Reklama

Reklama

Eliminacje MŚ 2022

Co dała akcja Cannavaro? Nie mamy selekcjonera!

PZPN odtrąbił sukces: rozwiązanie kontraktu z Paulo Sousą, który musi zapłacić naszej federacji 1.7 mln zł. Problem w tym, że gra toczy się o znacznie większą stawkę. 12 mln euro za awans na mundial. A my wciąż nie mamy nowego selekcjonera, choć od odprawienia Sousy minęły już prawie dwa tygodnie . To woda na rosyjski młyn - pisze Michał Białoński.

Polska nadal bez selekcjonera. Rosjanie wiwatują

"Skandal w reprezentacji Polski. Na trzy miesiące przed barażem z Rosją ucieka selekcjoner. Dla Karpina to plus" - wiwatuje rosyjski dziennik "Sport-Express".

Cezary Kulesza ma swoje pięć minut. Jest na świeczniku. Wszyscy czekają na jego ruch. W wywiadach opowiada, kto zgłosił się do prowadzenia reprezentacji, która kandydatura go nie interesuje, która odpada i u kogo dostrzegł błysk w oku.

Do pracy z Polską palą się sławy, m.in.: Fabio Cannavaro, Andrea Pirlo, Juergen Klinnsmann i nic dziwnego. Jesteśmy dużą federacją, mamy Roberta Lewandowskiego i stać nas na gażę na poziomie 100 tys. euro miesięcznie za zgrupowanie raz na dwa-trzy miesiące. To wymarzona robota dla trenera.

Reklama

W minioną sobotę prezes Cezary Kulesza spotkał się w Warszawie z Cannavaro i choć nie padły żadne deklaracje, Włoch, bądź jego menadżer "sprzedali" do La Gazzetta dello Sport informację, że PZPN jest gotów zapłacić dwa miliony euro rocznie i podpisać dwuletni kontrakt. Dla porównania, Sousa zarabiał 900 tys. euro za rok. Sygnał poszedł w świat - PZPN dobrze płaci.

Problem w tym, że czas nam ucieka.

- Nie da się powiedzieć, kiedy zostanie wybrany nowy selekcjoner. Zanim umowa zostanie podpisana, to trener będzie miał swoich prawników, którzy będą analizować umowę dzień-dwa, my tak samo. Będą nanosić poprawki, każdy będzie miał uwagi. Będę się starał, aby się udało do zarządu, który się zbiera 19 stycznia. Może być wcześniej, a może być dzień po zarządzie. Po moim wyborze skonsultuję decyzję z członkami zarządu - opowiadał w Sport.pl prezes Kulesza.

Nie zabierajmy czasu selekcjonerowi

To nie jest wcale takie proste. Nawet gdyby Kulesza postawił na faworyta kibiców i reprezentantów Polski Adama Nawałkę, to i tak nowy selekcjoner będzie miał dramatyczny deficyt czasu. Ułożenie sztabu, dotarcie do liderów kadry, rozmowa z nimi, zapełnienie banku informacji na temat "Sbornej", wymyślenie strategii na mecz i przekazanie jej drużynie, bez możliwości solidnego przetestowania podczas treningów - to ogrom obowiązków.

Wszak w poniedziałek 21 marca drużyna się zbierze po raz pierwszy w tym roku, we wtorek przeprowadzi jedyny długi trening, a w środę będzie musiała się już przenieść do Moskwy, na czwartkowy mecz na Łużnikach. Dlatego nie będzie pewnie mowy o znaczącej zmiany w taktyce, w stosunku do tej, którą przez rok proponował drużynie Paulo Sousa.

Już po porażce z Węgrami można było szukać wariantu B

Zadziwiające są dwa fakty. Pierwszy, że Kulesza nie miał wąskiego grona kandydatów na następcę Portugalczyka. Wszak przegrana przez niego w listopadzie potyczka z Węgrami, a wraz z nią utracone rozstawienie w barażach, była już wystarczającym sygnałem alarmowym, by szukać wariantu B. Nie dało się z nikim podpisywać umowy, ale można było być po słowie z następcą, na wypadek, gdyby Sousie podwinęła się noga w barażach. Można było zawęzić grono poszukiwań do chociażby trzech nazwisk. Kilka dni temu prezes Kulesza mówił nawet o 12 kandydatach. - Mamy zatem "jedenastkę" plus bramkarz - uśmiechał się.

Druga dziwna sprawa, to brak kontaktu prezesa Kuleszy z Adamem Nawałką. Jest on absolutnym faworytem reprezentantów Polski, ale też kibiców - spośród ponad 112 tys. głosujących w ankiecie Interii, aż 52 procent wskazało właśnie na Nawałkę, a akurat z nim prezes Kulesza nie rozmawiał.

- Z tego co wiem, Adam jest za granicą - tłumaczył prezes w minioną sobotę w rozmowie z Viaplay.

Zagraniczny wyjazd Nawałki w kontakcie z nim nie przeszkodził niżej podpisanemu czy Romanowi Kołtoniowi z "Prawdy Futbolu", któremu pan Adam zadeklarował powrót pierwszym samolotem, jeśli zajdzie taka potrzeba.

Zatem PZPN znalazł czas na rozmowę z kandydatem urwanym trochę z choinki, jak Cannavaro, który był świetnym piłkarzem, ale trenerem jest zaledwie od sześciu lat i poza Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi i Chinami nigdzie nie pracował, a nie miał go na telefoniczną choćby rozmowę z Nawałką, który jako jedyny zna tę kadrę?!

Skoro marnuje się czas na spotkania z takimi kandydatami jak Cannavaro, można odnieść wrażenie, że nowy selekcjoner "Biało-Czerwonych" będzie miał rok na testy, mecze kontrolne, a nie 73 dni do arcyważnej batalii o wyjazd na MŚ.

Drużyna ma prawo czuć się zaniepokojona brakiem kapitana okrętu z szyldem "reprezentacja Polski". Wyrazili to m.in. Kamil Jóźwiak na kanale "Prawda Futbolu", jak i Robert Lewandowski po meczu z Borussią Moenchengladbach.

"W każdym wypadku nowy selekcjoner Polaków będzie musiał budować drużynę w biegu, wobec dramatycznego braku czasu, z perspektywą barażu, od którego zależy być albo nie być na MŚ. To sytuacja znacznie gorsza od tej, w jakiej znalazł się Karpin latem, gdy przejmował "Sborną". - analizuje "Sport-Express". Spróbujmy mu pokazać, że jest w błędzie i potrafimy wydostać się z biedy po rejteradzie Sousy, mimo ekstremalnie ciężkich warunków. Po prostu, nie kradnijmy czasu nowemu selekcjonerowi. On i tak będzie pracował z nożem na gardle. Dając mu kilka dni więcej na przygotowania, spowodujemy, że ów nóż będzie mógł obrócić na tępą stronę.

- Chcę wybrać selekcjonera jak najszybciej. Wybierzemy też bezpieczną dla PZPN-u opcję, jeśli chodzi o zapisy w kontrakcie - powiedział Interii prezes Cezary Kulesza.

Michał Białoński, Interia 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje