Reklama

Reklama

Eliminacje MŚ 2022

Artur Wichniarek: To nie jest żadne "złote pokolenie"

Artur Wichniarek jest zdania, że oczekiwania, stawiane przed reprezentacją Polski są zbyt wygórowane. - To nie jest żadne "złote pokolenie" - pisze w swoim felietonie.

Wygrana z Albanią dała nam drugie miejsce i jak na razie gwarantuje start w barażach. To był cel nadrzędny i mam nadzieję, że w każdym kolejnym meczu będzie tylko lepiej. Po spotkaniu z Anglią (1-1) powiedziałem, że od teraz następne występy reprezentacji będziemy oceniać zderzając je z bardzo dobrą grą Polaków z Wyspiarzami.

Grając z Anglikami, wyglądaliśmy bardzo dobrze, wysokim pressingiem zdominowaliśmy w pierwszej połowie rywali, którzy na dobre już do gry nie wrócili, a w całym meczu stworzyli sobie jedną sytuację, którą wykorzystali. Tamto spotkanie było wyjątkowo udane również pod względem mentalnym. Potrafiliśmy wrócić do gry po stracie bramki, co nie udało nam się np. ze Słowacją podczas Euro. 

Reklama

Jak ważne jest to mentalne przygotowanie można się było przekonać podczas meczów finałowych Ligi Narodów, które miałem okazję oglądać i komentować ze stadionu w Mediolanie i Turynie. Poziom tych rozgrywek był piłkarską poezją. Tempo rozgrywania akcji, zaawansowanie techniczne poszczególnych zawodników, niesamowita elastyczność taktyczna zapierała dech w piersiach. Ręce same składały się do oklasków.

To właśnie przygotowanie mentalne pozwoliło reprezentacji Włoch, grającej całą drugą połowę w dziesiątkę, walczyć z Hiszpanią do końca o zwycięstwo i strzelić "Furia Roja" bramkę. Francja odwracająca losy meczu w półfinale z 0-2 na 3-2 po golach Benzemy i Mbappe, to również przykład tego, jak ważna jest wiara we własne możliwości. Zawiodła tylko reprezentacja Belgii, której dzisiejsze pokolenie, podobnie jak nasze, określane jest mianem złotego, ale po raz kolejny w decydujących momentach turnieju nie stanęło na wysokości zadania.

Liga Narodów otworzy Polakom oczy?

Ten turniej dla polskich kibiców miał też inny - "edukacyjny" wymiar. Uświadomił - przyznaje także i mnie, że oczekiwania co do naszych możliwości, a co za tym idzie wyników, są jednak zbyt wygórowane. Może jest to bardzo dobra i utalentowana generacja, ale na pewno nie mamy na tyle silnej drużyny, żeby na stałe móc nawiązać rywalizację z reprezentacjami, które wymieniłem na wstępie. Nie oszukujmy się, ale Grzesiek Krychowiak nigdy nie będzie Paulem Pogbą, Kamil Glik nie będzie Giorgio Chiellinim, a Tymek Puchacz nie będzie Theo Hernandezem, czy Leonardo Spinazzolą, a Piotrek Zieliński Kevinem de Bruyne.

Faktycznie, musimy zacząć się cieszyć z samych awansów na wielkie imprezy, a potem jechać na nie bez żadnych oczekiwań. Wszystko, co uda się ugrać, będzie trzeba przyjąć z radością. Z naszej drużyny jedynie Robert Lewandowski może i skutecznie rywalizuje z tymi zawodnikami, a co więcej jest dzisiaj jednym z 10 najlepszych piłkarzy tych czasów. To jedyny nasz zawodnik klasy światowej, a przecież jeden gracz, to zdecydowanie za mało, żeby myśleć o sukcesach.

Mamy kilku bardzo dobrych zawodników grających w liczących się w Europie klubach i kilku dobrych, bo mających w miarę pewne miejsce w 11-tkach klubowych. Jednak nikt za naszych reprezentantów nie będzie płacił 50 czy 100 mln euro, jak ma to miejsce w dzisiejszych czasach, gdy kluby są skłonne płacić za wiodących zawodników takie kwoty.

Potwierdzenie mojej tezy będziemy mieli za kilka miesięcy, kiedy jeden z większych talentów ostatnich lat, jakim określa się Kozłowskiego, będzie odchodził z Pogoni Szczecin. Chłopak ma ogromny talent, który dostrzegł również trener Sousa, ale w decydujących meczach selekcjoner jednak jest świadomy jego braków i na "małolata" nie stawia. 

Czytaj całość na Polsatsport.pl!



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy