Reklama

Reklama

Eliminacje MŚ 2022

Dzieci Sousy. Kozłowski, Świderski, Buksa i Dawidowicz

Paulo Sousa robi postępy z reprezentacją Polski również dzięki temu, że odkrywa dla niej piłkarzy pozostających dotąd w cieniu. Sousa podał rękę piątce swych piłkarskich dzieci: Kacprowi Kozłowskiemu, Pawłowi Dawidowiczowi, Adamowi Buksie i Karolowi Świderskiemu. One się pięknie odpłacają.

Paweł Dawidowicz w najlepszej wersji

Paweł Dawidowicz - wychowanek Sokoła Ostróda debiutował w kadrze już sześć lat temu, ale dopiero Portugalczyk Paulo Sousa uczynił z niego piłkarza podstawowej jedenastki.

Sytuacja z pierwszej połowy meczu Albania - Polska. Rywale szturmują nasze pole karne, piłkę blokuje Kamil Jóźwiak, a stoper Paweł Dawidowicz ... nie, nie wybija jej na oślep. Tak zrobiłaby większość ligowców grających na tej pozycji i pewnie on sam kilka lat temu. Teraz jednak rozpędza się i w pełny biegu wyprowadza piłkę w kierunku środka boiska, by przenieść ciężar gry na połowę Albańczyków. Takie jest nowe, najlepsze jak dotąd oblicze byłego gracza Lechii.

Reklama

Na Dawidowicza po raz pierwszy postawił Adam Nawałka w listopadzie 2015 r. dając mu sześć minut w towarzyskim meczu z Czechami. Odkurzył Pawła dopiero Sousa, wpuszczając go na pół godziny w marcowym zwycięstwie w eliminacjach do MŚ z Andorą (3-0). Później wychowanek Sokoła rozegrał pełne 90 minut w towarzyskiej potyczce z Islandią przed Euro 2020, wszedł na pięć minut z Hiszpanią podczas ME, następnie w 32. min spotkania z Albanią, na PGE Narodowym, zastąpił kontuzjowanego Bartosza Bereszyńskiego. Dawidowicz nie zawiódł, ale jeszcze lepiej spisał się we wrześniowej bitwie z Anglią, zremisowanej 1-1. To był jego pierwszy pełny mecz w barwach narodowych. Zatem kampania wrześniowa była przełomem dla byłego piłkarza Lechii Gdańsk.

Tak Sousa wygrzebał dla reprezentacji 26-latka.

Dawidowicz płakał po porażce

Już od najmłodszych lat dla Pawła nie było meczów o pietruszkę. Potrafił płakać po porażce!

- Paweł był zawsze bardzo solidny. Cechowały go zawsze nieustępliwość, odpowiedzialność i zaangażowanie. Poznałem go, gdy z rocznikiem 1995 Lechii Gdańsk pojechaliśmy do Ostródy. Od razu wpadł nam w oko. Już wtedy porozmawiałem z rodzicami, choć nie chcieliśmy go w wieku 10 lat zabierać z domu. Nie jestem zwolennikiem transferów tak młodych piłkarzy - powiedział Interii ówczesny skaut i trener młodzieży w Lechii Gdańsk Roman Kaczorek, który obecnie wyszukuje talenty dla Górnika Zabrze.

Trener Kaczorek przekonał jednak rodziców Dawidowicza, by syn razem z Lechią jeździł na turnieje i obozy treningowe. Lechia miała na celowniku Pawła także w okresie jego nauki i gry w SMS-ie Olsztyn.

- Monitorowałem go wówczas jako szef skautingu Lechii. On przeżywał każde porażki. Nawet po przegranej w turnieju towarzyskim potrafił płakać ze złości sportowej, choć występując w barwach Lechii na ogół te turnieje wygrywał - wspomina.

Co ciekawe, Paweł nie występował tam jako obrońca, tylko pomocnik grający na pozycji "sześć" lub "osiem". Po zakończeniu gimnazjum, w wieku 16 lat Dawidowicz przeszedł do Lechii Gdańsk. Trenował z zespołami juniorów i Młodej Ekstraklasy.

- Nie miał łatwych początków, konkurencja była duża, dodatkowo musiał się zderzyć z chłopakami ze starszych roczników. Koniec końców dawał sobie radę i wiedziałem, że akurat on coś może osiągnąć. Dlaczego? Był poukładany. Nie miał w głowie wywrotek, za to był bardzo pracowity. To doprowadziło go do reprezentacji Polski - twierdzi Roman Kaczorek.

Kaczorek rozwijał też talent Przemysława Frankowskiego. Franek w kadrze debiutował również za kadencji Nawałki, ale już Jerzy Brzęczek uczynił z niego podstawowego piłkarza. Sousa również korzysta z jego umiejętności.

Adam Buksa - 10 godzin w samolocie, a na murawie ogień

10 godzin z podkulonymi nogami w samolocie, sześć godzin zmiany strefy czasowej, a na boisku i tak walczy jak tur, taranując rywali - Adam Buksa w pełnej krasie. Wychowanek Wisły Kraków jest kolejnym dzieckiem Sousy.

- Przyjazdy na kadrę są dla mnie zaszczytem i nie jest dla mnie żadnym problemem zmiana strefy czasowej - powiedział Interii Adam, gdy zapytaliśmy go o to na PGE Narodowym.

Do pierwszej kadry powoływał go już w listopadzie 2018 r. Jerzy Brzęczek, ale u niego nie zaistniał na boisku. Dopiero Paulo Sousa wyjął Adama niczym asa z rękawa. Efekt? Pięć bramek w pięciu występach! Statystyka godna Roberta Lewandowskiego!

Zaczęło się od bramki i 81 minut rozegranych 2 września z Albanią, którą pokonaliśmy 4-1. "Buksik" poszedł za ciosem i hat-trickiem przypieczętował swój wyjazdowy występ z San Marino. Bramkarza Sanmaryńczyków pokonał również w rewanżu na PGE Narodowym.

- Adam robi niesamowite postępy, jego mocną stroną jest nie tylko wybieganie i waleczność. Cieszę się, że mamy tak wielu różnorodnych napastników na światowym poziomie. To nasz wielki atut - cmoka z zachwytu Paulo Sousa.

W Tiranie Buksa bramki nie strzelił, ale był cierniem w oku obrońców Albanii. Walka z rosłym napastnikiem New England Revolution przez 71 kosztowała ich utratę wielu sił. Tych później zabrakło, by upilnować Karola Świderskiego, który rozstrzygnął spotkanie na korzyść "Biało-Czerwonych". 

Tylko czekać, aż po starszego z braci Buksów zgłosi się klub z silniejszej od MLS ligi. Tak jak się to stało z Frankowskim, który nie musi już latać za Atlantyk, tylko do Francji. 

Karol Świderski oczkiem w głowie Sousy

Trzecim dzieckiem, a zarazem oczkiem w głowie Paula Sousy jest Karol Świderski.

U Miłosza Stępińskiego w kadrze do lat 20, czy u Czesława Michniewicza w młodzieżówce nie zdobył ani jednej bramki. U Sousy trafia jak snajper. Pokonał bramkarza rywali już w debiucie, w marcowej wygranej 3-0 z Andorą, w eliminacjach do MŚ. Za wyjątkiem zremisowanego 3-3 spotkania z Węgrami w Budapeszcie, Karol wystąpił w każdym meczu kadry pod wodzą Sousy.

Przed nastaniem ery Portugalczyka nikomu nie wpadło do głowy, by powołać Świderskiego, choć ten był już dojrzałym piłkarzem, od stycznia 2019 r. grającym w ekstraklasie Grecji. Inna rzecz, że konkurencja w kadrze była wtedy nietuzinkowa. Jerzy Brzęczek, oprócz Roberta Lewandowskiego, miał przecież do dyspozycji szalejącego w Serie A Krzysztofa Piątka i Arkadiusza Milika grającego wówczas w Napoli.

CZYTAJ TEŻ: Obrzydliwy atak na Świderskiego! Żona reaguje

- Cieszę się, że w meczu z Albanią bramkę strzelił akurat Karol. Pamiętam jak bardzo był krytykowany, gdy powołałem go po raz pierwszy - uśmiechał się w Tiranie Paulo Sousa.

CZYTAJ TEŻ: Karol Świderski, czyli morderca o twarzy dziecka

Pięć goli w 12 meczach w narodowych barwach - to wizytówka Karola, o jakiej jeszcze rok temu nawet nie śnił. A ma przecież już 24 lata. Musiał przyjechać człowiek z Portugalii.



Kacper Kozłowski najmłodszym "dzieckiem" Portugalczyka

Najmłodszym "dzieckiem" Portugalczyka jest 17-latek z Pogoni. Kacper Kozłowski legitymuje się nie tylko wielkim talentem, młodym wiekiem, ale też dobrą grą. Na Euro 2020 przeciw Hiszpanom grał jak równy z równym. Sousa, za radą Macieja Stolarczyka postawił na niego.

- To trener Sousa wraz ze swym sztabem podjął decyzję o powołaniu Kacpra. W meczu decydującym z Hiszpanią Kozłowski wszedł na boisko i moim zdaniem był wzmocnieniem zespołu - opowiada Interii Maciej Stolarczyk. 

Kapitan kadry Robert Lewandowski docenia również umiejętności i talent Kozłowskiego. Wypowiada się o nim w samych superlatywach, podobnie jak o Jakubie Moderze rok temu. Lechita wyjechał szybko do Premier League, bijąc rekord transferowy w historii PKO Ekstraklasy.

- Patrząc na to, jak wygląda i się porusza, nie powiedziałbym, że ma tyle lat. Faktycznie ma talent i to widać. Jeśli będzie robił wszystko z głową, to jest przed nim świetlana przyszłość - ocenił Lewandowski.

CZYTAJ TEŻ: Baraże o mundial: z kim i kiedy Polacy zagrają?

- Powiedziałem mu, żeby postarał się osiągnąć dwucyfrową liczbę asyst lub bramek, zanim wyjedzie z Polski. Wtedy będzie mu łatwiej w silniejszej lidze. Wybór klubu i ligi powinien należeć do niego, a nie do osób, które mu podpowiadają - dodał "Lewy".

Michał Helik alternatywą

W marcu Sousa podał też rękę Michałowi Helikowi, na którego nie zwrócił uwagi żaden z selekcjonerów. Tylko Michał Probierz w Cracovii prorokował reprezentacyjną przyszłość wychowankowi Ruchu, ale też zdarzało się mu wstawiać go do słynnej "zamrażarki".

Michał zadebiutował w tym samym czasie, co Sousa jako selekcjoner "Biało-Czerwonych", w zremisowanej 3-3 wyprawie do Budapesztu. Pierwszy występ nie został wzięty z marzeń. Helik został zmieniony przed upływem godziny, przy stanie 0-2 i jednocześnie Sousa zrozumiał, że nie warto przekreślać Kamila Glika. Nie zmienia to faktu, że Helik zanotował w kadrze już siedem występów, w tym trzy po 90 minut. Stanowi alternatywę dla Portugalczyka również z tego powodu, że regularnie występuje w ciężkiej dla obrońców lidze, jaką jest Championship (FC Barnsley).

Michał Białoński, Interia 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje