Reklama

Reklama

Eliminacje MŚ 2022

Anglia - Polska 2-1. Paweł Kryszałowicz: Piątek został w Hercie, bo nie miał dokąd pójść

- Trzeba sobie zdawać sprawę, że forma piłkarza - zwłaszcza napastnika - nie może być non stop szczytowa. Krzysiek miał swój czas, potem wpadł w dołek i na dobre z niego jeszcze nie wyszedł. Dlaczego został w Hercie? Jakby go ktoś bardzo chciał, to by go wziął. Nie miał dobrej oferty, więc nie odszedł. Musi walczyć w Berlinie. Moim zdaniem wygląda lepiej niż jesienią - mówi w rozmowie z Interią Paweł Kryszałowicz, uczestnik finałów World Cup 2002.

Druga połowa meczu z Anglią mocno pobudziła wyobraźnię części polskich obserwatorów. Nie brakowało głosów, że przy odrobinie szczęścia mogliśmy to spotkanie nawet wygrać. Inni dla kontrastu wskazywali, że oddaliśmy na Wembley tylko jeden celny strzał.

Paweł Kryszałowicz w rozmowie z Interią próbuje odpowiedzieć na pytanie o rzeczywistą siłę ognia "Biało-Czerwonych".

Łukasz Żurek, Interia: Czy potencjał ofensywny, jakim dysponowaliśmy w Londynie, został właściwie wykorzystany?

Paweł Kryszałowicz: - Mówiłem już przed meczem, że ja bym na Karola Świderskiego nie postawił w meczu z Anglią. Z całym szacunkiem dla niego, bo chłopak ma umiejętności i pewnie przyda się jeszcze kadrze. Ale rozegrał ledwie niecałe pół godziny przeciwko Andorze, więc trudno go zaraz potem rzucać na głęboką wodę. Gdybym to je decydował, wstawiłbym od pierwszej minuty Kamila Jóźwiaka na prawe skrzydło, bo zdecydowanie na to zasługiwał. Krzysztof Piątek na szpicy, a Arka Milika wpuściłbym na boisko w trakcie gry.

Reklama

Wystarczy stwierdzić, że Milik jest nominalnym napastnikiem, by rozgrzeszyć go z drugiej bramki dla Anglików? To on przysnął i nie zdołał zablokować strzału Harry’ego Maguire’a.

- Nie mieliśmy dobrze rozpracowanych rzutów rożnych przeciwnika. Piłka poszła na "długi" słupek i już tam powinna zostać przejęta. Potem zadecydował ułamek sekundy w polu karnym - Arek rzeczywiście się zdrzemnął. Każdy popełnia błędy, trzeba to wziąć na klatę i funkcjonować dalej. Bo co mają powiedzieć Jan Bednarek i Wojciech Szczęsny, którzy zawinili przy pierwszej bramce na Węgrzech?  



Na Wembley już tego nie powtórzyli. Ale oddaliśmy w tym meczu tylko jeden celny strzał, który w dodatku był efektem błędu rywala. To oznacza, że przez ponad 90 minut nie przeprowadziliśmy akcji zakończonej uderzeniem w światło bramki...

- W porządku, ale trzeba powiedzieć, że Anglicy popełnili błąd, bo zostali do tego przez nas zmuszeni. Generalnie mecz w naszym wykonaniu bardzo słaby. Wynik lepszy niż gra, żadnej składnej akcji. W drugiej połowie zaprezentowaliśmy się lepiej, bo wyszliśmy trochę wyżej pressingiem. Ale moje odczucie jest takie, że Anglicy - gdyby tylko chcieli - mogliby nas przycisnąć zdecydowanie mocniej. Zabrakło pięciu minut do remisu. Szkoda. Nabralibyśmy przekonania, że bez Roberta Lewandowskiego też możemy punktować. Widać jednak, jak ważną postacią jest w tym zespole jego kapitan.

Jeśli już musiał doznać kontuzji, to lepiej, że stało się to w marcu. W maju problem byłby nieporównanie większy.

- Długi okres grał bez urazów. Prędzej czy później coś takiego musiało się stać. słyszę teraz narzekania, dlaczego grał przeciwko słabej Andorze. I spekulacje, czy powinien, czy na pewno chciał. Wszystko to między bajki można wsadzić. Każdy piłkarz chce grać, nawet przeciwko najsłabszymi - zwłaszcza jak jest w takim gazie jak Robert.

Każdy z napastników zrobił w ostatnich dniach wystarczająco wiele, by znaleźć się na kolejnym zgrupowaniu kadry?

- Każdy na pewno chciał jak najlepiej, ale było wyraźnie widać, że nie wszyscy są w formie. W pierwszym meczu bardzo podobał mi się Piątek, bo robił to, co do "dziewiątki" należy. Liczyłem natomiast, że Milik - który we Francji zaczął strzelać - zagra lepiej. Ale nie wyszło. Świderski z kolei to debiutant - nie wymagajmy, żeby przenosił góry. On wchodzi do tego zespołu i dopiero uczy się reprezentacji.

Zobacz Interia Sport w nowej odsłonie

Sprawdź!

Piątek wbrew prognozom został w Bundeslidze na kolejną rundę. Wydawało się długo, że odejdzie i poszuka renesansu w innym otoczeniu. To wciąż blady cień tego zawodnika, którego pamiętamy z Milanu...

- Trzeba sobie zdawać sprawę, że forma piłkarza - zwłaszcza napastnika - nie może być non stop szczytowa. Krzysiek miał swój czas, potem wpadł w dołek i na dobre z niego jeszcze nie wyszedł. Dlaczego został w Hercie? Pewnie dlatego, że nie miał, dokąd pójść. Jakby go ktoś bardzo chciał, to by go wziął. Nie miał dobrej oferty, więc nie odszedł. Musi walczyć w Berlinie. Moim zdaniem wygląda lepiej niż jesienią. Patrzmy do przodu z optymizmem.

A dostrzega pan na horyzoncie innych snajperów, którym Paulo Sousa - mimo że czasu jest niewiele - powinien dać jeszcze szansę? 

- Już nie. Oprócz Roberta nie mamy takich napastników, którzy strzelają po 30-40 goli w sezonie. Dysponujemy ograniczonym potencjałem i myślę, że koło tej czwórki snajperów, o których rozmawiamy, będziemy się to wszystko kręcić. Nie rozpędzajmy się, żeby na siłę szukać. Sousa wybrał najlepszych, jakich mógł. Teraz dajmy mu z nimi popracować.

Rozmawiał Łukasz Żurek

El. MŚ 2022 - wyniki, tabela, strzelcy, terminarz grupy I

Dowiedz się więcej na temat: El. MŚ 2022 | piłkarska reprezentacja polski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje