Reklama

Reklama

Eliminacje MŚ 2022

​Anglia - Polska. Jerzy Dudek dla Interii: Nie płaczmy po Lewandowskim jak Brazylia po Neymarze

- Nie ma nic gorszego niż strach przed przeciwnikiem, który burzy pewność tego co robisz. Drużyna Paulo Sousy jest w stanie przełamać w środę polski kompleks Anglików. Trzeba zagrać na przekór historii, złemu losowi. Dla kontuzjowanego Roberta Lewandowskiego - mówi Interii Jerzy Dudek. Mecz Anglia - Polska w środę o godz. 20.45.

Dariusz Wołowski, Interia: Powtarzamy, że mamy pokolenie bardzo dobrych piłkarzy. Kto z kadry Paulo Sousy poradziłby sobie w Premier League?

Jerzy Dudek: Łukasz Fabiański z West Ham United i Jan Bednarek z Southampton sobie radzą. Myślę, że na Wyspach mogliby też grać Arkadiusz Milik, Krzysztof Piątek, Piotr Zieliński, Grzegorz Krychowiak, Bartosz Bereszyński, Wojciech Szczęsny, a także Kamil Glik. No i oczywiście Robert Lewandowski. To piłkarz, który dałby nam na Wembley psychologiczną przewagę nad Anglikami. Szkoda, że ta kontuzja przyplątała się akurat w takiej chwili. Ale to nie czas i miejsce na lament.

Reklama

Co robić bez Roberta Lewandowskiego?

- Jego uraz to oczywiście duże osłabienie dla reprezentacji Polski, ale nie możemy płakać jak Brazylia po Neymarze przed półfinałem mundialu z Niemcami w 2014 roku. Widzieliśmy jaką katastrofą się to skończyło dla Brazylijczyków. A przecież nawet bez Neymara nie mieli aż o tyle słabszej drużyny, by polec 1-7. W grze o finał mundialu u siebie w domu przeżyli traumę, bo zamiast się zmobilizować, opłakiwali stratę swojej gwiazdy. Wierzę, że piłkarze Paulo Sousy zagrają w środę dla swojego kapitana. Z całą sportową złością i zaciętością na jaką ich stać. Na przekór przeciwnościom, na przekór historii, na przekór kompleksom wobec Anglików.

Najlepszy piłkarz kadry Paulo Sousy w meczach z Węgrami i Andorą, Kamil Jóźwiak, występuje w Derby - 19. zespole w tabeli Championship. Na Wembley zagra przeciwko rywalowi z czołowego klubu Premier League. Będzie musiał wznieść się na wyższy poziom.

- Na pewno to będzie dla niego inne wyzwanie niż wejść na zmęczonych Węgrów, lub półamatorów z Andory. Ale taki mecz jak ten na Wembley Kamil powinien rozpatrywać w kategoriach sportowej szansy. Nie ma się czego bać, nie ma sensu drżeć przed rywalem tylko dlatego, że pracuje w Manchesterze City, czy Liverpoolu. Kompleksy trzeba zostawić poza boiskiem. I myśleć pozytywnie. Będzie szalenie ciężko, ale do wygrania jest bardzo dużo. Niech Jóźwiakowi i innym nie zabraknie śmiałości, żeby po to sięgnąć. Anglicy są zawsze bardzo pewni siebie. Przed meczem. Rywali, który postawi im się na boisku, potrafi tą pewnością zachwiać.

Czy Polska jest takim rywalem? Paulo Sousa dopiero tworzy drużynę. Poprowadził ją w dwóch meczach z rywalami znacznie słabszymi od Anglików.

- Wiele jest przykładów, gdy zespół wyżej notowany nie wypełnia planu. Eliminacje mundialu w Katarze ledwo się zaczęły, a już punkty straciła broniąca tytułu Francja. Hiszpania ledwo człapie. Irlandia przegrała z Luksemburgiem, Armenia wygrała z Islandią, smak porażki poznali Holendrzy i Chorwaci. Dlaczego Anglicy mieliby być nietykalni? Oglądałem ich dwa ostatnie mecze, to nie jest zespół który powala na kolana. Najbardziej obawiam się fantazji ich skrzydłowych. Raheem Sterling jest szybszy od wiatru. I świetnie wyszkolony. Młodzi gracze wnoszą element nieprzewidywalności do solidnego zespołu, ale nie są nie do zatrzymania. Nie można się tylko przestraszyć.

Paulo Sousa mówi, że jedzie po zwycięstwo. Może lepiej powiedzieć sobie, że remis jest dobry i grać na zero w tyłach? Przynajmniej na początku, lub do kiedy się da.

- Mnie się postawa nowego selekcjonera podoba. W Lidze Narodów Polska zagrał w Amsterdamie z Holandią na przetrwanie i punktu nie zdobyła. A jeszcze był kac po tym, że w ogóle nie odważyła się zaatakować. Nie chcieliśmy więcej takich meczów. Na Wembley trzeba się odważyć. Tym razem Anglikom nie pomogą kibice. Publiczność jest zawsze dwunastym zawodnikiem na Wembley, pcha do przodu piłkarzy choćby padali na nos. Środowy mecz odbędzie się przy pustych trybunach, czyli tak jakby był na terenie neutralnym. To bardzo osłabi zapał drużyny Garetha Southgate’a.

Po 1973 roku siedem razy polscy piłkarze wyprawiali się do Anglii. I siedem razy przegrali. A zaczęło się od porażki 0-3 na mundialu w Meksyku.

- Widomo, że mamy kompleks Anglików. Ale mieliśmy kompleks Niemców i w 2014 roku, tuż po tym jak zdobyli mistrzostwo świata, udało się go przełamać. Nasze porażki w Anglii to nie zawsze były klęski, czasem przegrane jednym golem, decydowały niuanse. W 2005 roku na Old Trafford w Manchesterze straciliśmy gola na 1-2 w 80. minucie.

Przed meczami z Anglią zaklinamy rzeczywistość, a kończy się jak zwykle. Czy polscy piłkarze są w stanie wytrzymać intensywność gry drużyny Garetha Southgate’a?

- To jest bardzo trudne wyzwanie. Ale nie ponad siły polskich piłkarzy. Oczywiście kiedy porównamy intensywność gry w Premier League i w Ekstraklasie to różnica jest kolosalna. Bartosz Kapustka jest najszybszym graczem naszej ligi, a tymczasem w Leicester zajmował w testach szybkościowych 11-12 miejsce. Na szczęście piłkarze Sousy występują w Niemczech, we Włoszech, w Anglii i są z wysoką intensywnością gry oswojeni.

Kamil Glik powinien wystąpić w roli szefa defensywy? W swoim pierwszym meczu z Węgrami Sousa wysłał go na ławkę.

- Rozumiałem decyzję Sousy, bo Kamil przy całym swoim doświadczeniu i sercu do walki ma kłopot z wyprowadzaniem piłki. Nowy selekcjoner chciał spróbować Michała Helika, który zadebiutował w bardzo stresującym momencie. Próby i błędy są rzeczą normalną, dzięki nim piłkarze się uczą, a drużyny rozwijają. Sousa miał prawo do podjęcia ryzyka, Helik zyskał bezcenne doświadczenie. A Glik był i tak największym wygranym w polskiej defensywie. Wszedł przy stanie 0-2 i pomógł w wywalczeniu remisu. Z Andorą zagrał od początku i tak samo pewnie będzie na Wembley.

Jak Polacy powinni grać?

- Zabrać piłkę Anglikom będzie bardzo trudno, ale cieszę się, że Sousa nie rezygnuje z ataku pozycyjnego. W przeciwnym razie zostałby nam szybki atak i stałe fragmenty. Zaskoczyć Anglików po rzucie rożnym, lub wolnym nie jest łatwo. Polacy powinni zagrać na Wembley tak jak Węgrzy z Polakami w Budapeszcie. Agresywnie, pressingiem, z wysoką intensywnością. W Budapeszcie różnica w umiejętnościach i renomie piłkarzy przemawiała za nami, ale Węgrzy ją zniwelowali. Trzeba na Wembley zrobić to samo. Jeśli Glik, Zieliński, Milik, Piątek i reszta będą skoncentrowani i zagrają na 110 proc możliwości, nie są skazani na porażkę. Trzeba zablokować Anglikom skrzydła. Oni wciąż są najgroźniejsi w atakach bokami boiska.

Na Wembley powinien zagrać Wojciech Szczęsny krytykowany za mecz w Budapeszcie? A może przyzwyczajony do standardów Premier League Łukasz Fabiański?

- My jak zwykle szukamy dziury w całym. Szczęsny to bardzo dobry bramkarz, choć w meczu z Węgrami popełnił błędy. Oczywiście Łukasz Fabiański ma dość klasy, żeby na Wembley sobie poradzić, ale taka zmiana w bramce byłaby sygnałem, że Sousa jest bardzo zestresowany. Futbol nie lubi desperackich decyzji i nie ma powodów, żeby nasz selekcjoner takie podejmował. Fabiański rywalizuje z najlepszymi angielskimi piłkarzami w Premier League, Szczęsny w Lidze Mistrzów. O grę bramkarza na Wembley jestem akurat spokojny. To ta pozycja, na której Polska ma przewagę nad Anglikami.

Jedyna?

- Mam nadzieję, że nie. Zieliński, Krychowiak, Piątek i kilku innych dają nam podstawy do delikatnego optymizmu. Co nie znaczy, że musi się udać. Nie ma jednak powodu jechać na Wembley z opuszczonymi głowami. Świat się tam nie skończy, szansa na mundial w Katarze nie przepadnie. Ja stawiam na remis. Byle nasi piłkarze podjęli walkę. Mecze z Węgrami i Andorą były z gatunku tych, w których Polacy jako faworyt mieli więcej do stracenia. Na Anglię zmobilizować wszystkie siły będzie łatwiej. Sousa nie musi nikomu tłumaczyć o co i z kim idzie gra. Stawką są punkty eliminacji MŚ w Katarze, ale też zbudowanie w sobie pewności, że reprezentacja Polski może postawić się rywalom z topu.

Rozmawiał Dariusz Wołowski

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL