Reklama

Reklama

Eliminacje MŚ 2022

Do czego dopuścił Sousa? Te szkody da się naprawić?

Piękne oblicze kadry Sousy to wysoki pressing i momentami gra ofensywna, jakiej zazdrości nam pół Europy. Nie możemy zapomnieć też o drugim - słabe wyniki. Najsilniejsza drużyna, jaką pokonaliśmy w mijającym roku to Albania, a średnia zdobytych punktów na mecz w czasach Portugalczyka jest słabsza niż za kadencji Jerzego Brzęczka.

Paulo Sousa ma prostą drogę: jeśli chce dalej pracować z "Biało-Czerwonymi", musi pokonać Rosję na Łużnikach, co nie udało się przed nim żadnemu selekcjonerowi Polaków.

Paulo Sousa punktuje gorzej od Jerzego Brzęczka

Niczym jego wielki poprzednik Leo Beenhakker stara się nas przeprowadzić na jasną stronę Księżyca, prezentując 30 strzelonych bramek w drodze na mundial, w czym wyprzedziły nas tylko Anglia, Niemcy i Holandia. I to jest piękne oblicze. Nie jesteśmy jednak w ciemię bici, potrafimy rzucić okiem na średnią punktową za jego kadencji. I co się okazuje? Zdobywamy tylko 1.53 pkt na mecz. Łapiemy się za głowę i mówimy: "Panie Sousa, ale nawet za Jurka Brzęczka, na którego narzekała cała Polska zdobywaliśmy 1.71 pkt na mecz".

Reklama

Nikomu nie trzeba przypominać, że za Brzęczka nie graliśmy z mocarstwami pokroju San Marino czy Andory, za to aż cztery razy z Włochami, a dwukrotnie z Holandią i Portugalią. Brzęczek pokonywał 23. wówczas na świecie Austrię. Ale ponad pół Polski narzekało na styl gry, od patrzenia na którą bolały zęby.

Sousa odsunął zespół od własnej bramki

Dlatego Zbigniew Boniek sięgnął po Paula Sousę. Portugalczyk, nie bacząc na piłkarzy, jakimi dysponuje, ustawił drużynę znacznie wyżej od własnej bramki. Przemodelował ją do gry na trzech środkowych obrońców, których w fazie walki o odbiór piłki wspomaga, w bocznych sektorach boiska, dwóch wahadłowych. 

Nie można selekcjonerowi zarzucić, że ta bardziej śmiała taktyka nie daje efektów, ale przynosi nie tylko te pozytywne. Z jednej strony, bez wątpienia, odbieramy piłkę częściej na połowie rywala, czasem nawet pod jego polem karnym, dzięki czemu strzelamy bramki, jak w wyjazdowym meczu z Anglią na Wembley. Z drugiej jednak, zapamiętale atakujący zespół jest pozbawiony asekuracji w defensywie. Przez to jeden błąd daje szanse rywalowi na ugodzenie "Biało-Czerwonych". Karcili nas za te potknięcia obronne nie tylko Szwedzi na Euro 2020, ale nawet ubogie piłkarsko San Marino.  

Koniec końców ostateczny rozrachunek dotychczasowych meczów Paula Sousy nie zachwyca. Portugalczyk chciał nas zadowolić wygraną nad 66. na świecie Albanią. To najwyżej lokowany rywal, jakiego udało mu się pokonać. Nawet Węgry z 39.  pozycji okazały się za mocne w dwumeczu.

Najlepsze mecze za kadencji Sousy. 1-1 z Hiszpanią w Sewilli

Zastanówmy się nad topowymi trzema meczami reprezentacji za kadencji Sousy.

Po porażce ze Słowacją w Petersburgu, do Sewilli jechaliśmy jak na ścięcie. Współgospodarze Euro 2020 nie mogli sobie pozwolić na wpadkę, po falstarcie, jakim uznali 0-0 ze Szwecją. 

I dość szybko, bo już po 26 minutach Alvaro Morata, po akcji Gerarda Moreno, dał "La Roja" prowadzanie. Bartosz Bereszyński stał za głęboko, przez co nie złapaliśmy rywali w pułapkę ofsajdową. Spalonego początkowo pokazał sędzia, ale po interwencji VAR-u gola uznano. "Bereś" też nie upilnował Moraty.
Wyrównać mogliśmy jeszcze przed przerwą, gdy wysoki pressing Tymoteusza Puchacza dał nam piłkę, Karol Świderski trafił w słupek, a dobitkę Roberta Lewandowskiego obronił Unai Simon.

Tymczasem dośrodkowanie Kamila Jóźwiaka, wygrany pojedynek powietrzny z Aymerikiem Laporte i główka Roberta Lewandowskiego dały nam bramkę wyrównującą. O mały włos nie straciliśmy go w 58. min, ale po faulu Jakuba Modera Moreno z rzutu karnego trafił w słupek, a dobitka Moraty była niecelna. W końcówce remis uratował nam Szczęsny, rzucając się pod nogi Moraty i przyjmując strzał na głowę.

Dzięki podziałowi punktów prolongowaliśmy swe szanse na awans z grupy.

Zobacz TOP 5 bramek i interwencji z Ligi Mistrzów - sprawdź teraz!

Remis z Anglią na PGE Narodowym

Po tym meczu o "Biało-Czerwonych" zrobiło się głośno w Europie, a Sousą zaczęły się interesować zagraniczne media i kluby. Oczywiście, uśmiechnęło się do nas szczęście, wszak wyrównującą bramkę strzeliliśmy w ostatnich sekundach, ale szczęściu trzeba pomóc. A Sousa to zrobił. Odkurzył po dwóch latach dla kadry Damiana Szymańskiego, który po akcji Jakuba Modera i dośrodkowaniu Roberta Lewandowskiego zdobył bramkę na 1-1.

Wicemistrzowie Europy po raz pierwszy w tych eliminacjach do MŚ stracili punkty i w swej bezsilności majaczyli o rzekomym rasizmie w wykonaniu Kamila Glika. Rzadko się zdarza, by Polska, bez wydatniej pomocy bramkarza zapunktowała w starciu ze światowym mocarstwem, a w meczu z "Wyspiarzami" Wojciecha Szczęsnego wielu ekspertów obciążało utratą bramki na 0-1, po strzale z 30 m Harry'ego Kane'a.

Wygrana 1-0 z Albanią w Tiranie

Ten mecz był rozgrywany w ekstremalnych warunkach, z uwagi chuligańskie wybryki kibiców gospodarzy. Już podczas Mazurka Dąbrowskiego na nasz hymn i naszych piłkarzy gwizdano, buczano, tupano. Później wielokrotnie na w kierunku podopiecznych Sousy rzucano czym popadnie, mecz był przerywany. Nasi piłkarze mieli prawo czuć się jak w piekle. 

Po pięknym podaniu Mateusza Klicha Karol Świderski zamknął akcję na lewym skrzydle i z powietrza trafił do siatki. Radość "Biało-Czerwonych" jeszcze bardziej rozwścieczyła Albańczyków, którzy obrzucili naszą ferajnę. Luzem i humorem błysnął Wojciech Szczęsny. Podniósł jedną z rzuconych w niego butelek. Napił się z niej wody i podziękował napastnikom.

Tych występ(k)ów Sousa i spółka powinni się wstydzić. Nie tylko 1-2 z Węgrami

Listopadowa porażka z Węgrami na PGE Narodowym nie miała prawa się zdarzyć nie tylko dlatego, że straciliśmy rozstawienie w barażach i miano niepokonanej drużyny w swym mateczniku. Również z tego powodu, że rywal grał bez pięciu kluczowych zawodników. Okazało się przy okazji, że system gry pracującego z "Bratankami" od trzech i pół roku Marco Rossiego znacznie lepiej funkcjonuje niż ten nasz. Zwłaszcza w obronie. Po kontrze i strzale Adama Gazdaga straciliśmy bramkę na 1-2, co pozbawiło nas rozstawienia.

Skandalem były kulisy ustalania kadry na mecz z Węgrami. Robert Lewandowski zagrał cały mecz z o klasę słabszą Andorą, a na batalię z Węgrami Sousa przystał na jego wniosek o wolne. Kapitan potrzebował odpocząć i zrealizować kilka prywatnych projektów. W obawie o pauzę w barażach za żółte kartki oszczędzony został też szef obrony Kamil Glik. Pauzować za kartki nie musiał Grzegorz Krychowiak, ale już w Andorze zaczęły się kalkulacje, że lepiej, aby "Krycha" się z kartek "wyczyścił", pauzując w spotkaniu z Węgrami. Do tego Sousa wpadł na pomysł, że w I połowie oszczędzi Piotra Zielińskiego. I nieszczęście było gotowe. Piłkarzy pożegnały gwizdy. Zasłużone. Tak "Biało-Czerwoni" zamknęli rok 2021.  

Porażka 1-2 ze Słowacją na Euro 2020

Wszyscy się zgadzamy co do faktu, że pierwszy nasz rywal na Euro 2020 był w zasięgu. I wystarczyło z nim wygrać, by później, w meczu ze Szwedami nie być skazanym na pogoń o zwycięstwo. Słabe przygotowanie, bardziej mentalne niż fizyczne, sprawiło, że to podopieczni Stefana Tarkovicza cieszyli się z wygranej. Jedynej na Euro 2020. A nam pozostała matematyka i liczenie na cud.

Rozbroiliśmy się niema identycznie jak w meczu z Senegalem na MŚ w Rosji. W Petersburgu również zaczęliśmy od samobójczego trafienia. Na mundialu "swojaka" strzelił Thiago Cionek, a na Euro zrobił to Wojciech Szczęsny, od którego pleców odbita piłka wpadła do siatki. Nieszczęście zaczęło się od przegranego dryblingu przez Bartosza Bereszyńskiego (przy biernej postawie Kamila Jóźwiaka) z Robertem Makiem. Mak jeszcze kilka miesięcy wcześniej był bezrobotnym, zanim nie zatrudnił go Ferencvaros.

Wprawdzie w 46. min, po podaniu Macieja Rybusa wyrównał Karol Linetty, ale ostatnie słowo należało do kapitana Słowacji. Milan Szkriniar ugodził nas po rzucie rożnym Marka Hamszika i nie znaleźliśmy odpowiedzi. 

Porażka 2-3 ze Szwecją

Po cudownym remisie z Hiszpanią mieliśmy los we własnych rękach. Ale musieliśmy pokonać Szwecję, z którą nigdy nie grało nam się łatwo, by awansować. 

Zaczęliśmy koszmarnie. Nie minęły 85 sekund, gdy Emil Forsberg po raz pierwszy pokonał Wojciecha Szczęsnego. Wystarczył wrzut z autu, wymiana dwóch podań, przeniesienie akcji przed pole karne, gdzie pojedynek przegrał Bartosz Bereszyński, Kamil Jóźwiak nie trafił w piłkę i Szwed huknął do siatki z 15 m.
Wyrównać powinniśmy w 17. min, ale Robert Lewandowski, po rzucie rożnym, dwa razy główkował w poprzeczkę. Sędziowie przegapili też ewidentny faul na Grzegorzu Krychowiaku, który chciał wbić piłkę do pustej bramki, stojąc tuż przed linią.

Cóż z tego, że później mieliśmy przewagę, jak kontra Kulusevskiego, od którego niczym piłeczka pingpongowa odbił się Przemysław Frankowski i strzał Forsberga dały Szwedom dwubramkowe prowadzenie. 

Wydawało się, że jesteśmy już wyeliminowani, ale do tlenu podłączył nas Robert Lewandowski. Najpierw wykorzystał podanie Piotra Zielińskiego i nie robił sobie nic z tego, że pilnuje go dwóch Szwedów, by trafieniem w dalszy róg zniżyć na 1-2. W 84. min, po szybkiej akcji i dośrodkowaniu Frankowskiego, "Lewy" wyrównał. Potrzebowaliśmy trzeciej bramki, ale zdobyli ją Szwedzi. W doliczonym czasie do II połowy ugodził nas Claesson. I Polska musiała wracać do domu po trzech meczach fazy grupowej.
- Gdybym to ja na Euro zdobył tylko jeden punkt, to nie miałbym powrotu do Polski - trafnie skomentował Jerzy Brzęczek.

Remis 3-3 z Węgrami

Paulo Sousa zaczął przygodę z naszą kadrą w Budapeszcie, od remisu 3-3 z Węgrami, u progu eliminacji do katarskiego mundialu. Wyciągnął jedną, ale ważną nauczkę z tej konfrontacji: stanowczo za wcześnie jest odstawiać z wyjściowego składu Kamila Glika. Wprawdzie zwrotność i szybkość nie są jego atutami, ale z uwagi na waleczność i charakter jest nadal niezastąpiony. Nie tylko Jan Bednarek, Michał Helik i Paweł Dawidowicz mogą się od niego tego uczyć.

- Byliśmy drużyną lepszą, nadającą ton grze. Na ogół, gdy strzelasz trzy gole na terytorium rywala to wygrywasz. Nam wystarczyło tylko na remis - żałował Sousa. W marcu można go było bronić, bo dopiero uczył się reprezentacji Polski. W listopadzie, gdy przegrywał z "Bratankami" na PGE Narodowym, nic go nie tłumaczyło.

Paulo Sousa zapewnia, że wyciągnął wnioski. Zobaczymy, czy faktycznie to zrobił. Już 24 marca 2022 r. gramy półfinał barażu z Rosją na Łużnikach. Nie ma już marginesu na pomyłki.  
Michał Białoński, Interia   

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL