Reklama

Reklama

Eliminacje MŚ 2022

Skandaliczne zachowanie Sousy. Tak spalił mosty

Jeszcze na dobre nie zdążyliśmy ogłosić mobilizacji przed piłkarską wyprawą na Moskwę, a generał naszej armii już rejteruje. Nie wróży to dobrze na niespełna trzy miesiące przed barażem o MŚ Rosja - Polska. Paulo Sousa w drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia stracił wszelką wiarygodność w oczach polskich kibiców. Boję się, że nie tylko w opinii fanów, ale reprezentantów kraju także. W Polsce spalił mosty - pisze Michał Białoński.

Przedświąteczna wizyta Sousy w PZPN-ie i pełne kurtuazji, wzajemnego poklepywania się po plecach z prezesem związku Cezarym Kuleszą okazały się być tylko zasłoną dymną. Jeszcze nie zdążyliśmy na dobre przetrawić świątecznego karpia, jak gruchnęła wiadomość, że Sousa porozumiał się już z Flamengo. W ślad za nią poszedł komunikat prezesa Kuleszy o telefonie samego Sousy, z wnioskiem o zerwanie współpracy. Prezes PZPN-u zareagował prawidłowo - nie zgodził się, przypomniał Portugalczykowi o misji, do wypełnienia której się zobowiązał.

Bez względu na to, czy Paulo Sousa kieruje się żądzą pieniądza, tęsknotą za codzienną pracą w klubie, czy po prostu chce wreszcie posługiwać się ojczystym językiem, pracując w największym klubie Brazylii, od wczoraj stracił moralne prawo prowadzenia reprezentacji Polski. Zamienił ją w poczekalnię na lepszą ofertę.

Reklama

Następca Sousy potrzebny od zaraz

Nawet jeśli PZPN wygra batalię prawniczą z nieuczciwym selekcjonerem i jego agentem, nad kompromitacją w wykonaniu Sousy musimy wkrótce spuścić zasłonę milczenia i ratować sytuację. Z niewolnika nie ma pracownika. Z selekcjonerem, który myślami będzie w Brazylii nie wygramy bitwy z Rosją. Sousa najwyraźniej uznał, że lepiej uciec teraz, gdy bitwa o mundial ostatecznie nie została przegrana niż w marcu, po ewentualnej porażce ze "Sborną", czy ze zwycięzcą meczu Szwecja - Czechy. "Musimy mieć pewność siebie we wszystkim, co robimy, zadbać o dobrą energię - tak wspólnie dostaniemy się do Kataru" - deklarował w rozmowie z red. Marcinem Lepą na kanale "Prawda Futbolu" Sousa podczas ostatniej wizyty w PZPN-ie. Rozmowa została nagrana 14 grudnia. Minęło ledwie 12 dni, a Portugalczyk wykręcił numer całej polskiej piłce.

Prezes Cezary Kulesza wywiązał się dobrze z wielu dotychczasowych wyzwań, ale teraz poprzeczka wędruje znacznie wyżej. Musi się wykazać zarządzaniem kryzysowym. Kryzys wybucha nie z jego winy, tylko przez Sousę, którego odziedziczył w spadku po Zbigniewie Bońku. Kulesza ma ekstremalnie mało czasu na znalezienie nowego selekcjonera. Takiego, z którym nadzieja na sukces na Łużnikach będzie wyższe niż ze Sousą, który wprawdzie ożywił ofensywę, ale rozregulował grę obronną Orłów. Barażowa bitwa o mundial to również ekstremalnie trudne zadanie dla następcy Portugalczyka, który będzie miał tylko trzy treningi przed meczem z Rosjanami na Łużnikach.

To, co zepsuł Portugalczyk, może naprawić tylko Polak

Chyba nikt nie ma wątpliwości, że misji ratunkowej powinien przewodniczyć polski trener, który zna kadrowiczów i realia. Wolnych i dobrych kandydatów jest tylko dwóch: Adam Nawałka i Czesław Michniewicz. Ten pierwszy będzie z pewnością zmotywowany, by zmazać złe wspomnienia z rosyjskiego mundialu. Ten drugi sprytem taktycznym wyrzucił za burtę wielu znacznie silniejszych rywali, jak choćby młodzieżówki Portugalii, Włoch, Belgii, czy Slavię Praga w walce o Ligę Europy.

Potrzebujemy selekcjonera, który będzie żył kadrą na co dzień. Mieszkał w Polsce i dzięki temu mierzył się ze skutkami każdego nieudanego meczu, także tego nieudanego. Sousa nazajutrz po zakończonym zgrupowaniu pakował manatki i wracał do Portugalii. Tak naprawdę nie odczuł żadnych konsekwencji przegranego z kretesem Euro 2020, czy porażki, na własne życzenie, w meczu z Węgrami.

Flamengo nie wie, w co się pakuje

Paulo Sousa twierdzi, że na taką ofertę czekał całe życie, ale nie pierwsza już w życiu dezercja - poprzednio uciekł z Girondins Bordeaux - prędzej czy później odbije mu się czkawką. Flamengo jest zdesperowane, ostatnio co chwilę zmienia trenera. Od Jorge’a Jesusa, który za sterami wytrwał 412 dni, rozkręciło karuzelę, z której od końca stycznia ubiegłego roku wypadło czterech szkoleniowców: Domenec Torrent, Rogerio Ceni, Renato Portaluppi, a teraz Mauricio Sousa. Brazylijczycy nie wiedzą nawet, że pakują się w potężne tarapaty. Nawet jeśli Sousa wkroczy na zwycięską ścieżkę z tym klubem, może zrejterować przy pierwszej okazji. Tak jak z okrętu o nazwie "Reprezentacja Polski". Tym razem ktoś miesięcznie płaci 300 tys. euro zamiast 75 tys. Za moment może się znaleźć klub np. z Premier League, który zaoferuje 300 tys., ale tygodniowo. Sousa pokazuje nam właśnie, że w takich sytuacjach pakuje się natychmiast.

CZYTAJ TEŻ: Smuda: Gdyby Sousa miał jaja...

"Together in Qatar" panie Sousa? Ładnie nas pan zbajerował, ale już nikt nad Wisłą nie uwierzy w żadne pana słowo.

Michał Białoński, Interia

CZYTAJ TEŻ:




 


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje