Reklama

Reklama

Eliminacje MŚ 2022

Anglia - Polska. Kto ponosi winę za drugą straconą przez Polaków bramkę?

Reprezentacja Polski przegrała w środowym meczu eliminacji mistrzostw świata z Anglią 1-2. Drugie trafienie dla gospodarzy padło w końcówce spotkania. Eksperci w studiu Polsatu zastanawiali się, kto ponosi winę za utratę gola.

Jerzy Mielewski: Trener Sousa chce na tej drużynie "odbić swoją pieczęć". Także personalną. Nie chcę powiedzieć, że tym razem ma alibi, ale jednak graliśmy bez Roberta Lewandowskiego, a od wywiezienia z Anglii punktu dzieliło nas kilka minut. Może więc obrana droga jest dobra?

Jerzy Engel: Droga może jest dobra, ale fakt jest taki, że po trzech meczach mamy cztery punkty. To nie jest dla nas dobry sygnał, nie jest to dobra sytuacja wyjściowa. To jest to minimum, o którym wcześniej mówiłem, że nie można poniżej niego zejść. Z tego minimum trudno będzie się jednak odbić. Teraz zacznie się walka o drugie miejsce w grupie, a Węgrzy wygrywają. Nie będzie łatwo ich dogonić, mimo, że w drugiej połowie graliśmy dobrze. Praca selekcjonera jest jak gra w "Master Mind", tzn. jeżeli masz już pionek na właściwym miejscu, to go nie zmieniasz. Natomiast u Sousy cały czas widzę próby zmienienia czegoś, co nam dobrze wychodziło. Ta para Jóźwiak-Bereszyński bardzo nam się podobała, również pod koniec tego meczu z Anglią. To się znowu sprawdziło. Dlatego dziwne było wyjście z Helikiem, którego zresztą bardzo lubimy, bo to jest twardy, dobry i skuteczny piłkarz. Ale akurat w tym meczu nie był to najlepszy moment do takiej próby. Fajny był powrót Bednarka z Glikiem, to jest para podstawowa. Była i jest, obaj zagrali bardzo skutecznie. Natomiast z tym trzecim... spodziewaliśmy się zupełnie innego wyjścia na mecz w pierwszej połowie.

Reklama

Mówiliśmy, że Anglicy potrafią operować piłką, są bardzo szybcy, potrafią konstruować akcje. A gole tracimy po stałych fragmentach gry, rzucie karnym i rzucie rożnym.

Artur Wichniarek: Zauważmy, jak do dośrodkowania, które mogłoby się wydawać nieco "przeciągnięte", wyszedł Stones. Wybił się z jednej nogi, z agresją, z intensywnością. Naprawił swój błąd, po którym strzeliliśmy gola. To on wygrał pojedynek główkowy z Krychowiakiem. Była też opinia, że lepiej zachować mógł się Milik. Niestety, to jest napastnik, to nie jest obrońca. Może gdyby był tam Glik albo Bednarek, to rzuciliby się tak, jak to mają w zwyczaju środkowi obrońcy.

Piotr Czachowski: Ten stały fragment gry doskonale odwzorowuje to, co widzieliśmy przez 90 minut gry. Padło tutaj słowo "agresja". To właśnie Anglicy bezwzględnie wykorzystali przy tym stałym fragmencie. Zachowali się znakomicie. Krychowiak został wręcz poturbowany, przegrał pozycję, praktycznie w ogóle nie wyskoczył do piłki. A decydują ułamki sekund. Maguire oddał kąśliwy strzał i Szczęsny był bezradny. Mimo, że piłka szła w sam środek bramki. Odległość była jednak zbyt mała, by mógł zareagować, wyrzucić piłkę nad poprzeczkę.

Jerzy Engel: Swoje zrobiła też zmiana ustawienia. Anglicy wszystkie stałe fragmenty rozgrywają na Maguire'a, to on zazwyczaj skacze do piłki i zgrywa ją głową. Tymczasem poszedł zupełnie inny zawodnik, a Maguire był poza szesnastką. Być może ta zmiana spowodowała, że nasi piłkarze nie do końca wiedzieli, jak się do tego ustawić.

Czytaj więcej na Polsatsport.pl!



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje