Reklama

Reklama

Francja - Islandia 5-2 w ćwierćfinale Euro 2016

Bajka, którą reprezentacja Islandii pisała w mistrzostwach Europy we Francji, kiedyś musiała się skończyć. Jej finał nie musiał być jednak tak okrutny. W ćwierćfinale w Paryżu Francuzi pokonali rewelację turnieju aż 5-2. Teraz zmierzą się w półfinale z mistrzami świata Niemcami.

Zobacz zapis relacji na żywo z tego meczu

Reklama

Zapis relacji na żywo w wersji mobilnej

- W dalszej fazie turnieju będę kibicował Gylfiemu (Sigurdssonowi - przyp. red.). Z mojego klubu na Euro zostało jeszcze dwóch piłkarzy w reprezentacji Walii, ale to Islandia robi tutaj furorę - mówił po ćwierćfinale z Portugalią Łukasz Fabiański.

Sympatię naszego bramkarza podzielali inni zawodnicy, a także kibice, których reprezentacji nie ma już na Euro. Otóż państwo, które ma mniej mieszkańców np. od Lublina, wychowało piłkarzy, którzy już przeszli do historii. W poprzedniej rundzie wyeliminowali Anglików, których uważa się za najsilniejszą piłkarską nację.

Trudno się więc dziwić, że Islandczyków pokochano w całej Europie. W niedzielę na ulicach Paryża było niemal tyle samo flag i kibiców islandzkich, co francuskich. Oczywiście, nie wszyscy dostali wejściówkę na stadion, choć na trybunach zasiadła potężna liczba 10 tys. fanów. Biorąc pod uwagę ich populację, jest to zdumiewające. Gdyby przełożyć to na polski grunt, na trybunach byłoby ponad milion naszych kibiców!

Islandczycy wiedzieli, że ta piękna bajka nie może trwać wiecznie, ale mieli nadzieję, że pokrzyżują plany kolejnemu faworytowi. Francuzi byli jednak rozpędzeni - po pokonaniu w 1/8 Irlandii i popisie Antoine Griezzmana uwierzyli, że mogą sięgnąć po mistrzostwo Europy. Po spotkaniu z Islandią ich optymizm jest jeszcze większy. Piłkarze Didiera Deschampsa zagrali koncertowo i nie mieli słabych punktów. Przed meczem narzekano, że reprezentacja Francji wolno się rozkręca, a zawodnicy szybko zadali kłam tym utyskiwaniom.

Strzelecki popis rozpoczął Olivier Giroud, który dostał znakomite podanie z głębi pola od  Blaise Matuidiego i trafił na 1-0. Winę za tę bramkę ponoszą obrońcy Islandii, którzy źle ustawili pułapkę ofsajdową. Po ośmiu minutach było już 2-0. Z rzutu rożnego dośrodkował Griezmann, a wysoko w powietrze, niczym koszykarz NBA, wyskoczył Paul Pogba. Bramkarz Hannes Halldorson znów był bez szans.

Gdy wydawało się, że pierwsza połowa zakończy się wynikiem 2-0, kolejne bramki dołożyli Payet i Griezmann, a tym samym dobili Islandczyków. W dodatku bawili się piłką. Gdy Griezmann trafił na 4-0, podbiegł do Payeta, a ten ucałował jego but.

Tymczasem właśnie Griezmann ma już na koncie cztery gole i wysunął się na czoło klasyfikacji najskuteczniejszych. Jeśli utrzyma obecną formę, będzie jednym z najpoważniejszych kandydatów do korony króla strzelców.

W przerwie Francuzi już świętowali. Stewardzi i ochroniarze na Stade de France pokazywali sobie na palcach "czwórkę", a smutni dziennikarze z Islandii tylko kręcili głowami.

Nadzieja wciąż się jednak tliła. Islandczycy wierzyli, że straty z pierwszej części są do odrobienia. I od początku drugiej połowy ruszyli do ataków. Ich napór przyniósł skutek, gdy kilka minut po przerwie na 1-4 trafił Kolbeinn Sigthorsson. Islandzcy fani wpadli w szał radości, ale ich entuzjazm szybko zgasił Giroud, który zdobył drugą bramkę i podwyższył prowadzenie.

Wydawało się, że Francuzom nic złego już nie może się stać, ale o dziwo, grę prowadzili Islandczycy. I stwarzali kolejne okazje. W jednej z nich sędzia Bjoern Kuipers powinien podyktować rzut karny, bo ręką zagrał Matuidi, ale nie zauważył ewidentnego przewinienia.

Nawet to nie zrażało ambitnych Islandczyków, którzy wciąż napierali. Może nie był to kunszt niesłychanej techniki i wyrafinowanych zagrań, ale ogromna wiara i wola walki. Dość powiedzieć, że od 55. do 70. minuty mieli aż 72-procentowe posiadanie piłki!

Francuzi nastawili się na kontrataki, a właśnie po nich okazji nie wykorzystali Payet i wprowadzony po przerwie Andre-Pierre Gignac.

Islandczycy robili swoje. Sześć minut przed końcem spotkania Birkir Bjarnason wykorzystał dokładne dośrodkowanie i celnym strzałem głową pokonał Hugo Llorisa.

Islandzcy kibice bawili się na trybunach. Tańczyli i śpiewali, choć wiedzieli, że awans do półfinału jest już niemożliwy. Byli jednak dumni ze swoich piłkarzy, że mimo ogromnych kłopotów, nawiązali walkę z piekielnie mocną Francją.

Po wyeliminowaniu Irlandii i Islandii, tak naprawdę poważny sprawdzian czeka "Trójkolorowych" dopiero w półfinale. W czwartek, w Marsylii, zmierzą się z reprezentacją Niemiec.

Z Paryża Łukasz Szpyrka, Michał Białoński, Piotr Jawor

Francja - Islandia 5-2 (4-0)

Bramki: 1-0 Olivier Giroud (12.), 2-0 Paul Pogba (20. głową), 3-0 Dimitri Payet (43.), 4-0 Antoine Griezmann (45.), 4-1 Kolbeinn Sigthorsson (56.), 5-1 Olivier Giroud (59. głową), 5-2 Birkir Bjarnason (84. głową).

Żółta kartka - Francja: Samuel Umtiti. Islandia: Birkir Bjarnason.

Sędzia: Bjoern Kuipers (Holandia). Widzów 75 000.

Francja: Hugo Lloris - Bacary Sagna, Samuel Umtiti, Laurent Koscielny (72. Eliaquim Mangala), Patrice Evra - Moussa Sissoko, Paul Pogba, Blaise Matuidi, Dimitri Payet (80. Kingsley Coman) - Antoine Griezmann, Olivier Giroud (60. Andre-Pierre Gignac).

Islandia: Hannes Halldorsson - Birkir Saevarsson, Kari Arnason (46. Sverrir Ingason), Ragnar Sigurdsson, Ari Skulason - Johann Gudmundsson, Aron Gunnarsson, Gylfi Sigurdsson, Birkir Bjarnason - Jon Dadi Boedvarsson (46. Alfred Finnbogason), Kolbeinn Sigthorsson (83. Eidur Gudjohnsen).

Euro 2016: wyniki, strzelcy, terminarz

Partnerem relacji jest Murapol, ogólnopolski deweloper mieszkaniowy
Dowiedz się więcej na temat: reprezentacja Francji | reprezentacja Islandii | Euro 2016