Reklama

Reklama

Eliminacje MŚ 2022

Sousa sprawdził się w boju. W lidze Skorża buduje potęgę

Uśmiech politowania wywołują we mnie głosy: "wygraliśmy z Albanią, ale w kiepskim stylu". Dla obu ekip starcie w Tiranie było jak finał, zresztą podkreślali to obaj selekcjonerzy. W takich starciach styl schodzi na plan dalszy. Paulo Sousa zdał egzamin przede wszystkim z przygotowania mentalnego i taktycznego zespołu. Dlatego po październikowej kampanii zasłużył na brawa, a nie połajanki za nieobecność na meczach Ekstraklasy - pisze dziennikarz Interii Michał Białoński.

W związku z fanatycznymi, rozjuszonymi kibicami Albanii, którzy byli nieobliczalni i rzucali na murawę czym popadnie, reprezentanci Polski na Air Albania Stadium wchodzili jak do klatki z lwem. Imponujące było to, że nic sobie z tego nie robili. Już podczas Mazurka Dąbrowskiego, który chyba nigdy i nigdzie nie był tak wybuczany, pokazali charakter, wrzeszcząc na przekór gwiżdżącym: "Marsz, marsz Dąbrowski!".

Później zdominowali środek, złapali za gardło rywala i właściwie nie pozwolili mu na stworzenie żadnego zagrożenia.

Akcja, którą zaplanował Sousa

- Posyłajcie piłki w to miejsce pola karnego, na lewą jego stronę. W ten sposób dojdzie do sytuacji dwóch ich obrońców na dwóch naszych napastników, a my jesteśmy silniejsi. Dlatego adresujcie tam podania - namawiał swych piłkarzy na przedmeczowej odprawie Paulo Sousa. Mateusz Klich słuchał uważnie, podał właśnie tam, gdzie chciał Sousa i Karol Świderski zakończył akcję strzałem do bramki.

Reklama

To nie pierwszy przypadek, w którym Sousa rozrysowuje akcję, którą piłkarze przenoszą na murawę i zdobywają gola. Na tym właśnie polega wsparcie sztabu dla drużyny.

Doceniajmy również to, że Sousa przywiózł do Polski ludzi, których doświadczenie jest poza zasięgiem naszych fachowców. Weźmy eksperta w dziedzinie przygotowania fizycznego - Antonio Jose Gomeza Diaza, który ma stopień doktorski i odpowiadał za formę fizyczną piłkarzy Liverpoolu (w okresie trenera Rafaela Beniteza), a w latach 2012-2020 był fizjologiem FC Barcelona. Czyli pracował w miejscach, do których nasi trenerzy mogą pojechać co najwyżej na krótki staż, gdzie nie zobaczą nawet 10 procent warsztatu.

Sousa ma kontrolę nad szatnią reprezentacji Polski. Radzi sobie nawet w meczach, w którym jego as atutowy Robert Lewandowski ma zniżkę formy i nie trafia do siatki. Za jego kadencji rozwinęli skrzydła Adam Buksa, Karol Świderski, a nabite golami pistolety ma przecież też Krzysztof Piątek.

W Andorze postawić pieczęć na barażach

Zwycięstwo w Tiranie otworzyło reprezentacji Polski drogę do barażów o MŚ. Zwłaszcza w ich drugiej fazie nie musimy być faworytami, wszak możemy trafić na Szwecję, czy nawet Hiszpanię. Paulo Sousa ma proste zadanie: 12 listopada w Andorze przypieczętować zajęcie drugiego miejsca i przygotować piłkarskie armaty na marcowe baraże.

Dziś Portugalczyka nie zawodzą jego piłkarskie "dzieci". Nie tylko Buksa i Świderski, którzy debiutowali w kadrze u niego, ale też Paweł Dawidowicz, którego po siedmioletniej przerwie odkurzył dla reprezentacji, w nowym, lepszym obliczu. Ciekawą alternatywą na środek pomocy staje się rzecz jasna Kacper Kozłowski, który dopiero przedwczoraj miał "osiemnastkę", a już ma sześć występów w kadrze na koncie, w tym udział w mistrzostwach Europy. Polak potrafi grać w piłkę, a Portugalczyk potrafi na niego postawić i rozwinąć jego skrzydła.

Kamil Glik opanował nową taktykę


Po czterech zgrupowaniach, jakie Paulo Sousa spędził z ekipą, widzimy też nowe oblicze stoperów. Wydawało się, że Kamil Glik w wieku 33 lat nie będzie w stanie przestawić się do taktyki z trójką stoperów, a przede wszystkim odbierania piłki znacznie dalej od własnej bramki, podążania za przeciwnikiem nawet na jego połowę. Waleczny i niezłomny piłkarz robi to wręcz wzorowo. Miło było oglądać w Tiranie, jak w zarodku gasi  kontry Albanii, wyprzedzając w przyjęciu piłki jej napastników. To istotna zmiana w jakości i mentalności, która nie tylko daje lepszy obraz gry, ale też pożądane wyniki.

Pamiętajmy, że Sousa korzysta z wahadłowych, którzy mają problemy z grą w klubie. Kamil Jóźwiak w sobotę po raz trzeci z rzędu nie podniósł się z ławki rezerwowych Derby County. W jeszcze gorszej sytuacji jest Tymoteusz Puchacz, który po raz szósty w sezonie nie zmieścił się do kadry meczowej Unionu Berlin. Jeszcze gorzej wygląda sytuacja kolejnego wahadłowego - Przemysława Płachety, który w tym sezonie nie zagrał w Norwich City ani minuty, co więcej, ani razu nie siedział na ławce. I to są prawdziwe problemy reprezentacji Polski, a nie to, czy Sousa przyszedł na mecz Ekstraklasy.

Wbrew temu czas pracuje na korzyść "Biało-Czerwonych". Gotów do wzmocnienia kadry jest Arkadiusz Milik, który zdobył bramkę dla Olympique Marsylia. Także Robert Lewandowski we wczorajszym meczu z Bayerem odblokował się strzelecko.

Skorża pokazuje klasę. Co z Broszem?

Po wygranej Lecha z Legią w Warszawie klamka zapadła: "Wojskowi" nie obronią mistrzostwa Polski. Pasjonujący bój o trofeum stoczy Maciej Skorża z "Kolejorzem" z Markiem Papszunem i jego Rakowem, Tomaszem Kaczmarkiem i jego Lechią, aczkolwiek Pogoni ze Śląskiem również nie należy przekreślać.

Nie chwaląc się, 1 marca napisałem: "Wczoraj minął rok, odkąd Skorża skończył trenowanie. 49 lat to najlepszy wiek, by podbijać polską piłkę, a nie siedzieć w domu." 

12 kwietnia pan Maciej objął pogrążonego w marazmie Lecha. Dziś jest z nim na prostej po mistrzostwo. Tak jak wtedy uważałem, że polskiej piłki klubowej nie stać na to, aby trzymać na bocznicy Maciej Skorżę, tak teraz to samo twierdzę o Marcinie Broszu, który po pięciu latach opuścił Górnika Zabrze. Tej klasy fachowiec powinien błyszczeć nie tylko w Cafe Futbol, ale rządzić szatnią w Ekstraklasie.



Michał Białoński, Interia

CZYTAJ TEŻ: Czy Legia zwolni Michniewicza po porażce z Lechem?

  


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama