Reklama

Reklama

Eliminacje MŚ 2022

Anglia - Polska. Przez Wembley zespołu Górskiego zapomnieliśmy o tym sukcesie

Polski zawodnik dostaje piłkę pod angielską bramką i strzałem w krótki róg posyła ją pod pachą angielskiego bramkarza. Opis pamiętnego meczu na Wembley z października 1973 roku? Bynajmniej. Nie tylko raz w historii i nie tylko na Wembley radziliśmy sobie w Anglii.

Anglicy to dla Polski rywal szczególny. Nie tylko dlatego, że z nikim nie graliśmy większej liczby spotkań, głównie w eliminacjach mistrzostw świata. Chodzi o to, że te mecze były szczególne dla polskiego futbolu. Zwłaszcza starcie z Anglikami na Wembley z 17 października 1973 roku, za czasów Kazimierza Górskiego. 

Polacy zremisowali wówczas 1-1, chociaż prowadzili po golu Jana Domarskiego. Gracz Stali Mielec dostał dobre podanie i posłał piłkę pod pachą bramkarza zespołu angielskiego Petera Shiltona. Czy uderzył czysto, czy nie - piłka przy krótkim rogu wpadła do bramki i biało-czerwoni prowadzili.

Reklama

Podobnie mógłby jednak wyglądać opis zupełnie innego meczu, który odbył się w Anglii siedem lat wcześniej. W nietypowym terminie, bo w styczniu 1966 roku, na stadionie Goodison Park należącym do Evertonu Liverpool, reprezentacja Anglii umówiła się na sparing z Polakami. Mecz miał ich przygotować do startu w mistrzostwach świata, które w 1966 roku organizowała Anglia. I zamierzała wreszcie pozbyć się swoich koszmarów z przeszłości.

Anglia na mundialach - same porażki

Anglicy uważali się za kolebkę futbolu. Jako jego kolebka, nie brali jednak udziału w przedwojennych mistrzostwach świata, Ani oni, ani żadna z drużyn z Wysp Brytyjskich nie wzięła udziału w mundialach w 1930, 1934 i 1938 roku. Anglia debiutowała dopiero po wojnie, na brazylijskich mistrzostwach w 1950 roku, dokąd jechała z nadziejami na triumf. Kto inny miałby zostać mistrzem? 

Tymczasem tamten mundial zakończył się klęską Albionu. Po planowym pokonaniu Chile 2-0 doszło do spektakularnej porażki 0-1 z wyszydzanymi przez Anglików piłkarzami Stanów Zjednoczonych, którzy jakoby mieli nie umieć grać w futbol. To pamięta wielu, ale nie każdy już kojarzy, że rozbici tym wynikiem Anglicy przegrali 0-1 także z Hiszpanią i to ona wyszła z grupy, dostając się do czołowej czwórki świata. 

A cztery lata później na drodze do mistrzostwa świata dla Anglików stanął broniący tytułu Urugwaj, który w 1954 roku w Bazylei pobił ich wyraźnie 4-2. Za to podczas mistrzostw w 1958 roku na drodze sukcesu ciekawej drużyny angielskiej stanęła katastrofa lotnicza w Monachium, która zabrała kwiat jej piłkarzy. Osłabiona Anglia nie dała rady świetnej Brazylii Pelego oraz Związkowi Radzieckiemu, znów nie wyszła z grupy. Wspaniały zespół brazylijski (choć bez kontuzjowanego Pelego) stanął też na drodze Anglii podczas mistrzostw w 1962 roku.

Słowem: sukcesów nie było, a mistrzostwa świata za każdym razem oznaczały dla Anglii porażkę i traumę. Mundial w 1966 roku, który sama organizowała, miał to zmienić. A mecz z Polską miał pokazać, że tym razem to już na pewno ekipa angielska będzie najlepsza na świecie.

Polska nigdy nie grała z Anglią

Nie pokazał. Wtedy jeszcze nie była. Na błotnistym, fatalnym boisku w Liverpoolu ekipa angielska miała poważne problemy z niedocenianym zespołem polskim, który nigdy dotąd nie miał okazji zagrać z Anglikami. Przed wojną angielscy piłkarze pojedynkowali się z wieloma drużynami środkowej Europy np. Węgrami, Austrią czy Czechosłowacją, ale jakoś nigdy z Polską! Po niemal stu latach od powstania angielskiej reprezentacji doszło do pierwszego meczu.

Polska wystawiła eksperymentalny skład z czterema debiutantami, którymi byli Henryk Brejza z Odry Opole, Andrzej Rewilak z Cracovii Kraków, Zygmunt Schmidt z GKS Katowice i Jan Wilim z Szombierek Bytom. Obronę Polaków trzymał m.in. Jacek Gmoch z Legii Warszawa, a pierwszym polskim bramkarzem, który zatrzymał Anglię okazał się Marian Szeja z Zagłębia Wałbrzych.

Polska prowadzi z Anglią

To Jerzy Sadek z ŁKS Łódź wpakował piłkę do siatki pod pachą samego Gordona Banksa, uznawanego za najlepszego bramkarza tamtej epoki. Człowiek, który z bliska odbijał strzały genialnych Brazylijczyków, był bezradny przy uderzeniu Polaka, po którym biało-czerwoni prowadzili. Wyrównał dopiero po przerwie Bobby Moore, który podobnie jak i reszta Anglii mógł być zaniepokojony wynikiem tego meczu na pół roku przed mundialem. Nie wiedział jeszcze, że w lipcu wzniesie jednak Złota Nikę. która przed tymi mistrzostwami Anglicy najpierw zgubili, by odnaleźć ją w jednym ze śmietników.

Po meczu w Liverpoolu krążyło wiele pogłosek, łącznie z tym, że miejscowy klub Everton zaproponował strzelcowi gola, by do Polski nie wracał, ale grał dla niego. Reprezentant Polski nie dostał jednak zgody na takie transfer - w latach sześćdziesiątych legalny wyjazd polskiego piłkarza do zachodniego kluby był niemożliwy.

Ten mecz oraz starcie na Wembley w 1973 roku zakończyły się remisami 1-1. To jedyne dwa przypadki, gdy Polska nie przegrała z Anglią na jej terenie.

5 stycznia 1966 roku, Liverpool

Anglia - Polska 1-1 (0-1)

Bramki: 0-1 Sadek (43.), 1-1 Moore (74.)

Anglia: Banks - Cohen, J. Charlton, Moore, Wilson - Stiles, Eastham - Ball, Hunt, Baker, Harris.

Polska: Szeja - Gmoch, Brejza, Oślizło, Rewilak - Suski, Schmidt - Wilim (39. Banaś), Gałeczka, Sadek, Kowalik.

Sędzia: Hannet (Belgia).

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL