Reklama

Reklama

Eliminacje MŚ 2022

Nie rozstawieni, a wystawieni…

Jedną decyzją odnośnie składu na ostatni mecz z Węgrami Paulo Sousa ma szansę na stałe wpisać się do historii polskiego futbolu. Niestety zanosi się na to, że będzie to wpis niechlubny. Tak, jak w przypadku kontrowersyjnych decyzji niektórych byłych selekcjonerów (np. pominięcie w powołaniach na mundial w Niemczech Jerzego Dudka czy Tomasza Frankowskiego przez Pawła Janasa), będzie mówiło się o spektakularnej wpadce Portugalczyka podczas meczu kończącego pierwszą fazę eliminacji do mundialu w Katarze. Będzie się o niej rozmawiać przez wiele lat, tak jak od wielu lat wspomina się tamte decyzje przed MŚ 2006.

Wina za brak Roberta Lewandowskiego i Kamila Glika jest przede wszystkim po stronie Paulo Sousy. Stało się jasne, że ta nieodpowiedzialna decyzja o tym, by nie wpisywać nawet do protokołu meczowego "Lewego" została podjęta po konsultacji z samym zawodnikiem już przed meczem z Andorą. O czym zresztą w dość zawiły i niezgrabny sposób poinformował nasz najlepszy zawodnik w swoim oświadczeniu. Filmik, w którym kapitan reprezentacji pyta rzecznika prasowego Jakuba Kwiatkowskiego o nasze szanse na rozstawienie w barażach już po przegranym spotkaniu na Stadionie Narodowym z Węgrami niestety nie wystawiają najlepszego świadectwa ani Robertowi, ani selekcjonerowi. 

Reklama

Poszedłbym nawet dalej - nie świadczą najlepiej o całej naszej drużynie, bo wygląda na to, że mało kto wiedział jaka jest stawka tego spotkania. Można też domniemywać, że Paulo Sousa nie wytłumaczył tego swoim zawodnikom. Nasuwają się zatem pytania: czy zawracał sobie głowę analizą tej sytuacji, czy konsultował swoje decyzje z kimś innym, niż "Lewym"? Mam tu na myśli na przykład rozbudowany i chyba lekko oderwany od rzeczywistości sztab. Czy są tam osoby, które mają tam w ogóle coś do powiedzenia? Czy ktoś ma, jeśli nie siłę sprawczą, to chociaż charyzmę żeby zapytać: selekcjonerze, co ty robisz?!

Dariusz Dziekanowski komentuje zamieszanie wokół meczu Polska - Węgry

  Wrzuciłbym tu też - a może przede wszystkim - kamień do ogródka Polskiego Związku Piłki Nożnej. Wiemy, że nierozegrany mecz półfinałowy na własnym stadionie, to też miliony, które przechodzą naszej piłkarskiej federacji koło nosa. Pojawia się zatem pytanie: czy ktoś z władz PZPN poinformował Paulo Sousę jak ważne jest to, żeby grać baraże na własnym boisku? Nie obarczałbym bowiem takimi finansowymi wyliczeniami selekcjonera. No ale już sportowymi konsekwencjami braku rozstawienia - jak najbardziej. Nie dopuszczałbym również spiskowych teorii i podejrzeń, że Portugalczykowi zależało na tym, żeby organizować zgrupowanie i grać ten kolejny mecz w jego rodzinnym kraju...

Zasady plebiscytu As Sportu 2021 możesz przeczytać w tym miejscu.

By przejść do głosowania - kliknij w tym miejscu!


Ale wracając do roli PZPN - jestem ciekawy jak wygląda komunikacja między na przykład wiceprezesem do spraw szkolenia PZPN, czyli Maciejem Mateńką a portugalskim sztabem. Nie oczekuję, że zarząd PZPN ma ingerować w wybór składu na mecz, ale nasuwa się pytanie o sprawowanie jakiejś kontroli? Czy padło w kierunku selekcjonera pytanie: "czy jest pan pewien tych decyzji i ich ewentualnych konsekwencji"? Jak można było pozwolić, żeby ponad 50 tysięcy kibiców nie miało szansy zobaczyć swojego idola choćby przez kilka minut?! Aż trudno uwierzyć w taki brak instynktu samozachowawczego i taki brak szacunku dla fanów. I to w takim momencie!

Można odnieść wrażenie, że zapisy w umowie Portugalczyka i jego współpracowników stały się pewnego rodzaju alibi: nie my to podpisaliśmy, to poprzedni prezes, my nie możemy nic zrobić. Ale prawem i obowiązkiem związku jest upewnienie się, że decyzje selekcjonera są podejmowane ze świadomością możliwych reperkusji w razie tak rażących pomyłek. Niestety, wydawać się może, że jedyną osobą z ramienia PZPN będącą w relacjach z Paulo Sousą jest...rzecznik prasowy. Niestety, nie jest to osoba mająca wpływ na podejmowane w pierwszej drużynie decyzje...



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama