Reklama

Reklama

Eliminacje MŚ 2022

​Jerzy Dudek dla Interii: - Nie róbmy z Sousy chłopca do bicia

- Obawiałem się, czy wojenne emocje z trybun nie spłyną na piłkarzy, ale Polacy mentalnie okazali się naprawdę mocni. Pod względem defensywnym to był najlepszy mecz drużyny Paulo Sousy - mówi Interii Jerzy Dudek o wtorkowym spotkaniu z Albanią w Tiranie w eliminacjach MŚ w Katarze.

Dariusz Wołowski, Interia: To był mecz z gatunku tych, w których zdecydowanie więcej jest do przegrania. Presja na polskich piłkarzach była ogromna. Porażka w Tiranie przekreślała marzenia o mundialu w Katarze.

Jerzy Dudek, były bramkarz Liverpoolu, Realu Madryt i reprezentacji Polski: - Dla piłkarzy to jest dość parszywa sytuacja, ale takie mecze też się zdarzają. Są nie tyle testem umiejętności, co charakteru. O tym, że Paulo Sousa ma lepszych zawodników wie zapewne także selekcjoner Albańczyków, ale sytuacja w grupie zrobiła się nieciekawa. Polacy musieli zagrać o swoją przyszłość. I nasi reprezentanci to potrafili. Udźwignęli odpowiedzialność.

Reklama

Jako kibic przeżył pan trudne momenty, chwile zwątpienia?

- Przeżywaliśmy wszyscy wielkie emocje, napięcie, ale paradoksalnie momentów zwątpienia nie było. Najbardziej bałem się tego, że tak jak w poprzednich meczach zdarzy się Polakom jakiś kiks w tyłach. Strata bramki w tym meczu była niedopuszczalna. I Sousa znalazł na to sposób. Wojciech Szczęsny zapewne zszedł do szatni zmęczony, bo cały czas był pod presją. Ale czystej roboty bramkarskiej miał niewiele. Nie musiał być bohaterem, ratować drużyny. Od strony defensywnej to był najlepszy mecz kadry za kadencji Sousy.

Jednocześnie Polacy nie zrezygnowali z gry o zwycięstwo.

- To prawda. Były trudności, było napięcie, zdarzały się błędy, ale im dłużej trwał mecz tym mniej było wątpliwości kto jest lepszy. Albania grała o przetrwanie, Polska o wygraną. Czułem, że gol dla nas jest kwestią czasu, choć oczywiście ulga była ogromna, gdy w końcu padł.

Na tym trudności się jednak nie skończyły.

- No nie. Awantury na trybunach, przerwanie meczu mogło wybić z uderzenia piłkarzy Sousy. Wykazali się jednak odpornością i doświadczeniem. To naprawdę nie jest łatwe: iść do szatni, ochłonąć, a potem wrócić na boisko z tak samo wysokim poziomem koncentracji. W końcówce Albania nie miała nic do stracenia, a jednak niczego nie była w stanie zwojować pod bramką Szczęsnego. Nie musieliśmy drżeć, ani modlić się o ostatni gwizdek arbitra. Mecz był pod kontrolą Polaków. Mam wrażenie, że ze względu na okoliczności i stawkę tego spotkania Sousa skorygował swoją taktykę na trochę uważniejszą w tyłach. Było napięcie i spokój jednocześnie.

CZYTAJ TAKŻE: Albania - Polska. Albańskie media piszą o prowokacjach Polaków

Albania to 69. zespół rankingu FIFA.

- Nie chodzi o to jaka jest różnica w umiejętnościach. W rywalizacji zespołów silniejszych ze słabszymi często te słabsze potrafią wywołać na boisku chaos, w którym ich szanse rosną. Polacy na chaos na boisku pozwalali tylko 40 m od swojej bramki.

Pierwszą piłkę meczową Sousa obronił w Tiranie.

- Tak. Jego przeciwnicy wyobrażali sobie, że dziś będą mogli żądać głowy Portugalczyka. Dla części naszych ekspertów selekcjoner jest chłopcem do bicia, na którym można odreagować. Zapominają, że wojna domowa nie służy nikomu. Mnie się wydaje, że drużyna Sousy robi postępy. Portugalczyk odkrył dla kadry kilku piłkarzy nieoczywistych: Adama Buksę grającego w MLS, Karola Świderskiego z ligi greckiej, Pawła Dawidowicza, któremu nikt inny nie dał szansy. Portugalczyk zna się na piłce, potrafi odczytać atuty zawodnika i wykorzystać je do swoich koncepcji. Stworzył zespół, w którym ważny jest Robert Lewandowski, ale też każdy rezerwowy siadający na ławce. Zespół składa się nie z jedenastu, ale dwudziestu trzech ludzi.

Rzeczywiście zmiany Sousa robi trafione.

- Rezerwowi Mateusz Klich i Świderski zagrali główne role przy akcji bramkowej. Można powiedzieć, że wygrali mecz. Ważne jest jednak to, że gdy Sousa puszcza zawodnika z ławki na boisko, to nie po to, żeby asystował, wtopił się w zespół, albo nie przeszkadzał. Wpuszcza go oczekując, że zrobi różnicę. I jego rezerwowi wchodzą na boisko nie po to, by przepraszać, że żyją. Nie każdemu trenerowi to się udaje. Sousa dobrze czyta to co się dzieje na boisku. Stąd tak dobre zmiany. To nie jest przypadek.

Wyniki, tabelę i terminarz grupy polskiej eliminacji MŚ 2022 znajdziesz tutaj!

Zostawmy pochwały, bo przed Polakami baraże o MŚ 2022. A tam rywale znacznie mocniejsi niż Albańczycy. Z 12 zespołów, które w marcu staną do dogrywki o mundial zaledwie trzy pojadą do Kataru. Czy zespół Sousy zdąży do tego czasu wykonać kolejny krok do przodu?

- W listopadzie Polacy muszą wygrać z Andorą i Węgrami. Zespół węgierski jest nieprzewidywalny: potrafił przegrać u siebie z Albanią i za kilka dni zremisować na Wembley z Anglikami, co nikomu w grupie się nie udało. Drużyna Sousy powinna rzucić wszystkie siły, by powalczyć o rozstawienie w I rundzie baraży. I prawo gry na Stadionie Narodowym w Warszawie. To twierdza reprezentacji, mamy na nim wspaniały bilans. Tu kadra czuje się pewnie, wchodzi na wyższy poziom, jest w stanie wygrywać z lepszymi. I tu powinna zacząć w marcu walkę o mundial. W II rundzie może być różnie. To już będzie zależało od losowania. Można trafić na czołowy zespół Europy, ale nie można trafić na rywala słabego. Takiego już na tym poziomie nie będzie. Wszyscy są z czołowej dwudziestki, czy trzydziestki światowego rankingu.

Rozmawiał Dariusz Wołowski

ZOBACZ TEŻ:

Baraże o mundial. Z kim Polacy zagrają o Katar!

Egzamin zdany. Droga na mundial wciąż daleka

Albańskie media oskarżają Polaka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje