Reklama

Reklama

Eliminacje MŚ 2022

Węgry - Polska. Kamil Kosowski: W Budapeszcie nie musimy się niczego bać

- Drybluj. Jeżeli stracisz, to tutaj z tyłu jest ktoś, kto tę piłkę odbierze. Nie przejmuj się, nie uda się dwa razy, trzeci się uda, piąty się uda. Jak masz okazję, strzelaj. Nie szukaj kwadratowych jaj. Wchodź z drugiej linii - taki zestaw wskazówek dla Piotra Zielińskiego w rozmowie z Interią proponuje były reprezentant Polski, Kamil Kosowski.

Do inauguracyjnego boju "Biało-Czerwonych" w eliminacjach MŚ pozostały już tylko godziny. W jaki sposób uniknąć falstartu i skutecznie zaskoczyć Węgrów na ich terenie? Wspólnie z nami zastanawia się nad tym Kamil Kosowski, kadrowicz w latach 2001-09.  

Łukasz Żurek, Interia: Zaniepokoiła pana informacja o przymusowej absencji Mateusza Klicha?

Kamil Kosowski: - Mateusz na szczęście jest zdrowy. Jak wiemy, wynik jego kolejnego testu dał wynik negatywny. Nie ma go w Budapeszcie - zasady są takie, a nie inne - i selekcjoner musi sobie z tym poradzić. Ale nie wydaje mi się, żeby to był jego największy ból głowy. Byłoby znacznie gorzej, gdyby okazało się, że pozytywny wynik testu ma Robert Lewandowski. Klich prawdopodobnie będzie do dyspozycji w kolejnych dwóch spotkaniach. To trzecie zagramy w Anglii, czyli na "jego" ziemi i przeciwko ludziom, z którymi on mierzy się w lidze. Jeśli ma być dla zespołu niezbędny, to prędzej w Londynie niż w Budapeszcie.

Reklama

Kto pana zdaniem powinien go zastąpić w podstawowym składzie na mecz z Węgrami?

- Jeżeli mamy zagrać dwoma typowo defensywnymi pomocnikami, to nie wahałbym się - mówiąc kolokwialnie i brzydko - użyć Rafała Augustyniaka. To podobny typ piłkarza do Jacka Góralskiego, tylko jeszcze mocniejszy fizycznie. Nowy trener, nowe spojrzenie, nowe rozdanie. Dlaczego nie Augustyniak? Chętniej widziałbym jednak ustawienie, w którym Grzegorz Krychowiak asekuruje dwóch pomocników usposobionych ofensywnie - Piotra Zielińskiego i Sebastiana Szymańskiego. My ten mecz musimy zdominować. Od samego początku musimy mieć nad spotkaniem pełną kontrolę. Strzelić szybko jednego, dwa gole i na koniec skasować trzy punkty.

Zobacz Interia Sport w nowej odsłonie

Sprawdź!

Wskazuje pan na Augustyniaka kosztem Jakuba Modera? Zaskakująca propozycja.

- Moder też powinien znaleźć się w podstawowym składzie. Tyle że najciekawsze rozwiązanie to ustawienie go na wahadle. Tak zagrał w ostatniej kolejce Premier League. Jego Brighton walczył z Newcastle o sześć punktów, bo oba zespoły bronią się przed spadkiem. Graham Potter od pierwszej minuty wystawił w takim spotkaniu właśnie Modera. I on nie zawiódł. Bardzo dobrze wymieniał się pozycjami z Dannym Welbeckiem, wchodził z boku w wolne strefy i miał zdecydowanie więcej sytuacji niż z pozycji numer 6. Myślę, że w taki sposób możemy zaskoczyć Węgrów, którzy analizowali dotychczasowe występy Modera jako środkowego pomocnika.

Gra w środku pola będzie kluczem do zwycięstwa? To bezpieczna teza, którą można postawić w zasadzie przed każdym spotkaniem...

- Są trenerzy, którzy lubią ustawić drużynę z tyłu, przed "szesnastką", i kontratakować. Ale wydaje mi się, że w Budapeszcie nie musimy się niczego bać. Mamy na tyle dobrych piłkarzy, jednego wybitnego i kilku świetnych, że musimy rozpocząć te eliminacje z przytupem. Trener Sousa zapowiadał na konferencjach prasowych, że piłkarze pod jego wodzą będą się czuli zdecydowanie lepiej, że będzie potrafił lepiej wykorzystać Zielińskiego, i że Lewandowski będzie miał więcej sytuacji do strzelania goli. Chcielibyśmy to zobaczyć już w meczu z Węgrami. Rywal absolutnie jest w naszym zasięgu. Jeśli zagramy na przyzwoitym poziomie, to nie powinniśmy mieć większych kłopotów z wygraniem tego spotkania.

Jak pan rozumie hasło "lepiej wykorzystać Zielińskiego"?

- W Napoli gra tak, że w zasadzie co tydzień jest na pierwszych stronach gazet. W ostatnich dniach pisze się o jego transferze do wielkiego klubu. Jak do niego dotrzeć? Jak ustawić zespół? Jaką wybrać piłkarzy, którzy w trakcie gry mogą i powinni go asekurować? To zabawa na długie godziny do rozważania. Klich był chwalony w Leeds, grał świetnie, a potem przyjeżdżał na kadrę i chłopa nie było na boisku. Podobnie Zieliński - w reprezentacji nie może zagrać udanie jednego na pięć meczów, bo jest na to za dobry. Być może trener Sousa doda tym zawodnikom śmiałości. Wydaje mi się, że wszyscy bardzo mocno pracowali nad tym, żeby ostatnie podanie kierować do Lewandowskiego. A to nie jest zawsze najlepsze rozwiązanie na murawie. Jeżeli inni mają okazję do tego, żeby indywidualnie zakończyć akcję, to powinni to robić. Myślę, że Robert nie będzie miał z tym żadnego problemu.

Rezerwy Zielińskiego tkwią bardziej w dotarciu do jego sfery mentalnej czy jednak w odpowiednim ustawieniu innych zawodników wokół niego?

- Moje przemyślenia są takie, że z mentalnością Piotrka jest wszystko w porządku. Gdybym miał oceniać, to prędzej bym powiedział, że to kibice mają problem z mentalnością, a nie Piotrek. Oczywiście wszyscy chcieliby widzieć w meczach reprezentacji Zielińskiego z Napoli. Ale nie zawsze tak jest. Kilka spotkań w jego wykonaniu było takich, że nie wypadało go nie skrytykować, bo to był cień piłkarza. Kluczową sprawą jest to, jak do niego podejdzie selekcjoner. Jeśli mu powie, że ma nie tracić piłki i nie ryzykować dryblingu, to nikomu się to nie opłaci. Wskazówki powinny być raczej inne: "Drybluj. Jeżeli stracisz, to tutaj z tyłu jest ktoś, kto tę piłkę odbierze. Nie przejmuj się, nie uda się dwa razy, trzeci się uda, piąty się uda. Jak masz okazję, strzelaj. Nie szukaj kwadratowych jaj. Wchodź z drugiej linii. Nie szukaj koniecznie ostatniego podania do napastnika". To się tyczy zresztą także innych - choćby Modera czy Kamila Grosickiego.

A jak pan reagował na pohukiwana tych, którzy raptem przed paroma miesiącami domagali się od poprzedniego selekcjonera rezygnacji z Grzegorza Krychowiaka?

- Parę miesięcy temu to mieliśmy jeszcze do dyspozycji innych chłopaków - Krystiana Bielika i Jacka Góralskiego. A teraz ich nie mamy. Grzesiek gra cały czas w Moskwie, strzela gole. Być może to jest jego miejsce na ziemi, chociaż chyba najlepszy czas miał w Sewilli. Nawet jak ostatnio łapał słabszą formę, to nie było w kadrze opcji, żeby z niego rezygnować. Ewentualnie można było się zastanowić, czy nie powinien zaczynać meczu na ławce rezerwowych. Dzisiaj wydaje się, że Krychowiak będzie centralną postacią drugiej linii. I jesteśmy chyba o niego spokojni. Ma w nogach tyle meczów o stawkę, ligowych i reprezentacyjnych, że jego doświadczenie jest w tym momencie nie do przecenienia. 

Powinniśmy być również spokojni o prognozowane ustawienie 3-5-2? Nie brak głosów, że wdrożenie takiego systemu gry - z marszu, bez solidnego gruntu - może nosić znamiona sabotażu.

- Absolutnie nie widzę powodów do obaw. Myślałem, że reprezentacja będzie kompletnie przebudowana już przez Jerzego Brzęczka. Tak się nie stało. Co prawda kilka nowych twarzy nam się pojawiło, ale zdecydowanie przebiegało to zbyt wolno. Jeśli chodzi o zmianę ustawienia, to proszę zwrócić uwagę, że my nie rozmawiamy o piłkarzach, którzy przechodzą z wieku juniora do pierwszej drużyny i nie wiedzą, co się dzieje. To są zawodnicy z tak dużą świadomością taktyczną, że po prostu muszą to "załapać". Mają sobie przyswoić założenia taktyczne w fazie obrony i w fazie ataku. Dla mnie sytuacja jest klarowna. Jeśli ktoś nie zrozumie nowego systemu, to nie przyjedzie następnym razem na reprezentację.

Najnowsze wieści z Budapesztu są takie, że już teraz na ławce rezerwowych może usiąść Kamil Glik. Nie wpłynie to negatywnie na komfort gry pozostałych zawodników, który przez lata zdążyli się przyzwyczaić, że "Glikson" zawsze jest za plecami lub tuż obok?

- Nie sądzę. Przyjeżdżasz na kadrę, jest taki skład, wychodzisz na boisko, masz grać dla drużyny narodowej, dla orzełka, i masz wygrywać. Czy z Glikiem, czy bez Glika. Jeszcze raz powtórzę - większym zmartwieniem byłby brak Lewandowskiego. Wszyscy by się wtedy zastanawiali, kto będzie zdobywał bramki, kto weźmie na siebie ciężar gry, kiedy nie będzie szło. W formacji defensywnej i w drugiej linii wariantów ustawienia jest kilka i można to zabezpieczyć w różny sposób. Ale w ataku? Nie ujmując nic Arkowi Milikowi czy Krzyśkowi Piątkowi - nawet jakby się skleili we dwóch, to nie byłby z nich taki piłkarz, jakim jest Robert. Myślę, że wszyscy mają tego świadomość. I chłopaki też się cieszą, że grają z takim zawodnikiem w jednej drużynie.

Rozmawiał Łukasz Żurek

El. MŚ 2022 - zobacz terminarz gier w strefie europejskiej

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje