Reklama

Reklama

Eliminacje MŚ 2022

Węgry - Polska na otwarcie eliminacji do MŚ. Relacja z meczu prosto z Budapesztu

Koszmar "Biało-Czerwonych" trwał przez godzinę, zasłużenie przegrywali 0-2. Paulo Sousa dokonał trzech zmian i zwłaszcza Kamil Jóźwiak z Krzysztofem Piątkiem przyczynili się akcji ratunkowej. Piękną bramkę na wagę remisu zdobył Robert Lewandowski i z Puskas Areny przywozimy remis 3-3. Sousie nie udało się przełamać klątwy - w XXI wieku żaden selekcjoner Polski nie wygrał w debiucie.

- Kamil Glik musi przemyśleć i zaakceptować taktykę, jaką proponujemy. Na razie gra zbyt archaicznie, jest za daleko od rywala, obrona z nim w składzie cofa się zbyt głęboko - jak zapowiedział Paulo Sousa, tak zrobił. Odstawił najbardziej doświadczonego obrońcę ze składu, by wpuścić Michała Helika, który jeszcze jesienią biegał po boiskach Ekstraklasy w barwach Cracovii, a teraz występuje w Championship. Mało tego, wcześniej nie zagrał nie tylko w pierwszej reprezentacji, ale też w młodzieżowych.

Patrząc na wartości poszczególnych piłkarzy powinniśmy wygrać 3-0. Sam Robert Lewandowski ma wartość rynkową taką jak cały zespół węgierski. Sęk w tym, że piłka nożna to nie Formuła 1: masz więcej pieniędzy, to budujesz lepszy bolid i wyprzedzasz wszystkich. Tu trzeba zbudować zespół, opracować strategię, a Paulo Sousa miał na to wszystko raptem trzy treningi plus kilka odpraw taktycznych. Jego vis a vis - Marcowi Rossiemu w czerwcu miną trzy lata, odkąd układa klocki w ekipie naszych Bratanków.

Reklama

Fatalne błędy przy golu na 1-0

Wysokie ustawienie defensywy miało przynieść szanse bramkowe naszym napastnikom, ale przyniosło gospodarzom. Atilla Fiola podał ze środka prostopadle, Roland Szalai uciekł z łatwością Janowi Bednarkowi. Na domiar złego Wojciech Szczęsny nie do końca kontrolował, który fragment bramki kryje i przepuścił piłkę zmierzającą w bliższy róg.

CZYTAJ TAKŻE: Na kim nie zostawiliśmy suchej nitki! Oceń łagodnie, bądź bezlitośnie i Ty!

Jak to zwykle w sporcie bywa, prowadzenie uskrzydliło Węgrów, a strata bramki zadziałała deprymująco na nasz zespół. Podopiecznym Paulo Sousy nie wychodziło niemal nic. Przed przerwą nie zobaczyliśmy nawet zalążka groźnej akcji, a dogranie do napastnika było jedno - w 27. min Sebastian Szymański dośrodkował do Arkadiusza Mili, który główkował słabo i niecelnie. To był jedyny strzał Polaków w I połowie i dobra akcja zainicjowana przez Grzegorza Krychowiaka, z wymianą piłki między Milikiem i Robertem Lewandowskim, który rozciągnął do Szymańskiego.

Pierwsza godzina niczym "Koszmar z ulicy Wiązów"

Reszta była niczym "Koszmar z ulicy Wiązów": Arkadiusz Reca grał na dwa kontakty: przyjął - stracił i bał się podjąć jednego pojedynku ze znanym z Lecha i dorabiającym do emerytury w Ferencvarosu Gergo Lovrencsicsem. Zbyt mało widoczny był Piotr Zieliński, którego zauważyliśmy po raz pierwszy wtedy, gdy został złapany na spalonym. Wyprowadzać piłkę próbował tylko Krychowiak. Obiecujące było jego prostopadłe podanie do Milika. Mieliśmy jeden dwa rzuty rożne, a Szczęsny ratował za polem karnym wybiciem głową. Jakby tego było mało, już w 42. min Węgrzy dopominali się usunięcia z boiska Helika, który miał żółtą kartkę od 34. min, po faulu na połowie gospodarzy, na stojącym tyłem do bramki przeciwniku.

Jedyne, oprócz szczęścia, co funkcjonowało, to odbiór piłki na połowie rywala. Zupełnie jednak tego nie wykorzystywaliśmy, jakby fakt szybkiego jej odzyskiwania zaskakiwał nas bardziej niż Węgrów. Farta natomiast mieliśmy po dwóch akcjach Lovrencsicsa, który najpierw dobrą kontrę Szilvesztera Hangya zakończył strzałem w środek, choć celował w lewy róg, z którego przybiegł Szczęsny. Później Gergo wpadł w nasze pole karne niczym w masło, nikt nie pofatygował się zagrodzić mu drogi i uratował as tylko fakt, że obrońcy w ostatniej chwili wślizgiem zablokowali Adama Szalaia.

Ten mecz zamienił się w jeszcze większy koszmar w 52. min. Bereszyński zblokował Rolanda Szallaia, ale Helik nie nadążył za Adamem Salaiem, który z 10 m kopnął w lewy róg i wydawało się, że Węgrzy wybili nam z głowy udany start w eliminacjach. Inna rzecz, że pewnie połowa sędziów na początku tej akcji za faul uznałaby interwencję Fioli, który rękoma powstrzymywał Lewandowskiego.

Punkt zwrotny meczu: Sousa idzie va banque

Paulo Sousa to człowiek głębokiej wiary i pewnie tylko dlatego się nie załamał, widząc co się dzieje. Musi być też fanem filmu "Va banque", a w każdym razie powinien zostać. Tak właśnie zagrał: wpuścił w jednym momencie Kamila Jóźwiaka, Krzysztofa Piątka i Kamila Glika. Ten manewr odmienił mecz w ciągu zaledwie 50 sekund! 

Najpierw Jóźwiak "ugryzł" Węgrów kąśliwym dośrodkowaniem z prawej flanki, po którym Krychowiak nieczysto kopnął piłkę i wyszła mu z tego asysta - nożycami huknął do siatki "Pjona". Był to jego pierwszy kontakt z piłką! Nie minęła minuta, gdy Zieliński rozciągnął akcję do Jóźwiaka, który techniczny kopnięciem w dalszy róg zamienił Petera Gulacsiego z roli skutecznego golkipera w bezradnego obserwatora toru lotu piłki.

Ale Węgrzy pokazali charakter. Nie wpadli w panikę. Adam Lang dośrodkował na dalszy słupek, a Vilmos Orban nic sobie nie robił z faktu, że stoi przy nim Reca i kolanem wpakował piłkę do siatki.

Od czego mamy jednak "Lewego"? Nasz kapitan pokazał swój kunszt cztery minuty później, doprowadzając do wyrównania. Podanie Bereszyńskiego, który oskrzydlił atak razem z Jóźwiakiem, przyjął prawą nogą, przełożył na lewą i nią huknął tam, skąd przywędrował Gulacsi! 

Na końcowe minuty wszedł nawet Kamil Grosicki, który od dwóch tygodni pracował nad formą w Warszawie, jednak nie zdołał nic wskórać. 

Remis na wyjeździe z głównym konkurentem do walki o drugie miejsce nie jest zły, ale przecież Paulo Sousa zapowiadał walkę o wygranie grupy, natomiast Robert Lewandowski celował w minimum sześć punktów. By zrealizować ten plan, musielibyśmy pokonać nie tylko Andorę w niedzielę na stadionie Legii, ale też Anglię 31 marca na Wembley. 

Czy Sousa sam nawarzył sobie bigosu?
W doliczonym czasie przez kilkadziesiąt sekund Węgrzy bronili się w dziesiątkę, gdyż za drugą żółtą kartkę z boiska został usunięty Fiola.

El. MŚ 2022

Węgry - Polska 3-3 (1-0)

Bramki:

1-0 Roland Szalai (6. Atilla Fiola), 2-0 Adam Salai (52. R. Szalai), 2-1 Krzysztof Piątek (60. asysta Krychowiak), 2-2 Jóźwiak (61. z podania Zielińskiego), 3-2 Orban (78. Lang), 3-3 Robert Lewandowski (82. z podania Bereszyńskiego). 

Węgrów: Gulacsi - Fiola, Orban, Attila Szalai - Lovrencsics (66. Nego), Kleinheisler, Nagy, Klamar (81. Siger), Hangya (66. Lang) - Sallai (72. Varga), Adam Szalai. 

Polska: Szczęsny - Bereszyński, Bednarek, Helik (58. Glik) - Szymański (58. Jóźwiak), Krychowiak, Moder (58. Piątek), Zieliński, Reca (79. Sybus) - Milik (84. Grosicki), Lewandowski.

Sędziował Felix Brych z Niemiec.

Żółte kartki: Fiola (8.), Lang (73.), Atilla Szalai (87.) oraz Helik (34.), Bereszyński (49.).

Czerwona kartka: Fiola (90.+3).

Z Budapesztu Michał Białoński


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje