Reklama

Reklama

Eliminacje MŚ 2022

Płaci frycowe za błąd z San Marino? Oto cała prawda

Na początku misji Paulo Sousy w reprezentacji Polski był oczkiem w jego głowie. Teraz, choć zaczął grać regularnie w klubie, nie został powołany. Stoper Kamil Piątkowski z pewnością czuje się zawiedziony. - Kamil jest po prostu za nisko w hierarchii, więc trener daje mu czas na okrzepnięcie w klubie - uważa Tomasz Łapiński.

Kamil miał 20 lat, wodził prym w Rakowie, imponował wydolnością i parciem do przodu. Najważniejsze jednak, że u klubowego trenera Marka Papszuna grał w ustawieniu trójką środkowych obrońców. Ustawieniu, którym zrewolucjonizować styl gry reprezentacji Polski postanowił Paulo Sousa.

Portugalczyk wezwał Piątkowskiego już na pierwsze, marcowe zgrupowanie. I co więcej, dał mu szansę rozegrania 90 minut w drugim meczu eliminacji do MŚ przeciw Andorze (3-0). Piątkowski ryglował dostęp do naszej bramki razem ze starszym o 13 lat Kamilem Glikiem i Bartoszem Bereszyńskim.

Reklama

Defensor Rakowa znalazł się też w kadrze na Euro 2020. Na samym turnieju jednak nie zaliczył ani minuty. Musiał się zadowolić niespełna godziną, jaką rozegrał w towarzyskim spotkaniu z Rosją (1-1).

Po ME za pięć milionów euro przeniósł się do RB Salzburg. W pierwszych czterech kolejkach austriackiej Bundesligi nie powąchał murawy, podobnie jak w kwalifikacjach do Ligi Mistrzów z Broendby Kopenhaga. Od rozegranego 21 sierpnia spotkania ligowego z Austrią Klagenfurt gra jednak regularnie. Wystąpił nawet w drugiej połowie (39 minut) udanej dla Salzburga inauguracji Ligi Mistrzów z Sevillą, bo za taką należy uznać remis 1-1.

W ogłoszonych wczoraj przez Sousę powołaniach trudno było jednak szukać nazwiska Piątkowskiego, mimo że Portugalczyk podał szeroką listę, która w poniedziałek zostanie zawężona do 23 nazwisk. Jeśli nikt z powołanych podczas najbliższej kolejki ligowej nie dozna kontuzji, wypadnie z kadry m.in. Przemysław Płacheta.



Sousa miał zastrzeżenia do Piątkowskiego

Czy Piątkowski wypadł z gry o kadrę przez błąd, jaki popełnił, przy drobnym współudziale Michała Helika, w meczu z San Marino, skutkujący bramką Nicoli Nanniego? Z tego, co dowiedziała się Interia Kamil nie zaprezentował się korzystnie już podczas poprzedzającego wyjazd na Euro 2020 zgrupowania w Opalenicy. Paulo Sousa przywiązuje sporą wagę nie tylko do występów w meczach, ale też do sposobu, w jaki prezentują się piłkarze podczas treningów. Każda jednostka treningowa jest wnikliwie analizowana przez Portugalczyka i jego sztab.

Już wnioski powstałe po Opalenicy nie były korzystne dla Kamila: zbyt wolno podejmuje decyzje i zbyt wolno gra - uznał Sousa.

Wprawdzie na wrześniowe mecze piłkarz Salzburga pojawił się na zgrupowaniu kadry, było to jednak efektem dowołania po kontuzjach i chorobach, które wykluczyły innych piłkarzy "Biało-Czerwonych" (m.in. Mateusz Klich, Kacper Kozłowski i Sebastian Szymański).

Nie pora na Wieteskę

Wbrew pojawiającym się doniesieniom Sousa nie zdecydował się na Mateusza Wieteskę, choć stoper Legii rozwija się pod skrzydłami Czesława Michniewicza. Ostatnio wprawdzie sprokurował rzut karny w meczu Górnikiem Łęczna, lecz dobrze zaprezentował się na tle o dwie klasy lepszego rywala, jakim był Spartak. Sousa uznał po prostu, że w kadrze ma lepszych obrońców.


Specjalnie dla Interii Tomasz Łapinski (ekspert Polsatu Sport):

- Trudno ocenić, dlaczego trener Sousa zrezygnował z Kamila Piątkowskiego i czy zdecydował o tym błąd, jaki piłkarz popełnił w meczu z San Marino. W kadrze z Andorą zagrał, natomiast w klubie też średnio u niego z grą. Najwyraźniej w kontekście konkurencji, która jest w kadrze trener Sousa uznał, że Piątkowski na dziś nie jest mu potrzebny. Jest po prostu za nisko w hierarchii, więc trener daje mu czas na okrzepnięcie w klubie. Nie wydaje mi się, żeby całkowicie skreślał Kamila, skoro go powoływał, a ostatnio był dowołany

Natomiast uważam, że Paulo Sousa za wcześnie zrezygnował z Jakuba Kamińskiego. Oczywiście w meczu z niewymagającym przeciwnikiem, jakim było San Marino, Kuba powinien bardziej się pokazać. Ja bym jednak tak łatwo nie rezygnował z niego. Dałbym mu jeszcze jedną szansę.  

Michał Białoński, Interia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje