Reklama

Reklama

Eliminacje MŚ 2022

Anglia - Polska. Szkodliwy mit Wembley? Jak rodził się głęboki kompleks

Zestresowani Polacy szykujący się do meczu życia i zrelaksowani Anglicy pewni swojej wyższości. W ostatnich 35 latach, gdy pół świata leczyło kompleks ojczyzny futbolu, my tkwimy w nim do dziś po uszy. Dlaczego?

Mecze z 1973 roku obrosły legendą. I mitem. Jeden z nich utrzymuje, że drużyna Kazimierza Górskiego dokonała cudu eliminując Anglików z mistrzostw świata w RFN. Zwycięstwo 6 czerwca na Stadionie Śląskim 2-0 było jednak bezdyskusyjne. Wygrała drużyna lepsza. Trudno było w tym dostrzec rękę opatrzności. Przed rewanżem na Wembley Polacy zremisowali 1-1 z Holandią z Cruyffem, Neeskensem i całą grupą genialnych piłkarzy, którzy na mistrzostwach w RFN mieli dotrzeć do meczu o złoto. Drużyna Górskiego mogła być w Europie niedoceniana, ale klasy z pewnością jej nie brakowało.

Reklama

Kadra Kazimierza Górskiego nie potrzebowała cudu

O cudzie na Wembley opowiadają nawet bohaterowie tamtego wieczoru z 17 października. Jan Tomaszewski temu zaprzecza mówiąc: - Obroniłem tylko te strzały, które powinienem był obronić.

W 88. min Mirosław Bulzacki wybił piłkę z pustej bramki po błędzie Tomaszewskiego. - Gdyby nie tamta interwencja, może nigdy byśmy nie zaistnieli - zastanawiał się potem obrońca. Tomaszewski przekonuje, że taki był pomysł Górskiego. - Ja miałem wykorzystywać przewagę rąk i walczyć z Anglikami w polu karnym o górne piłki, a wtedy nasi stoperzy Bulzacki i Gorgoń wchodzili do pustej bramki, by ją zabezpieczyć.

Ile było cudu w tamtym remisie? W 57. minucie Jan Domarski zdobył gola na 1-0 dla Polski uznanego przez "The Times" za jednego z 50 najważniejszych w historii piłki. Sześć minut później w starciu z Adamem Musiałem w polu karnym symulował Martin Peters (przyznał się do tego w swojej autobiografii), a sędzia podyktował jedenastkę. Gol wyrównujący dla Anglii nie powinien był więc paść. W 81. min Roy Mc Farland złapał za koszulkę wybiegającego sam na sam z Peterem Shiltonem Grzegorza Lato. Dziś byłaby za to czerwona kartka, wtedy tylko żółta. Trzy minuty później Lato zmarnował pojedynek z angielskim bramkarzem. Polakom nie brakowało okazji na kolejne bramki.

Anglicy też mieli swoje szanse, atakowali cały mecz. Teorię, że na mundial do RFN pojechała wtedy drużyna lepsza, dałoby się jednak obronić. Zespół Alfa Ramseya przegrał, bo był słabszy.

Z dzieciństwa pamiętam puste ulice Warszawy w godzinie tamtego legendarnego meczu, które zapełniały się ludźmi z flagami po jego zakończeniu. Grupa młodzieży wybrała się pod ambasadę Wielkiej Brytanii, by zaśpiewać Mazurka Dąbrowskiego. Być może mit cudu, który 48 lat temu wydarzył się na Wembley, szkodzi polskiej piłce. Utrwala przekonanie, że aby pokonać Anglików trzeba wsparcia sił nadprzyrodzonych.

Anglików bili wszyscy. No, prawie wszyscy

Fakty? Od 1966 roku piłkarska reprezentacja Anglii nie dokonała więcej niż Polska. Na mundialach wywalczyła dwa czwarte miejsca: we Włoszech w 1990 roku i w Rosji w 2018. Trzy razy nie udało się jej zakwalifikować na mistrzostwa: w 1974, w 1978 i w 1994 roku. Przed mundialem w USA "The Guardian" dowcipnie komentował: "Z futbolem jest jak z motoryzacją. Nauczyliśmy świat używać samochodów, a dziś jeździmy po niewłaściwej stronie".

Potwierdzały to wyniki mistrzostw Europy. W całej ich historii Anglicy tylko raz awansowali do strefy medalowej, gdy organizowali turniej w 1996 roku. Euro wygrywali: Związek Radziecki, Czechosłowacja, Dania, Grecja, Portugalia - czyli drużyny o mniejszej renomie niż Anglia. W 2016 roku w półfinale we Francji była Walia, podczas gdy Anglicy przepadli dwie rundy wcześniej z Islandią.

Kompleks ojczyzny futbolu leczyli wszyscy. Bili Anglię Czesi, Rumuni, Irlandczycy, ZSRR, Norwegowie, Szwedzi, Duńczycy, Portugalczycy, Urugwajczycy. O wielkich jak Niemcy, Włosi, Francuzi, Brazylijczycy, Argentyńczycy nie wspominając. Na mistrzostwach świata w 2014 roku Anglia zajęła ostatnie miejsce w grupie wygranej przez Kostarykę. I tylko w meczach z Polakami ojczyzna futbolu wciąż wygląda na potęgę.

Zaczęło się od hat tricka Gary’ego Linekera na mundialu w Meksyku w 1986 roku. W fazie grupowej Polska poległa 0-3. Poznałem angielskiego snajpera w listopadzie 1991 roku, gdy przyjechał do Poznania na rewanżowe spotkanie kwalifikacji do Euro’92. Zgodził się porozmawiać po hiszpańsku, w latach 1986-1989 grał w Barcelonie. Zdobył dla Katalończyków 43 gole. Opowiadał o tym, jak trener Johan Cruyff chciał z niego zrobić skrzydłowego, co zakończyło się odejściem do Tottenhamu. Następnego dnia po naszej rozmowie Polska prowadziła z Anglią 1-0 do 77. min, gdy strzałem przewrotką Lineker zapewnił gościom remis i awans na Euro w Szwecji. Zajęli tam jednak ostatnie miejsce w grupie.

Kaci reprezentacji Polski

Lineker zdobył w meczach z Polakami aż sześć goli. Nasi piłkarze byli jego ulubioną ofiarą. Następną gwiazdą angielskiej piłki, którą poznałem był David Platt przy okazji meczu kwalifikacyjnego do mundialu w USA. W sezonie 1991-1992 Platt był piłkarzem włoskiego Bari, gdzie prowadził go trener Zbigniew Boniek. Potem przeniósł się do Juventusu. Serie A była wtedy najlepszą ligą świata.

Rozmawialiśmy w przeddzień meczu z Polakami w Chorzowie. Od Anglika emanowała głęboka pewność siebie. Następnego dnia jego drużyna przegrywała 0-1 aż do 84. minuty. Wyrównał Ian Wright. Grupę wygrali Norwegowie przed Holendrami. 4 pkt zdobyte z Polską nie dały Anglii awansu na mundial. Na Wembley drużyna Andrzeja Strejlaua padła 0-3. Gole zdobyli Les Ferdinand, Paul Gascoigne i Stuart Pearce.

Następnym katem Polaków był Alan Shearer, w eliminacjach MŚ 1998 roku. W kwalifikacjach Euro 2000 hat-tricka na Wembley wbił Polsce Paul Scholes. Pomocnik Manchesteru United strzelał nogą, głową i ręką. Po Euro 2004 zrezygnował z kadry uważając, że koledzy robią sobie z niej kpiny.

W kwalifikacjach mundialu w Niemczech Anglicy ograli Polskę dwa razy po 2-1: na Stadionie Śląskim i na Old Trafford Manchesterze.  Gole zdobywali gracze Wisły Kraków Maciej Żurawski, Tomasz Frankowski i niestety Arkadiusz Głowacki. Ten ostatni trafił do polskiej bramki. To była drużyna Stevena Gerarda, Franka Lamparda, Michaela Owena.

W kwalifikacjach mundialu w Brazylii katem Polaków okazał się Wayne Rooney. To były początki obecnej reprezentacji Polski. Grali w niej Kamil Glik, Kamil Grosicki, Grzegorz Krychowiak, Robert Lewandowski, Arkadiusz Milik, Wojciech Szczęsny, Mateusz Klich, Piotr Zieliński. W środę na Wembley przekonamy się jaką drogę przeszli ci piłkarze w minionych ośmiu latach. Lewandowski osiągnął szczyt, ale kontuzjowany kapitan nie pomoże reprezentacji Polski przełamać głębokiego kompleksu.

Piszę o kompleksie, bo chociaż przez ostatnie 35 lat reprezentacja Anglii miała zwykle lepszych piłkarzy od Polski, katastrofalne wyniki są efektem czegoś więcej, niż tylko różnicy klasy sportowej. Angielska pewność bywała w tym czasie zachwiana pod każdą szerokością geograficzną. Tylko polscy piłkarze czuli się zawsze na Wembley tak, jakby stawali przed plutonem egzekucyjnym. Może również dlatego na punkt wywalczony w Anglii czekamy prawie pół wieku.

Dariusz Wołowski

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL