespół narodowy z tego kraju, po raz pierwszy w historii zapewnił sobie awans do prestiżowego Pucharu Narodów, który w styczniu i lutym odbędzie się w Gabonie. W tamtejszej reprezentacji gra zawodnik trzecioligowych rezerw Lechii Gdańsk Rudinilson. 

Michał Zichlarz

Partnerem relacji jest Murapol, ogólnopolski deweloper mieszkaniowy
Dowiedz się więcej na temat: Eder | reprezentacja Portugalii | reprezentacja Francji | Euro 2016