Reklama

Reklama

Eliminacje MŚ 2022

Conte wzorem dla Sousy?

W roku mistrzostw Europy i kwalifikacji do mundialu trudno nie zastanawiać się nad wynikami "Biało-Czerwonych" Paulo Sousy. Tym bardziej, że styl gry Polaków nie zachwycił, nie powalił na kolana, a i wynik w Budapeszcie może nas grubo kosztować. Często krytykujemy naszych reprezentantów, twierdząc, że to ich dyspozycja i postawa są ważniejsze niż jakikolwiek najlepszy nawet system portugalskiego selekcjonera. Przykład Italii z ostatnich mistrzostw Europy zdaje się temu przeczyć.

Po wywalczeniu mistrzostwa świata w 2006 roku, podczas trzech ostatnich euroczempionatów Włochy docierały do ćwierćfinałów w 2008 roku, finału w 2012 i ponownie ćwierćfinałów w 2016. Ktoś powie - gdzie nam równać się do piłkarzy z Półwyspu Apenińskiego? I zwłaszcza podczas tych dwóch pierwszych imprez miałby rację. Ale...

W mistrzostwach Europy w Austrii i Szwajcarii w szeregach Italii wciąż brylowali świeżo upieczeni złoci medaliści mundialu z 2006 roku. Ostatecznie ekipa Roberto Donadoniego odpadła po rzutach karnych z Hiszpanią, późniejszym triumfatorem, a w tamtym meczu zagrali między innymi Buffon, Zambrotta, Grosso, De Rossi, Perrotta, Toni, Del Piero i Camoranesi.

Reklama

Cztery lata później znów w ostatnim spotkaniu ulegli Hiszpanii, ale tym razem był to już wielki finał, który przegrali 0-4. Wówczas w ich szeregach występowali Buffon, Barzagli, Pirlo i De Rossi. W 2016 roku jednak nie było już tak różowo.

Sturaro lepszy niż Klich?

W czasie ostatnich mistrzostw Europy, kiedy także podopieczni Adama Nawałki zachwycali naszych kibiców, Włosi znowu odpadli po rzutach karnych. Tym razem z Niemcami. Ale cóż to była za drużyna - po 10 latach od złotego mundialu wciąż ostali się Buffon i Barzagli, a w obronie monolit tworzyli z nimi Bonucci i Chiellini, ale już wyżej nie mamy nazwisk rzucających na kolana: Florenzi (wówczas w 21. meczu w reprezentacji i mający dwa gole na koncie, a dziś legitymujący się bilansem 42/2), Sturaro (4/0; nigdy więcej nie zagrał w reprezentacji!), Parolo (24/0 i 36/0), Giaccherini (29/4; nigdy więcej nie zagrał!), De Sciglio (26/0 i 39/0), Pelle (17/7 i później już tylko 3/2) i Eder (14/3 i 26/6)! Z ławki weszli zaś Zaza (14/1 i 18/2), Insigne (12/2 i 40/7) oraz Darmian (26/1 i 36/1).

Mimo takiego składu Włosi odprawili z kwitkiem Belgię (2-0), wygrali ze Szwecją (1-0), przegrali z Irlandią (0-1), wyeliminowali Hiszpanię (2-0) i dopiero po karnych ulegli Niemcom (1-1). Dlaczego? Ponieważ Antonio Conte zbudował reprezentację polegającą na żelaznym systemie, podporządkowaniu się taktyce, całkowitemu oddaniu jego zasadom boiskowym. Do tego doszła znakomita atmosfera, niezwykła motywacja i poświęcenie potencjalnych liderów dla dobra drużyny. Największe gwiazdy ekipy Contego występowały w obronie, stąd selekcjoner zbudował reprezentację grającą żelazną defensywę i polegającą na kunszcie swoich ludzi z tyłu. W całym turnieju, w pięciu spotkaniach Italia straciła tylko dwa gole, a mając najgorszy chyba atak od lat, nawet słabszy od aktualnego, zdobyła sześć bramek.

Uwierzyć Sousie

Jaki z tego morał dla nas? Nie wiem, czy Paulo Sousa jest cudotwórcą i będzie potrafił odmienić oblicze biało-czerwonej reprezentacji, ale jeśli miałby tego dokonać, to tylko przez podobne zasady - on jest liderem i głównym dowódcą, jego reguły i pomysły mają panować wszędzie, zarówno na boisku, jak i poza nim. No i oczywiście piłkarze muszą zrozumieć jego schematy i taktykę.

Inaczej skończymy jak w większości naszych mistrzowskich imprez w ostatnim czasie - w fazie grupowej Euro i poza mundialem 2022. Tak jak Włosi w 2010 i 2014 roku, kiedy nie wychodzili z grup mistrzostw świata, a na mundial do Rosji w ogóle nie pojechali.

Marcin Lepa, Polsat Sport



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje