Reklama

Reklama

Eliminacje MŚ 2022

Kibice mogą się czuć zdradzeni. Nie tylko przez Sousę

Kibice reprezentacji Polski mają pełne prawo czuć się oszukani, a nawet zdradzeni. Przez Paulo Sousę, który w przeddzień meczu z Węgrami opowiadał jak ważne to spotkanie, po czym liderów defensywy i ataku odstawił od składu. Ale też przez Roberta Lewandowskiego, który miał inne priorytety niż występ z "Bratankami". PZPN na to nie zareagował i dziś mleko się rozlało. Straciliśmy rozstawienie - pisze Michał Białoński.

Będąc całkowicie zamroczonym po niespodziewanej porażce z Węgrami, Paulo Sousa tłumaczył, że chcąc jechać na mundial koniec końców i tak musielibyśmy pokonać kogoś wyżej rozstawionego, np. Portugalię czy Włochy. O niebo łatwiej jest jednak sprawić niespodziankę raz, a co innego dwa razy i to w ciągu czterech dni, a taki nam teraz Sousa zgotował los, bawiąc się w eksperymenty w meczu decydującym o rozstawieniu w barażach. Zabrał nam też pierwszy mecz u siebie, na PGE Narodowym. W ten sposób szanse na awans spadły o połowę.

Wyprawa pod Gironę nie była wszystkim na rękę

Jaka była geneza upadku w meczu z Węgrami? Początkiem, jak się później okazało, nieszczęścia było wyprowadzenie listopadowego zgrupowania z Warszawy do Hiszpanii, pod Gironę. Motywowano to lepszą aurą, a także zaoszczędzeniem sił piłkarzy, by ci nie musieli się tułać z zagranicznych klubów do Polski, a później znowu do Katalonii, skąd drogą kołową najłatwiej dotrzeć do Andory, która nie ma lotniska.

Reklama

Teoretycznie same plusy i ta zmiana planów była na rękę większości kadrowiczów. Ale nie wszystkich. Byłem świadkiem, jak po poniedziałkowym treningu Robert Lewandowski zgłaszał pretensje do Jakuba Kwiatkowskiego o to, że zgrupowanie zostało przeniesione do Hiszpanii. Później się okazało, że mogło to pokrzyżować jego plany, jak choćby udział w zdjęciach do filmu o nim dla Amazone Prime Video. Plany, które udało się zrealizować dopiero później, przed meczem z Węgrami, gdy kapitan, na własną prośbę dostał wolne od selekcjonera i opuścił zgrupowanie w sobotę, po powrocie z Andory. Robert kręcił odcinek o swych początkach w Varsovii na jej obiektach.

Ważna odprawa, z której Lewandowski został zwolniony

- Panowie, by podsumować: to ważny mecz, ważny dzień dla wszystkich nas. Wiele spraw się dziś rozstrzygnie. Po pierwsze, zwycięstwo daje nam szansę, by pierwszy mecz (w barażach) zagrać u siebie. To jest kluczowe w walce o Katar, jesteśmy na tym skoncentrowani. Po drugie chłopaki, my nigdy nie przegrywamy u siebie. Musimy budować każdym meczem u siebie twierdzę, której nikt nie będzie w stanie zdobyć - tych słów Paula Soust z poniedziałkowej odprawy przed meczem z Węgrami Robert Lewandowski już nie słyszał. Bo dostał wolne. Podobnie jak Kamil Glik, któremu groziła pauza w barażach za żółte kartki. 

Smuda ma rację. Lewandowskiego można było oszczędzić w Andorze

Takie są kulisy osłabienia zespołu na bardzo ważny mecz z Węgrami. Niepotrzebnie nam tylko wmawiano bajki o przemęczeniu organizmu Roberta. Ma rację były selekcjoner Franciszek Smuda, mówiąc, że "Lewego" należało oszczędzać w meczu z Andorą, rozgrywanym na sztucznej nawierzchni, która zawsze niesie ryzyko odniesienia urazu, a nie w idealnych warunkach na PGE Narodowym, z o klasę silniejszym rywalem.

Kibic reprezentacji Polski, który słono, po podwyżce, zapłacił za bilet na Węgry, miał prawo czuć się oszukany. Nie zobaczył w akcji najlepszego piłkarza i kapitana kadry. Kibice z Augsburga i Monachium mogli oglądać "Lewego" w miniony piątek, w przegranym przez Bayern 1-2 spotkaniu Bundesligi.

- Gdybym był mądrzejszy i wiedział, co może się dziać na wypadek porażki, to byłbym dostępny na mecz z Węgrami - bił się w piersi po tym meczu Robert Lewandowski, w rozmowie z Viaplay.

Z meczu o rozstawienie Sousa zrobił poligon doświadczalny

Sousa przeholował z eksperymentami, ustalając skład na Węgry. Wiedział, że nie brakuje mu pauzującego za kartki wciąż najlepszego defensywnego pomocnika Grzegorza Krychowiaka. Sam pozbył się kluczowego napastnika (Lewandowski) i obrońcę (Glik), na dodatek zostawił na ławce najlepszego ofensywnego pomocnika Piotra Zielińskiego i najlepszego skrzydłowego Kamila Jóźwiaka. Ekipa, którą posłał przeciw dobrze poukładanym w defensywie "Bratankom" grała ze sobą po raz pierwszy. To nie miało prawa się udać. Tak oto z meczu o rozstawienie Sousa zrobił poligon doświadczalny.

Opaska kapitańska zobowiązuje

Robert Lewandowski bezapelacyjnie jest najlepszym piłkarzem, jakiego kiedykolwiek mieliśmy. Opaska kapitańska, do noszenia której sam przecież dążył, zobowiązuje nie tylko do dobrej gry i bicia rekordów strzeleckich. Potrzebujemy go na zgrupowaniach zaangażowanego w stu procentach od pierwszego do ostatniego dnia. Jeżeli przyjeżdża jako ostatni, a tak było w Hiszpanii, znika jako pierwszy, a tak było w Warszawie, nie daje dobrego przykładu. Nie wpływa na poprawę atmosfery wewnątrz kadry. Opuszcza swe piłkarskie dzieci.    

PZPN powinien zrobić ucieczkę do przodu w tym kryzysie. Zrewidować organizację zgrupowań reprezentacji Polski i zasady na nich obowiązujące. Przyjrzeć się, czy one od początku do końca są poświęcone budowie silnej reprezentacji, czy także w niektórych przypadkach stanowią odskocznię dla piłkarzy do realizowania prywatnych zobowiązań.

Prezes Cezary Kulesza, który nadspodziewanie dobrze zainaugurował swą kadencję, nie może być dobrym wujkiem dla wszystkich. Jeśli słyszy, że selekcjoner komunikuje dzień przez meczem odsunięcie najlepszego napastnika i obrońcę, musi zareagować: "Panie Sousa, czy pan to na pewno dobrze przemyślał?". Nie chodzi o ingerencję w skład, ale o stanowczą prośbę o poważne potraktowanie swych obowiązków.

Michał Białoński, Interia

Zasady plebiscytu As Sportu 2021 możesz przeczytać w tym miejscu.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje