Reklama

Reklama

Eliminacje MŚ 2022

Węgry - Polska. Ostatni mecz Miklosa Fehera w kadrze. Piłkarz zmarł na boisku, na oczach Ivana Djurdjevicia

- Po śmierci Miklosa Fehera przez kilka dni nie trenowowaliśmy, nikt z nas nie był w stanie. Siedzieliśmy w domu i myśleliśmy o tej tragedii - tak Ivan Djurdjević, były gracz portugalskiej Vitorii, legenda Lecha Poznań, a dziś trener Chrobrego Głogów, wspomina śmierć na boisku Miklosa Fehera, której był świadkiem. Wielki talent reprezentacji Węgier zmarł podczas meczu swojej Benfiki w Guimaraes, 25 stycznia 2004 roku.

Rozcięta czerwona koszulka, z numerem 29 i nazwiskiem Feher na plecach, znajdująca się w muzeum Benfiki w Lizbonie, przypomina o nieudanej próbie ratowania życia i w konsekwencji śmierci Miklosa Fehera. Węgier zmarł 25 stycznia 2004 roku. Zaledwie trzy miesiące wcześniej Miklos Feher wystąpił w meczu eliminacji Euro 2004 między Węgrami i Polską. To z nim kibice reprezentacji Węgier wiązali nadzieje na wyjście z głębokiego kryzysu.

Miklos Feher - śmierć podczas meczu w telewizji

Śmierć Miklosa Fehera była o tyle wstrząsająca, że - w sposób niezamierzony - została "na żywo" (cóż za okrutny językowy zbieg okoliczności) pokazana w telewizji. Mecz ligi portugalskiej Vitoria - Benfica był bowiem transmitowany przez telewizję.

Reklama

Faworyzowana Benfica strzeliła gola na 1:0 dopiero w 90. minucie. W doliczonym czasie gry, węgierski napastnik lizbońskiego klubu, Miklos Feher, przeszkadzał rywalowi w wyrzuceniu autu, by "ukraść" kilka sekund. Sędzia za to zachowanie pokazał mu żółtą kartkę. Kamera pokazywała uśmiech Miklosa Fehera po wymierzeniu tej kary. Nagle Węgier najpierw pochylił się, a potem padł bezwiednie na murawę. Od razu wyglądało to bardzo groźnie, do piłkarza ruszyli zawodnicy obu zespołów, sędziowie, natychmiast wbiegli na murawę lekarze. Próba ratowania życia Miklosa Fehera nie powiodła się. Benfica, całe piłkarskie Węgry i Portugalia, a nawet cały piłkarski świat, okryły się żałobą. Świadkami tych tragicznych wydarzeń na murawie byli późniejsi piłkarze polskiej Ekstraklasy - Brazylijczyk Cleber (potem Wisła Kraków) oraz Serb Ivan Djurdjević (wieloletni piłkarz, później też trener Lecha Poznań, obecnie szkoleniowiec Chrobrego Głogów). To właśnie Ivan Djurdjević podzielił się z nami swoim dłuższym wspomnieniem tamtego dramatycznego wieczoru.

Ivan Djurdjević o śmierci Miklosa Fehera: "Odegrałem piłkę, a on upadł"

- To był smutny wieczór, pamiętam ten przeklęty deszcz. Tragiczna sytuacja, której nigdy się nie spodziewasz, której nie chcesz być świadkiem. Wszystko zdarzyło się blisko mnie. Mieliśmy aut, Miklos Feher przeszkadzał w wyrzucie naszemu zawodnikowi i obejrzał żółtą kartkę. Po chwili piłka z tego autu została rzucona do mnie, ja ją zgrałem do kolegi, miała ruszyć nasza akcja, ale nagle wszyscy stanęli, bo Miklos nieprzytomnie się przewrócił. Wszyscy od razu widzieli, że to coś poważnego. Piłkarze zebrali się wokół niego, natychmiast przybiegli lekarze, mam też przed oczami biegnącego hiszpańskiego trenera Benfiki, Jose Antonio Camacho. Po chwili podbiegli do Miklosa medycy ze sprzętem do elektrowstrząsów, ale chyba nawet nie mogli go użyć, bo było strasznie mokro, graliśmy w dużym deszczu. Mijały sekundy i minuty, do wszystkich dochodziło, że stanie się najgorsze, że Miklos Feher nie przeżyje. To był szok, nikt już nie chciał tego meczu kończyć. Benfica straciła piłkarza swojego klubu, ale dla nas z Vitorii to też był wstrząs - opowiada Ivan Djurdjević.

- Przez kilka kolejnych dni nie trenowaliśmy, nikt z nas nie był w stanie. Siedzieliśmy w domu i myśleliśmy o tej tragedii. Dla każdego z nas to był sygnał ostrzegawczy, że trzeba się porządnie przebadać i potem o to zdrowie dbać. Wcześniej takie sytuacje w piłce praktycznie się nie zdarzały. To jeden z tych momentów w życiu, które zmieniają nasze podejście w pewnych tematach, czasami niestety to muszą być tragiczne momenty. Dzisiaj profilaktyka i badania są bardziej rozwinięte, w sporcie jesteśmy bliżej podejścia, że zdrowie jest najważniejsze. Dziś też trenuje się inaczej niż dawniej. Dla nas w Vitorii nie była to niestety ostatnia tego typu tragiczna sytuacja. W czerwcu 2005 r., czyli zaledwie 1,5 roku później, podczas gry ze znajomymi na orliku, zmarł - też prawdopdobnie na serce - Hugo Cunha, nasz kolega z drużyny [wówczas już grał w Uniao Leiria - przyp. red.]. To są takie momenty, gdy wszystko w życiu się zatrzymuje, gdy przestaje być ważne - zaznaczył Djurdjević.

Bartosz Nosal

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje